Stowarzyszenie Absolwentów KSAP przygotowało stanowisko w sprawie poprawy warunków zatrudnienia i zwiększenia wynagrodzeń w korpusie służby cywilnej. Trudna sytuacja w administracji trwa od lat. Dlaczego stowarzyszenie wcześniej było w podobnych sprawach bierne?

Nie zgodzę się, że stowarzyszenie było bierne, ale rzeczywiście, stosowaliśmy inne formy komunikowania problemów lub formułowania postulatów. Zazwyczaj odbywało się to tak, że wysyłaliśmy pisma do właściwych organów.

Do premiera też?

Tak. W ubiegłym roku skierowaliśmy pismo do premiera w sprawie sytuacji w służbie cywilnej.

Czy wasza aktywność wynika z tego, że teraz rządzi PiS?

Nie. Wcześniej też interweniowaliśmy choćby przy okazji ustawy o racjonalizacji zatrudnienia w administracji.

Ale to już zamierzchłe czasy. Od czasu, kiedy trwały konsultacje nad tą ustawą, minęła już prawie dekada. Wtedy nie było instytucji lub organizacji, która nie protestowała.

Ostatnio był podejmowany temat zwiększenia stypendium dla słuchaczy KSAP i to w ostatnim czasie udało się zrealizować.

Czyli sukces?

Jest to krok w dobrym kierunku, ale kwota 3,3 tys. zł brutto to nadal nie jest kwota, która pozwoliłaby oczekiwać, że najlepsi kandydaci będą trafiali do KSAP. W dalszej perspektywie trzeba myśleć o systematycznym wzroście stypendium.

Kodeks pracy 2019 – Nowe Wydanie. Praktyczny komentarz z przykładami >>>>

W najbliższych dniach chcecie przekazać do premiera swoje stanowisko w sprawie służby cywilnej, ale też petycję. Ilu urzędników już poparło waszą inicjatywę?

Pod petycją podpisało się już blisko 550 osób.

Co konkretne ona zawiera?

Chcemy zwrócić uwagę premiera na problem niskiej i wciąż pogarszającej się konkurencyjności wynagrodzeń w korpusie służby cywilnej w porównaniu do płac w sektorze przedsiębiorstw.

Ale premier popatrzy na sprawozdanie dotyczące służby cywilnej za 2018 r. i powie, że przecież średnie wynagrodzenie członków korpusu jest o kilkaset złotych wyższe od średniej krajowej, bo wynosi 5,8 tys. zł brutto.

Więc tym bardziej uzasadniona jest ta petycja, aby pokazać, jak naprawdę wygląda sytuacja w administracji rządowej. Porównując tempo wzrostu wynagrodzeń w służbie cywilnej i sektorze przedsiębiorstw w latach 2009–2018 r., przeciętne wynagrodzenie w służbie cywilnej wzrosło o 32 proc. a w sektorze przedsiębiorstw, o 44 proc.

Zbyt dużej różnicy nie ma…

To jest różnica 12 pkt proc. Jeśli ten trend będzie się pogłębiał, to administracja rządowa napotka na ograniczenia w zakresie realizacji zadań i osiągania celów, które jej się stawia.

Wszystko się zgadza, ale przecież praca w administracji raczej wiązała się ze stabilizacją niż zarobkami zbliżonymi do tych, które mamy na rynku.

W naszej petycji i stanowisku wskazujemy, że te różnice się pogłębiają i problem narasta. Jest w tej chwili tak, że mamy trudności z pozyskiwaniem do pracy w służbie cywilnej osób, które są do tego przygotowane. Spada średnia liczba kandydatów ubiegających się o pracę w administracji. Obecnie jest czterokrotnie mniejsza niż jeszcze 5 lat temu.

Ale podwyżki ten trend zatrzymają?

Wydaje się, że poprawa konkurencyjności i zatrzymanie nierównej dynamiki wzrostu wynagrodzeń może temu skutecznie zapobiec. Podwyżki są konieczne, aby poprawić sytuację kadrową w służbie cywilnej. Z jednej strony coraz trudniej pozyskać nowych urzędników, a z drugiej coraz trudniej zatrzymać w administracji świetnych specjalistów. Na wysokim poziomie wciąż utrzymuje się wskaźnik fluktuacji, czyli odejść z administracji.

W tym roku po blisko dekadzie odmrożono kwotę bazową, od której wielokrotności nalicza się pensje. Z sygnałów, jakie płyną od strony rządowej i związkowej, wynika, że w 2020 r. ma być podobnie. Mówi się o 2,5 proc. kwoty bazowej i 4 proc. wzroście funduszy wynagrodzeń. Czy to poprawi sytuację w administracji?

To jest zbyt mały wzrost. Nasze stowarzyszenie postuluje o systemowe rozwiązanie tego problemu. Proponowane przez nas rozwiązanie powinno być wdrażane przez Radę Ministrów przez przyjęcie trzyletniego planu zakładającego zniwelowanie efektów nierównego wzrostu wynagrodzeń w ostatniej dekadzie.

