Tylko w województwie mazowieckim, gdzie urzędnicy prześwietlili 39 agencji, wykryto kilkanaście takich nadużyć i ukarano mandatami dziewięć osób. Czterech właścicieli agencji stanie wkrótce przed sądem. Niewiele lepiej wypadła kontrola przeprowadzona przez inspektorów z Lublina, Gdańska, Kielc, Łodzi i Rzeszowa. – Wszystko wskazuje na to, że nieprawidłowości może być więcej niż w ubiegłym roku – dowiedzieliśmy się w Okręgowym Inspektoracie Pracy w Lublinie, który koordynuje kontrole w sześciu okręgach.

W Strzelcach Opolskich 30 osób zgłosiło się jako poszkodowane przez biuro pośrednictwa Eu-Staff. Agencja, wysyłając ich do niemieckiej przetwórni wędlin, obiecała po 3 – 5 tys. zł pensji miesięcznie, ale gdy wrócili, wypłaciła im tylko po 200 euro. Pracownicy złożyli skargę do inspekcji pracy. Zapowiadają też, że będą się domagać od firmy pieniędzy na drodze sądowej. Jednak ponieważ nie ma ona kapitału, szansa na odzyskanie pieniędzy jest nikła.

W Lublinie z kolei jedna z agencji rekrutująca opiekunki do Niemiec i Holandii płaciła zatrudnionym kobietom po 6,5 zł za godzinę, czyli ok. 1 tys. zł miesięcznie, podczas gdy od bezpośrednich pracodawców brała od 4,5 do 5,2 tys. zł. Co więcej, firma od każdej rekrutowanej osoby pobierała ok. 25 zł opłaty manipulacyjnej za tłumaczenie dokumentów, tyle że przeprowadzona w lipcu kontrola wykazała, że żadnych dokumentów nikt nigdy nie przetłumaczył.

– Pobieranie opłat manipulacyjnych to ukryta forma prowizji za pośrednictwo – uważa Joanna Garnier z fundacji La Strada. Pośrednicy wiedzą, że jest to nielegalne, więc wystawiają rekrutowanym osobom rachunki np. za badania lekarskie, transport albo za noclegi. Dopiero później okazuje się, że za wejście do autobusu jest dodatkowa opłata, a zamiast w pokojach ludzie muszą mieszkać w namiotach.

Ofiarami agencji padło ostatnio 50 mężczyzn z Legnicy. Pośrednik obiecał im pracę przy budowie kliniki uniwersyteckiej w niemieckim Essen. Mężczyźni skuszeni zarobkami, dodatkowymi pieniędzmi na wyżywienie i zakwaterowanie oraz cotygodniową wypłatą za nadgodziny, wyjechali na początku lipca do Niemiec. Jednak tam okazało się, że wszystkie obietnice firmy są bez pokrycia, a oni nie otrzymali obiecanych wcześniej pieniędzy.

Nadużycia związane są między innymi z szybko rosnącą liczbą agencji. Niektóre z nich, wykorzystując trudną sytuację na rynku pracy, łamią przepisy, by jak najszybciej pomnożyć zyski. Z danychresortu pracy wynika, że na polskim rynku działa ich obecnie ok. 3,5 tys., z czego tysiąc powstało w ubiegłym roku. – Niestety wiele nie ma ani niezbędnego kapitału, ani wiedzy o tym, jak działać skutecznie – mówi Agnieszka Zielińska, szefowa Polskiego Forum HR, które zrzesza 19 największych agencji. To właśnie ofiarami takich pazernych dyletantów padają ludzie. W ubiegłym roku Państwowa Inspekcja Pracy skontrolowała 420 firm, z czego w ok. 40 proc. wykryto nieprawidłowości. To mniej niż w 2010 r., kiedy na 427 prześwietlonych agencji odsetek tych, które łamią przepisy, przekroczył 49 proc. Wcześniej, czyli w 2008 r., było ich aż 66 proc.

DGP radzi

Na co zwracać uwagę:

● Najważniejsze to szukać pracy w pewnych miejscach. Dlatego przede wszystkim należy sprawdzić, czy agencja zatrudnienia, z którą zamierzamy współpracować, jest wpisana do rejestru tego typu podmiotów.

● Jeśli decydujemy się na konkretną ofertę, należy domagać się podpisania umowy z agencją, gdyż niektóre tego nie robią. Samą umowę należy dokładnie przeczytać i sprawdzić, czy warunki podane w ofercie odpowiadają tym zapisanym w umowie, np. czy nie jest to oferta pracy tymczasowej, taką informację agencje często pomijają.

● Powinniśmy też upewnić się, na jakich zasadach agencja oferuje dane miejsca pracy, czy ma podpisaną umowę z pracodawcą za granicą.

● W miarę możliwości powinniśmy ustalić, na ile agencja jest rzetelna, czy osoby korzystające z jej ofert mają opłacane składki na ubezpieczenia społeczne i czy nie ma trudności finansowych.

● Powinniśmy też sprawdzić, czy agencja nie pobiera niedozwolonych opłat czy prowizji.