Nie chodzi o sąd nad nielojalnymi, jak ocenia się generację urodzonych w okresie ostatnich dwudziestu lat minionego stulecia. Chodzi o odpowiednie ich postrzeganie i przyjęcie, że wychowani w innych warunkach społecznych, gospodarczych oraz technologicznych niż obecni wieloletni pracownicy - wchodzą na rynek pracy zarówno z określonymi oczekiwaniami, jak i możliwościami. To nic nowego, zawsze tak było z „nowymi”. Teraz jednak jest o tym głośno, bo następuje wyraźna wymiana pokoleń i to na dużą skalę. 

Ludzie z wyżu

O zatrudnienie walczy właśnie pokolenie wyżu demograficznego z lat 1980-1995. Pojawia się po Generacji X (urodzonych po 1965 r.), a wcześniej Boomersach (urodzonych w latach 1945-1965) i Tradycjonalistach urodzonych do końca wojny. Wchodzące na rynek Pokolenie Y zacznie niebawem kształtować gospodarki na świecie. Według danych agend badawczych, stanowi ono w populacji światowej 25,5 procent. To największa grupa pokoleniowa. Jej poprzednicy, wspomniana Generacja X miała udział 21,3 procent. Znacznie więcej młodych ludzi, w wieku dwudziestu kilku lat, żyje w krajach najdynamiczniej rozwijających się, np. w Indiach stanowią ponad połowę społeczeństwa.

Rynek pracy opuszczają Boomersi, mający obecnie od 47 do 67 lat. Doświadczeni pracownicy zwalniają miejsca dla osób w wieku od kilkunastu do 32 lat, czyli grupy, która w części już pracuje, w części zamierza podjąć pracę, a inni jeszcze się kształcą. Doświadczenia wiele nie mają, często nawet żadnego, ale są dobrze wyedukowani, ukształtowani w czasach dynamicznego rozwoju technologii informatycznych i telekomunikacyjnych. 

- Nie mówimy o prostym następstwie pokoleń, bowiem młodzi wnoszą zupełnie nową specyfikę, cechy i oczekiwania - podkreśla Marek Massalski, dyrektor marketingu Nowych Motywacji, firmy szkoleniowo-doradczej, która prowadzi dla przedsiębiorców m.in. programy kierowania zespołami pracowników. Jak dodaje, jeśli pracodawcy chcą wykorzystać potencjał tych ludzi, skutecznie budować kapitał i wzmacniać dzięki nim organizację, muszą działać adekwatnie do ich specyfiki - umiejętnie zarządzać i motywować oraz wiedzieć, jakimi środkami utrzymać przy sobie cenne talenty. 

- Nie można bagatelizować sygnałów, że 75-90 proc. przedstawicieli tego pokolenia nie wyobraża sobie związania się z jednym pracodawcą na dłużej niż 3 lata. Że o braku lojalności decyduje chęć rozwoju, podejmowania nowych wyzwań, szukanie różnorodności i mobilność. Że ci młodzi ludzie nierzadko nie przywiązują wagi do stabilnej pracy na długie lata z prostego powodu - mają wyjście ostateczne, którym jest oparcie w opiekuńczych rodzicach. Jeśli z pracodawcą nie układa się, w pokoleniu tym częściej niż w poprzednich dekadach, jawi się droga ucieczki: rzucić pracę i wrócić do mieszkania z rodzicami - mówi Massalski. To brzmi niewiarygodnie. Szczególnie, gdy spojrzeć na dane dotyczące bezrobocia i potrzeb rynku. 

Co piąty na marginesie

W upublicznionym jesienią raporcie ministerstwa pracy i polityki społecznej (MPiPS) na temat rynku pracy w Polsce w pierwszej połowie 2012 r. czytamy: „Rozpiętość udziału bezrobotnych do 25 roku życia w ogólnej liczbie zarejestrowanych kształtowała się w przedziale od 15,3 proc. w województwie dolnośląskim do 23,8 proc. w województwie małopolskim. Płynne wejście na rynek pracy bezpośrednio po ukończeniu szkoły to poważne wyzwanie w sytuacji wysokiego bezrobocia. Jest to problem obecny w Polsce, ale też spotykany w większości krajów Unii Europejskiej”. Czyli średnio więcej niż jedna piąta Polaków bez pracy - to ludzie młodzi, ci potencjalnie nielojalni pracownicy.