Czyli coś na wzór trzyletniego planu limitów mianowań w służbie cywilnej?

Ta perspektywa trzech lat rzeczywiście przewija się w dokumentach planistycznych szefa służby cywilnej. Generalnie chcemy przełamać negatywny trend związany z pogarszającą się konkurencyjnością wynagrodzeń w administracji rządowej. W praktyce oznaczałoby to podnoszenie przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w korpusie służby cywilnej w tempie o 4 pkt proc. większym od tempa wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Dzięki takiemu rozwiązaniu zniwelowalibyśmy różnicę dynamiki wzrostu średniej płacy w służbie cywilnej i w sektorze przedsiębiorstw w ostatnich 10 latach.

A jakieś inne rozwiązanie systemowe, np. likwidacja trzynastki?

Jesteśmy otwarci na dyskusje o zmianach systemu wynagradzania w służbie cywilnej. Ta potrzeba poprawy konkurencyjności płac w służbie cywilnej jest pilna i priorytetowa i nie należy z tego rezygnować. Skoro w 2018 r. średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 7 proc., to chcielibyśmy, aby plan rządu na 2019 r. zakładał wzrost przeciętnego wynagrodzenia w służbie cywilnej na poziomie 11 proc.

O tyle miałaby wzrosnąć kwota bazowa czy fundusz wynagrodzeń?

Tego w naszej propozycji nie przesądzamy. Wydaje nam się jednak, że wzrost kwoty bazowej nie jest szczęśliwym rozwiązaniem, bo wtedy dochodziłoby do jeszcze większej rozpiętości między najmniej a najlepiej zarabiającymi. Jeśli ten plan zostanie zrealizowany, trzeba pomyśleć nad powiązaniem wzrostu wynagrodzeń w korpusie ze wzrostem w sektorze przedsiębiorstw w ten sposób, że wzrost wynagrodzeń w służbie cywilnej równałby się wzrostowi płac w sektorze przedsiębiorstw w roku poprzedzającym. Takie rozwiązanie powinno mieć rangę przepisu ustawy.

Jak teraz się żyje absolwentom KSAP?

Zależy którym...

Pytam w kontekście likwidacji konkursów do służby cywilnej i zatrudniania na stanowiskach kierowniczych ludzi z spoza korpusu.

Ten mechanizm nie wszędzie się sprawdza, bo przecież widzimy, że na wyższych stanowiskach w służbie cywilnej też mamy do czynienia z dużą fluktuacją. Sprawa jest na tyle poważna, że nawet szef służby cywilnej w swoim sprawozdaniu domaga się zmian przepisów i wprowadzenia mechanizmu weryfikowania kandydatów powoływanych z rynku. Obecny stan prawny nie gwarantuje doboru merytorycznego na stanowiska dyrektorskie.

Jak pan ocenia inicjatywę szefa służby cywilnej?

Ubolewam, że do takich wniosków dochodzi się dopiero teraz. Należy wspomnieć, że w pierwszym roku obowiązywania obecnych rozwiązań, czyli w 2016 r., wymieniono 1/3 dyrektorów. Nie zapominajmy też, że obniżono ustawowe wymagania wobec kandydatów na stanowiska kierownicze.

Czy stowarzyszenie interweniowało w tej sprawie u premiera?

Tak. W ubiegłym roku dwukrotnie pisaliśmy w tej sprawie do premiera.

I był odzew?

Raz nasza interwencja pozostała bez odpowiedzi, a za drugim razem otrzymaliśmy kurtuazyjną odpowiedź od ministra Dworczyka. Nie mamy więc żadnych sygnałów, aby w tym kierunku rząd prowadził jakieś prace. Według nas stanowiska kierownicze powinny być obsadzane spośród kandydatów wyłonionych z rezerwy kadrowej o wysokich kompetencjach potwierdzonych niezależnym postępowaniem sprawdzającym. Warto podkreślić, że zgodnie z wolą ustawodawcy na początku lat 90. ustanawiającego KSAP, zadaniem szkoły miało być kształcenie kadr wyższych urzędników administracji.

Ale w praktyce jest już inaczej, choćby biorąc pod uwagę pierwsze zatrudnienie absolwentów KSAP.

Najczęściej absolwentom KSAP przy pierwszym zatrudnieniu proponuje się stanowiska specjalistyczne lub samodzielne, a posady dyrektorskie od wielu lat zniknęły z puli ofert pierwszego zatrudnienia.

Czy mam rozumieć, że objęcie stanowiska dyrektora przez absolwenta KSAP graniczy z cudem?

Może nie aż tak, ale z pewnością można odnieść wrażenie, że coraz rzadziej obsadzanie tych stanowisk odbywa się na podstawie merytorycznych przesłanek, kwalifikacji i predyspozycji kierowniczych. 

Tylko 3 proc. milenialsów wierzy w państwową emeryturę