Zawody regulowane – polska rzeczywistość

Polska wiedzie prym w Europie pod względem ilości zawodów regulowanych. W naszym kraju jest ich 380, a dla porównania – według „Rzeczpospolitej” – w Szwecji tylko 91, zaś w Finlandii – 122.

W grudniu ubiegłego roku minister sprawiedliwości Jarosław Gowin zapowiedział, że zadaniem rządu jest doprowadzenie do takiej sytuacji, by zawodów regulowanych pozostało w Polsce około stu.

Podkreślił również, że jeśli uda się osiągnąć taki rezultat, to wówczas z zajmowanego obecnie ostatniego miejsca w Europie pod względem liczby zawodów regulowanych, możemy wejść do pierwszej dziesiątki.

Młodzi bez pracy – ale to się może zmienić

Tymczasem wielu młodych ludzi, absolwentów różnych kierunków studiów jest bez pracy - niektóre zawody pozostają dla nich zamknięte, lub też są obwarowane absurdalnymi ministerialnymi rozporządzeniami.

Brak perspektyw zawodowych po skończeniu studiów to jeden z najpoważniejszych problemów, z jakimi boryka się nasze społeczeństwo.

Jak rozwiązać problem

Jednym ze sposobów na poprawienie sytuacji może być otwarcie niektórych reglamentowanych zawodów.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z przewidywaniami, to już wkrótce na niektórych kierunkach, np. architekturze, urbanistyce czy też inżynierii można będzie zdawać specjalne egzaminy, dzięki którym kandydat automatycznie wstąpi w szeregi pracowników danego zawodu, dotychczas regulowanego ustawą.

Według „Rzeczpospolitej” np. dzisiejsi kandydaci na stanowisko architekta muszą przez trzy lata zdobywać praktykę i uwieńczyć ją zdaniem egzaminu branżowego, co jest przedsięwzięciem bardzo pracochłonnym i czasochłonnym.

Podobnie jest z innymi zawodami – zarządca nieruchomości musi skończyć wyższe studia, studia podyplomowe i odbyć kilkumiesięczną praktykę zawodową.

Jeśli zaś zamarzymy o tym, żeby zostać pośrednikiem pracy, trzeba przebrnąć przez szczeble kariery począwszy od pośrednika-stażysty, a skończywszy na pośredniku II stopnia.