W raporcie zawarto też dość znamienną informację. Mianowicie, że w końcu czerwca tego roku w urzędach pracy zarejestrowanych było 489,7 tys. osób bez doświadczenia zawodowego, co stanowiło 24,9 proc. bezrobotnych ogółem. Jak podkreślono, należeli oni do grup znajdujących się w szczególnej sytuacji na rynku pracy. Dla młodych ludzi nie jest to dobra wiadomość. Niezależnie od tego, czy o zatrudnienie ubiegają się (będą ubiegać) po zakończeniu edukacji czy przed jej zakończeniem, zawsze jest to pierwsza praca, a konto doświadczeń zawodowych - co oczywiste -zerowe.

Raport nie wyjaśnia, czy rynek nie przyjmował wspomnianych niedoświadczonych bezrobotnych, bo byli świeżo upieczonymi absolwentami szkół czy też przez wiele lat nie uzyskali pracy – np. z powodu posiadania kwalifikacji w branżach, gdzie liczba kandydatów do pracy przeważa nad ofertami zatrudnienia. Z tego opracowania dowiadujemy się natomiast, że „wraz ze zwiększaniem się liczby wyższych uczelni w Polsce, rozszerzeniem oferty edukacyjnej i łatwiejszym dostępem absolwentów szkół średnich do kontynuowania nauki zarówno na studiach zawodowych, jak i magisterskich oraz wyższymi oczekiwaniami i ambicjami młodzieży w porównaniu do początku lat 90-tych, znacznie zwiększyła się liczba studentów uczelni wyższych i absolwentów legitymujących się wyższym wykształceniem. Ta liczna grupa osób, wcześniej w ograniczonym stopniu reprezentowana wśród bezrobotnych i ciesząca się zainteresowaniem pracodawców, odczuwa dziś podobne problemy jak pozostała bezrobotna młodzież. Jednocześnie zarówno wśród ludności ogółem, jak i w poszczególnych grupach ze względu na aktywność ekonomiczną wzrasta odsetek osób legitymujących się dyplomami wyższych uczelni”. MPiPS podaje: w końcu 2003 r. osoby z wyższym wykształceniem stanowiły 4,4 proc. zarejestrowanych i ten wskaźnik wzrósł do 11,4 proc. na koniec 2011 roku. Natomiast w końcu czerwca 2012 r. osoby z wyższym wykształceniem stanowiły 11,0 proc. bezrobotnych.

Kadra z potencjałem

Świadomość wysokich wskaźników bezrobocia nie powinna jednak uśpić czujności pracodawców. Prędzej czy później - kadry w sposób naturalny będą ulegały wymianie. W kolejce już czekają i będą przybywać „niepokorni” z Pokolenia Y. Czy niepokorni… Na pewno inni, z innym potencjałem do wykorzystania przez chlebodawców i przydatnym im samym do własnego rozwoju. Od dzieciństwa obeznani z nowymi technologiami, z niemal wrodzonymi umiejętnościami korzystania z sieci, komunikacji bezprzewodowej oraz cechą „wielokanałowości” w nadawaniu i odbieraniu informacji. Potrafią pracować z ogromną liczbą danych, błyskawicznie je wyszukują. Są zawsze on-line, śledzą nagłówki w serwisach, tyle że rzadziej zgłębiają treści. Informacje żyją w ich świadomości krótko, są powierzchowne, za to jest ich sporo. Jeśli doświadczają czegoś, co oddziałuje na ich ego, dzielą się tym i wyrażają opinie.

Takie jest ogólne postrzeganie obecnych dwudziestolatków. Dla chlebodawców istotne powinno być przede wszystkim istniejące już dziś wysokie ryzyko rotacji. Młodzi ludzie, wypowiadający się w naszej sondzie dowodzą tego wyraźnie. Do sukcesów firmy nie prowadzi wyłącznie znalezienie i zatrudnienie poszukiwanego kandydata. Wygrywa ten, kto potrafi zbilansować koszty wdrożenia do pracy młodych pracowników i nakłady na zapewnienie im atrakcyjnych warunków z korzyściami, jakie daje mu pewien wzrost lojalności, większa motywacja i zaangażowanie ludzi. I nie jest to odkrycie obecnych czasów.