Matka weekendowa – czyli taka, która robi karierę zawodową, utrzymująca dom, często lepiej wykształcona od męża czy partnera. Tak wygląda to z mojej, kobiecej perspektywy. Z męskiej opis mógłby być zupełnie inny – nastawiona na pracę, w imię własnych ambicji poświęcająca rodzinę, wiecznie nieobecna. Gdzie jest prawda?
ikona lupy />
Zapewne pośrodku, chociaż panowie (poza bardzo chlubnymi przypadkami) statystycznie również chętniej widzą się w domu w wydaniu weekendowym niż na co dzień. Czy to schemat kulturowy, czy może jednak traktowanie obowiązków domowych w kategorii obciachu? Dane GUS oraz ZUS na to pytanie nie odpowiadają. Potwierdzają jednak wyraźnie, że dla ojców wszelkiego rodzaju uprawnienia rodzicielskie, z których mogą korzystać, pozostają materią niezbadaną. W 2010 r. zaledwie 1,1 proc. panów mających dziecko do 8 lat zrezygnowało z pracy na co najmniej miesiąc, żeby opiekować się synem czy córką. Tylko 29 tys. w tym czasie skorzystało z co najmniej miesiąca urlopu wychowawczego.
Dla mężczyzn rezygnacja z pracy zawodowej to krok dużo trudniejszy do wykonania niż dla kobiet. Te, chociażby ze względu na wzorce rodzinne i jednak wymogi społeczne, są przyzwyczajone, że narodziny dziecka wiążą się z wyrzeczeniami, zwłaszcza zawodowymi. Ojcowie, przyzwyczajeni do roli głowy rodziny i głównego jej żywiciela, nawet czasowe rozstanie się z pracą traktują jak swojego rodzaju porażkę. Kluczem jest więc nie tylko wprowadzanie kolejnych zmian w prawie i dodawanie uprawnień, ale przede wszystkim konieczność przemian obyczajowych, na które, jak wynika z danych GUS i ZUS, panowie wciąż nie są gotowi. Tym bardziej należy docenić tych, dla których czas spędzony z małym dzieckiem nie jest stracony i nie ujmuje im męskości.
Takie zmiany najlepiej zacząć od najbliższego otoczenia. Wydaje się, że warto im pomóc w dobrze pojętym interesie, bo Polsce grozi zapaść demograficzna. Poza tym tylko w ten sposób można walczyć z wypychaniem kobiet z rynku pracy i tłumaczeniem się przedsiębiorców, że młode mamy to gorszy rodzaj pracownika. Bo mniej dyspozycyjny, bo częściej korzystający ze zwolnień lekarskich na opiekę nad chorującym dzieckiem.