Dane dotyczące wypadków przy pracy zbierane przez Główny Urząd Statystyczny, Zakład Ubezpieczeń Społecznych i Państwową Inspekcję Pracy różnią się znacznie. Każdy urząd liczy je i zbiera po swojemu.

– Według danych ZUS liczba wypadków przy pracy w 2010 roku była średnio o 19,5 proc. wyższa niż według danych GUS – mówi profesor Danuta Koradecka, dyrektor Centralnego Instytutu Ochrony Pracy.

Największa różnica między informacjami ZUS oraz GUS dotyczyła wypadków w edukacji. Według ZUS zdarzyło się ich o 38 proc. więcej niż według GUS. W administracji różnica wynosi 32,5 proc., w firmach dostarczających wodę, gospodarujących odpadami oraz związanych z rekultywacją – 29,3 proc., w rolnictwie, leśnictwie, łowiectwie i rybactwie – 27,4 proc., a w przetwórstwie – 22,4 proc.

– Różnica w danych ZUS i GUS może wynikać z tego, że do zakładu oprócz informacji o wypadkach pracowników składanych na drukach IWA trafiają też dane dotyczące osób prowadzących działalność gospodarczą – wyjaśnia Marek Nościusz, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pracowników Służb BHP.

Jego zdaniem winę ponoszą również pracownicy bhp, którzy nie zawsze wypełniają i przesyłają do GUS karty statystyczne dotyczące osób pracujących na umowy-zlecenia i umowy o dzieło.

Wydaje się, że najdokładniejsze informacje o wypadkach ma ZUS. Dzieje się tak dlatego, że ofiary incydentów są zainteresowane, aby do ubezpieczyciela trafiły wszystkie informacje potrzebne do uzyskania odszkodowania czy renty. Pilnują więc, by pracodawca dopełnił wszelkich związanych z wypadkiem formalności. To, czy szef wypełnił kartę statystyczną do GUS, ma dla pracownika drugorzędne znaczenie. Nawet jeśli GUS nie otrzyma informacji, wszystkie świadczenia zostaną i tak wypłacone.

GUS zdaje sobie sprawę z tego, że jego dane są niepełne. Uważa, że konieczne są zmiany w przepisach. Zapowiada, że poinformuje o tym rząd, gdy będzie przedstawiany program badań statystycznych na 2013 rok.

– Staramy się, by nasze formularze były jak najbardziej przejrzyste i proste, ale nadal część pracodawców nie przestrzega obowiązku wypełniania kart statystycznych wypadku – mówi Artur Satora, rzecznik prasowy GUS.

Zgadza się z nim profesor Danuta Koradecka.

– W ramach działalności kontrolnej inspektorów pracy warto zwrócić uwagę na działania mające uszczelnić przekazywanie do GUS kart statystycznych dotyczących wypadków przy pracy – postuluje nasza rozmówczyni.

Artur Satora podkreśla ponadto, że GUS nie ma możliwości porównywania danych z PIP czy ZUS, bo metodologia stosowana przez poszczególne urzędy jest inna.

Państwowa Inspekcja Pracy też nie ma pełnych danych dotyczących liczby wypadków przy pracy, mimo że pracodawcy mają obowiązek niezwłocznego zawiadomienia okręgowego inspektora pracy i prokuratora o śmiertelnym, ciężkim lub zbiorowym wypadku przy pracy.

– Niski stopień zatajania takich zdarzeń wynika z tego, że jest to uznawane za wykroczenie i wiąże się z karą – mówi Anna Tomczyk, główny inspektor pracy.