Obowiązująca od 1 października 2018 r. ustawa – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (Dz.U. z 2018 r. poz. 1668 ze zm.) stworzyła ramy prawne dla stosowania mediacji.

Zgodnie z nowymi przepisami miałyby ona zastosowanie w sprawach dyscyplinarnych nauczycieli akademickich.

– Wśród pracowników szkół wyższych, jak w każdym środowisku pracowniczym, dochodzi do konfliktów – mówi dr hab. Magdalena Tabernacka, ekspert z zakresu mediacji z Uniwersytetu Wrocławskiego. Podkreśla, że mają one swoją specyfikę, dotyczą konkurencji o zajęcia albo wątpliwości co do autorstwa artykułu naukowego, czasami są też wynikiem bardzo poważnych zarzutów, np. o mobbing. – Mediacje są doskonałą formą rozwiązywania konfliktów w środowiskach, które tworzą wspólnotę, np. we wspólnotach akademickich właśnie – zaznacza.

Mała popularność

Jednak z raportu Fundacji Nauka Polska wynika, że z 69 uczelni, które odpowiedziały na pytanie, 51 nie ustanowiło funkcji mediatora.

Karkonoska Państwowa Szkoła Wyższa w Jeleniej Górze wskazuje, że w uczelni nie został powołany mediator, gdyż do tej pory nie było takiej potrzeby. A ustawa – Prawo o szkolnictwie wyższym nie narzuca takiego obowiązku.

Z kolei Akademia Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie wskazała, że rektor AST będzie powoływał mediatora do określonej sprawy, aby zapewnić jak największą bezstronność. Uczelnia nie planuje więc powołania jednej osoby na to stanowisko.

W niektórych uczelniach rolę tę przekazano z kolei, np. rzecznikom dyscyplinarnym czy jak w przypadku Uniwersytetu Warszawskiego – rzecznikowi akademickiemu ds. studenckich i pracowniczych.

– W mojej ocenie nie wynika to z bagatelizowania roli mediacji, raczej z nawału spraw związanych z wchodzeniem w życie reformy szkolnictwa wyższego – mówi Magdalena Tabernacka.

Jak wskazuje, uczelnie w bardzo krótkim czasie musiały przebudować swoje struktury, aby spełnić wymogi formalne tzw. ustawy 2.0, więc kwestie dotyczące mediacji musiały zejść na dalszy plan. – Stąd też tak wiele z nich deklaruje, że w razie potrzeby powołają mediatora ad hoc – zaznacza.

Mediacja jest dobrowolną, poufną metodą rozwiązywania sporu.

Do korzyści z jej zastosowania należy szybsze niż w drodze procesu i tanie (szczególnie w porównaniu do kosztów postępowania sądowego) rozwiązanie sporów. Do tej formy rozwiązywania konfliktów strony musiały się jednak przekonać.

Dlatego zdaniem ekspertki nie powinno się jeszcze skreślać mediacji na uczelniach.

– Dajmy jej czas. Mediacje cywilne czy karne też rozwijały się powoli. Z kolei upowszechnienie polubownego załatwiania sporów w procedurze administracyjnej cały czas trwa – wyjaśnia.

Tym bardziej że są uczelnie, na których mediacje rozwijają się całkiem nieźle.

– Na naszym uniwersytecie mediacje funkcjonowały jeszcze przed wejściem w życie ustawy 2.0. i stosowane są nie tylko w przypadku przewinień noszących znamiona deliktów dyscyplinarnych, ale szerzej, w przypadku nieporozumień koleżeńskich czy konfliktów akademików ze studentami. Nowe regulacje na pewno jednak zwróciły uczelniom uwagę na potrzebę polubownego załatwiania sporów także w środowisku akademickim, które przecież nie jest wolne od konfliktów – mówi dr Anna Cybulko, rzecznik akademicki ds. studenckich i pracowniczych Uniwersytetu Warszawskiego.

Z obserwacji ekspertki wynika, że liczba mediacji stale się zwiększa, ale do upowszechnienia tej instytucji jeszcze trochę brakuje. Ważna jest w tym kontekście edukacja i promowanie tej formy rozwiązywania konfliktów.

– Żeby mediacje były skuteczne, powinniśmy mieć przede wszystkim do tego kompetentnych ludzi, którzy są odpowiednio osadzeni w strukturze akademickiej – wskazuje.

Jak jednak zaznacza, najtrudniejsze jest w ogóle posadzenie ludzi przy stole.

– Jeżeli to się uda, to nasza skuteczność w doprowadzeniu do polubownego rozwiązania konfliktu, tj. zawarcia porozumienia czy wypracowania nowej formuły współpracy (np. ustalenia, że dane osoby nie będą razem pracować), jest bardzo wysoka. Nawet 80 proc. przypadków kończy się sukcesem – dodaje.

Mediator stały czy z doskoku

Zdaniem Anny Cybulko kwestia umocowania mediatora na uczelniach marginalne znaczenie.

– Można powołać na stanowisko mediatora osobę, która będzie tylko zniechęcać do korzystania z tej instytucji. A można ograniczyć się do wskazywania go ad hoc, i tak promować to rozwiązanie, że będzie działać bez zarzutu – wskazuje ekspertka.

Pamięta, że tak samo zastanawiano się nad sensem powołania rzecznika akademickiego.

– Argumentowano, że przecież na uczelni nie ma problemów, więc czym się on właściwie będzie zajmował. Po czym okazało się, że jednak one są. Podobnie jest w przypadku mediacji. Powołanie mediatorów też może doprowadzić do ujawnienia konfliktów, uczelnie nie powinny się tego bać, bo być może w porę uda się je rozwiązać, zanim eskalują – wskazuje dr Cybulko.

Z kolei zdaniem Magdaleny Tabernackiej idealnym rozwiązaniem byłoby zastosowanie w szkołach wyższych podobnych rozwiązań, jakie kilka lat temu zostały wdrożone w Służbie Celnej, a obecnie dalej funkcjonują w ramach KAS. Chodzi o strukturę organizacyjną, w której ramach funkcjonowałyby osoby mogące podjąć się prowadzenia mediacji lub zastosowania innej alternatywnej metody rozwiązywania sporów.

– Mogliby to być pracownicy uczelni, a najlepiej, by byli to emerytowani profesorowie lub inne osoby znające doskonale specyfikę funkcjonowania właśnie tej uczelni. Istotny przy tym jest standard zachowania bezstronności i neutralności osoby pełniącej funkcję mediatora – wskazuje Tabernacka.

Ma jednak wątpliwości odnośnie do powierzenia funkcji mediatora w przypadkach przewinień dyscyplinarnych (lub w sprawach będących na granicy takich przewinień) rzecznikowi dyscyplinarnemu.

– W sprawach mniejszej wagi to on podejmuje np. decyzję o wszczęciu albo odmowie wszczęcia postępowania wyjaśniającego w przypadku deliktu dyscyplinarnego. Przez co nie jest on niezależny w swoich osądach – dodaje.