Sprawy w sądach pracy toczą się miesiącami, więc inspektor ma szansę, by pomagać ludziom. Jednak kiedy wchodzi do firmy, nie jest postrzegany jak szeryf, który szybko zrobi porządek.

Ależ większość naszych kontroli skutkuje szybkim przywróceniem ładu prawnego w firmie, poprawą warunków pracy i wyeliminowaniem bezpośrednich zagrożeń dla zdrowia i życia zatrudnionych. Świadczą o tym chociażby statystyki. Egzekwujemy na rzecz pracowników znaczące kwoty niewypłaconych wynagrodzeń, składek na ubezpieczenie społeczne i fundusz pracy. Przypomnę, że każdą skargę traktujemy jako poufne źródło informacji o naruszeniu przepisów prawa pracy, nie informując potem w trakcie kontroli, co zainspirowało nas do jej przeprowadzenia i dlaczego ma ona taki, a nie inny zakres. Oczywiście są kontrole, które trwają dłużej, ze względu na złożoność sprawy i konieczność wykonania dodatkowych czynności. Tak czy inaczej trudno sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby nie było inspekcji pracy. To nie jest łatwy kawałek chleba, zwłaszcza dziś, kiedy inspektor pracy staje oko w oko ze sztabem radców prawnych, ekspertów technicznych, którzy polemizują z ustaleniami pokontrolnymi, przedstawiają swoją interpretację przepisów itp. Oprócz szerokiej, specjalistycznej wiedzy i doświadczenia trzeba mieć charakter, by tę walkę na argumenty podjąć i wygrać.

Inspekcja chyba ma zbyt dużo obowiązków, które z perspektywy osób zatrudnionych mają wtórne znaczenie. Ludzie czekają na konkretną pomoc, a PIP zajmuje się tym, czy firma płaci składki na fundusz pracy, a nie tym, czy płaci pracownikom. Misja gdzieś się tutaj rozmywa.

Rzeczywiście, obowiązków mamy dużo i ciągle nam ich przybywa. Odbieramy to jako przejaw zaufania do naszego profesjonalizmu i skuteczności, z drugiej jednak strony przysłania się istotę działalności inspekcji pracy, czyli egzekwowanie przestrzegania prawa pracy. Realizacja wszystkich zadań, tak różnorodnych i skomplikowanych, a przez to czasochłonnych i angażujących wielu pracowników, wymaga coraz więcej wysiłku logistycznego i merytorycznego, który powinien być skupiony przede wszystkim na strategicznych celach inspekcji.

Od długiego już czasu statystycznie kontrola PIP grozi pracodawcy raz na dziesięć lat. To się chyba nie zmienia, więc pracodawcy czują się bezkarni.

Nie wszyscy mają świadomość, że PIP to nie jest nie wiadomo jak liczna armia. Zatrudniamy ponad półtora tysiąca inspektorów, a podmiotów podlegających naszym kontrolom są setki tysięcy.

To dlaczego nie staracie się, by inspektorów było więcej?

Przecież o pieniądzach, które przekładają się na etaty, decyduje ustawodawca. Raz się zdarzyło, pięć lat temu, kiedy powierzono nam kontrolę legalności zatrudnienia, że dodatkowo dostaliśmy 300 etatów, oczywiście z zabezpieczeniem finansowym. Ale to jedyny przykład etatowego wsparcia inspekcji pracy w związku z kolejnymi obowiązkami. Wszystkie inne dokładane nam zadania realizowane są opierając się na posiadanych przez nas kadrach i środkach finansowych. Dla przykładu przy obciążeniu nas nowymi obowiązkami w związku z emeryturami pomostowymi czy ustawą antykryzysową, nie dostaliśmy dodatkowych środków.

Ale i tak jesteście postrzegani jako jedna ze świętych krów, która chce więcej pieniędzy.

Ten rok jest trzecim z rzędu, kiedy pracownicy inspekcji nie dostali podwyżki pensji! Co więcej, o ponad 10 proc. spadła w ostatnich jedenastu latach płaca realna zatrudnionych w inspekcji osób. Tymczasem zadań, które urząd realizuje, przybywa z każdym rokiem. Nikogo więc nie powinno dziwić ani też nie powinno być powodem do krytyki to, że planując budżet na 2012 rok, zaproponowałam wzrost funduszu płac. Obecna sytuacja jest wysoce frustrująca szczególnie dla młodych inspektorów pracy, którzy wykonując niezmiernie trudne i odpowiedzialne zadania, mogą liczyć na niewysokie, bez perspektywy podwyżki, wynagrodzenie.