Zaczęło się – tak urzędnicy komentują decyzję rządu z ubiegłego tygodnia w sprawie zobowiązania Michała Dworczyka, szefa Kancelaria Prezesa Rady Ministrów (KPRM), do uzgodnienia z poszczególnymi ministrami skali zwolnień w ich urzędach, a także w jednostkach podległych i nadzorowanych, np. ZUS, NFZ, KRUS. Taryfy ulgowej ma nie być dla nikogo. Zwolnienia obejmą całą administrację rządową, i to nie tylko tę w stolicy, ale też w poszczególnych regionach. W zależności od urzędów redukcje mogą sięgnąć nawet 20 proc.

– Nie ma jeszcze żadnych konkretnych ustaleń, ale wszystko powinno się rozstrzygnąć do końca września – mówi Łukasz Schreiber z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

– To kolejna nieprzemyślana decyzja przypominająca tę sprzed dekady, kiedy też chciano zwalniać co najmniej 10 proc. pracowników administracji. To działania pod publiczkę, aby pokazać społeczeństwu, że władza też oszczędza i zwalnia ludzi – mówi prof. Jolanta Itrich-Drabarek z Uniwersytetu Warszawskiego, były członek Rady Służby Cywilnej.

Dodaje, że szefowie urzędów wiedzieli, że szykują się redukcje, i do ostatniej chwili zatrudniali na potęgę, aby później wykazać, że w ich urzędzie ubyło 10 lub 20 proc. załogi. Potwierdza to sonda DGP z połowy sierpnia, z której wynika, że ministerstwa i urzędy zatrudniły więcej urzędników, niż odeszło ich z pracy.

Uzgadnianie skali

Plan działania szefa kancelarii jest taki, by z poszczególnych urzędów zebrać informacje o skali potencjalnych zwolnień. Jeśli liczba osób do redukcji będzie zbyt mała, będą czynione naciski, aby było ich więcej. Na podstawie zebranych danych Rada Ministrów wyda rozporządzenie, które określi skalę zwolnień dla poszczególnych jednostek.

Szefowie instytucji będą się starali przekonywać i wszelkimi siłami udowadniać, że nie mają kogo zwalniać. W takiej sytuacji można jednak w tym samym akcie prawnym wymusić na przełożonych obniżenie pensji na określony czas.


Z naszych informacji wynika, że wypowiedzenia dla pracowników administracji rządowej będą wręczane najpóźniej do końca września. Dzięki temu umowy tych z dłuższym stażem i maksymalnym okresem wypowiedzenia zakończą się najpóźniej z końcem roku. Pozwoli to w przyszłym roku budżetowym pomniejszyć fundusz wynagrodzeń dla poszczególnych urzędów o liczbę zredukowanych etatów.

Nie tylko centrala

Rząd zapowiada ograniczenie liczby resortów, wydziałów i departamentów. Z naszych informacji wynika, że podobnie ma być też w terenie w urzędach wojewódzkich.

Opozycja nie ma jednak wątpliwości, że reorganizacji przyświecają też inne decyzje. – To dalszy ciąg wymiany kadr na swoje i pozbywania się ludzi zatrudnionych za poprzedniej ekipy. W administracji rządowej docelowo mają pracować tylko ludzie związani z obecną władzą – mówi Mariusz Witczak z PO, członek Rady Służby Publicznej.

Część urzędów deklaruje, że nic nie będzie ustalać, dopóki nie pojawi się rozporządzenie w sprawie zwalniania urzędników. – Ministerstwo nie ma wytycznych dotyczących sposobu ograniczenia kosztów osobowych administracji rządowej. Mają one zostać określone w rozporządzeniu Rady Ministrów. Bez podstawy prawnej nie podejmujemy takich działań – kwituje Agnieszka Borowska, rzecznik prasowy ministra sprawiedliwości.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego również podkreśla, że wszelkie decyzje w tej sprawie będą zapadać po gruntownej analizie.

Chcą protestować

Urzędnicy nie chcą czekać, a nawet rozważają protesty, bo służba cywilna, a ta jest w większości, nie może strajkować. Na forach internetowych można przeczytać opinie urzędników, że związki zawodowe mają ich w nosie. „Naszym problemem jest to, że nie jesteśmy zjednoczeni pod jednym wspólnym szyldem. Istnieje coś takiego jak Krajowa Sekcja NSZZ «Solidarność» Pracowników Administracji Rządowej i Samorządowej, ale «istnieje» to wszystko, co można o niej powiedzieć” – czytamy.

DGP zapytał o stanowisko w sprawie planowanych zwolnień Lucynę Walczykowską, przewodniczącą wspomnianej Krajowej Sekcji. Jednak ani ona, ani jej zastępca nie chcieli wypowiadać się w tak istotnej dla urzędników sprawie.

Nieco bardziej stanowczy są już szefowie związków w poszczególnych urzędach.

– Z pewnością będziemy walczyć o każdego naszego członka. Czekamy na wytyczne, choć zdajemy sobie sprawę, że te decyzje zapadają ponad głowami dyrektora generalnego i wojewody. Przepisy covidowe ograniczyły role związków przy negocjacjach w sprawie redukcji do wydania opinii, ale będziemy nawet z tego ograniczonego prawa korzystać – deklaruje Robert Barabasz, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Łódzkim Urzędzie Wojewódzkim.

Obawy i zapowiedź protestów pojawiają się też u innych organizacji związkowych.

– Złożyliśmy kilka tygodni temu skargę do Trybunału Konstytucyjnego na przepisy, które pozwalają wydać rozporządzenie w sprawie cięć, ale nie mamy żadnej informacji zwrotnej w tej sprawie. Obawiamy się, że zaraz będą nam wręczać wypowiedzenia. Organizacje związkowe już teraz muszą się zorganizować, bo za chwilę nie będzie o co walczyć – mówi Paulina Deka z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego „Inicjatywa Pracownicza” w Lublinie.