Osoby ubiegające się o unijną dotację na własny biznes mają coraz więcej problemów z jej uzyskaniem. Zgodnie z nowymi wytycznymi Ministerstwa Rozwoju Regionalnego 40 tys. zł z UE na start firmy nie mogą otrzymać osoby, które radziłyby sobie bez tych pieniędzy. Wszystko dlatego, że środki z UE na wspieranie przedsiębiorczości w wielu województwach już się wyczerpały. Ponadto z bezzwrotnymi grantami muszą rywalizować niskooprocentowane pożyczki na biznes, które w tym roku są uruchamiane we wszystkich województwach.

Firmy i fundacje pośredniczące w wypłacaniu dotacji mają problem z realizacją nowego wymogu.

– Nie mamy żadnych narzędzi, które pozwoliłyby w jednoznaczny sposób rozstrzygnąć, czy dana osoba bez dotacji z UE założyłaby działalność gospodarczą – zauważa Edward Baran z Zakładu Doskonalenia Zawodowego w Nowym Sączu.

Stosowny zapis umieściły w swoich wytycznych dla pośredników wszystkie urzędy marszałkowskie i wojewódzkie urzędy pracy. Nie ma jednak żadnej instrukcji, jak go realizować.

– Zostawiamy dowolność realizatorom projektu. Jeden z nich np. pyta o to kandydatów podczas rozmowy kwalifikacyjnej – mówi Paweł Hryniewicki z Urzędu Marszałkowskiego w Białymstoku.

W części województw, np. w małopolskim, lubelskim i opolskim, obowiązuje wspólny dla wszystkich pośredników wzór oświadczenia, które pobierane jest od osoby ubiegającej się o dotację. Ta stwierdza w nim, że bez unijnego wsparcia nie rozpoczęłaby działalności gospodarczej. W Małopolsce wymagane jest dodatkowo uzasadnienie. Kandydaci na przedsiębiorców piszą najczęściej o ciężkiej sytuacji finansowej lub braku środków na rozpoczęcie działalności.

Jednak pośrednicy nie mogą sprawdzić prawdziwości takiego oświadczenia.

– Nie jesteśmy w stanie zweryfikować sytuacji finansowej osoby ubiegającej się o dotację, bo nie możemy żądać przedłożenia stosownych dokumentów , np. rozliczenia PIT za ubiegły rok – tłumaczy Maria Derżko z Fundacji im. Tarnowskiego w Tarnowie.

Dodaje, że o przyznaniu dotacji i tak decydują inne elementy oceny kandydata, takie jak jego pomysł na biznes czy znajomość rynku.

Dlatego eksperci podważają sensowność nowego kryterium. Ich zdaniem to biurokratyczny wymóg, który może prowadzić do uznaniowego traktowania przyszłych przedsiębiorców.

– W ten sposób można utrącić każdy sensowny pomysł na biznes, argumentując, że osoba i tak da sobie radę bez dotacji – podkreśla dr Paweł J. Dąbrowski, niezależny ekspert ds. przedsiębiorczości.

Jego zdaniem powinien zostać zmieniony cały system przyznawania unijnych pieniędzy na rozpoczęcie własnego biznesu. Te powinny trafiać przede wszystkim do osób, które są najbardziej zdeterminowane do założenia własnej firmy, oraz na innowacyjne przedsięwzięcia.