Przybywa też urzędów, które tworzą komisje dyscyplinarne. Najczęstsze kary to upomnienie na piśmie. Takie wnioski płyną z opublikowanego właśnie sprawozdania szefa służby cywilnej za 2018 r. Okazuje się, że takiej tendencji nie było w 2017 r. Wtedy liczba postępowań spadała niemal we wszystkich urzędach w porównaniu do 2016 r. Zdaniem ekspertów takie działania mają na celu zdyscyplinowanie urzędników, którzy mogą się nie zgadzać z niektórymi działaniami swoich przełożonych. Dodatkowo pracownicy budżetówki wykazują coraz częściej niezadowolenie wobec rządu i braku realnych podwyżek, co prowadzi do nieprzestrzegania obowiązków służbowych.

Dyscyplinowanie kijem

Zgodnie z art. 113 ustawy o służbie cywilnej (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1559) – członek korpusu odpowiada dyscyplinarnie za naruszenie swoich obowiązków. Dotyczy to m.in. neutralności politycznej, zakazu manifestowania poglądów, dorabiania bez odpowiedniej zgody dyrektora generalnego lub nawet zwykłego spóźniania się do pracy. Zanim ruszy cała machina postępowania dyscyplinarnego, wcześniej na wniosek np. dyrektora generalnego urzędu rzecznik dyscyplinarny wszczyna postępowanie wyjaśniające, zawiadamiając o tym osobę, której ono dotyczy. Może je umorzyć albo wszcząć postępowanie dyscyplinarne. Ze sprawozdania szefa służby cywilnej za 2018 r. wynika, że najwięcej wszczętych postępowań wyjaśniających i dyscyplinarnych było w Krajowej Administracji Skarbowej. W porównaniu do 2017 r. liczba tych spraw wzrosła o 100 proc.

– Resort finansów powinien zbadać, dlaczego nagle mamy do czynienia z takim wzrostem. Te dane pokazują, że w administracji zarządza się kijem. Reperkusje spotykają szeregowych urzędników, a dyrektorzy są bezkarni, choć alarmujemy, że naruszają przepisy o dostępie do informacji publicznej lub też nie realizują zadań w terenie – mówi Tomasz Ludwiński, przewodniczący Krajowej Sekcji Administracji Skarbowej NSZZ „Solidarność”.

– Przyczyny tych postępowań są różne – od tych dotyczących spóźnienia się o 15 minut, a kończąc na zarzutach związanych bezpośrednio z pracą. Urzędnicy są przemęczeni i są tymi postępowaniami zastraszani, aby byli bardziej wydajni i prowadzili więcej kontroli, bo potrzeba pieniędzy na programy socjalne – oburza się Ludwiński.

– Szefom zależy na efektywnym działaniu urzędów i wszelkie nieprawidłowości uważają za naganne. Ale jeśli okaże się, że stawiane zarzuty są bezpodstawne, oskarżani urzędnicy mogą to odbierać jako szykany i zastraszanie – uważa dr Jakub Szmit z Uniwersytetu Gdańskiego, ekspert od administracji publicznej. – Z raportu wynika, że najczęstsze kary to pisemne upomnienie, czyli najniższe sankcje, które można odebrać jako pogrożenie palcem pracownikom – dodaje.

Wzrost postępowań wyjaśniających odnotowano też w urzędach wojewódzkich.

– Tego typu spraw mogłoby być więcej, bo ludzie są sfrustrowani z powodu niskich zarobków i dodatkowych zadań. Pełniąc funkcję doradcy etycznego, próbuję zażegnać konflikty miedzy przełożonymi i ich pracodawcami – mówi Robert Barabasz, szef Solidarności Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego.

Zdaniem ekspertów przyczyny wzrostu liczby wszczętych postępowań wyjaśniających i dyscyplinarnych są zawsze niepokojące.

– Każde może mieć inne podłoże. Z raportu wynika, że ponad połowa tych wyjaśniających jest umarzana, a co za tym idzie, zastrzeżenia przełożonego lub innych osób wobec urzędnika okazały się bezzasadne – zauważa prof. Bogumił Szmulik, radca prawny i ekspert ds. administracji publicznej.

Jego zdaniem wszystkie tego typu sprawy powinny być szczegółowo analizowane, a raport powinien przynajmniej wskazywać, jakiego typu są to zarzuty.

Podobnego zdania jest prof. Jolanta Itrich-Drabarek z Uniwersytetu Warszawskiego, autorka komentarza do ustawy o służbie cywilnej.

– Te dane powinien przeanalizować szef służby cywilnej i odpowiedzieć na pytania, czy to jest nowa forma zastraszania urzędników, którzy nie godzą się na praktyki rządu, i czy to nie są ewentualne naciski wobec urzędników, którzy nie zgadzają się z przełożonymi – apeluje prof. Jolanta Itrich-Drabarek.

Wzorowy jak urzędnik

Choć postępowań wyjaśniających i dyscyplinarnych jest więcej, to jednak oceny okresowe wciąż są doskonałe. Noty co do zasady wystawia się co dwa lata. W 2018 r. sporządzono ich ponad 28 tys., z czego 99,7 proc. była pozytywna. Dobrosław Dowiat-Urbański, szef służby cywilnej, przekonuje, że na dwóch najwyższych poziomach nastąpił spadek uzyskanych not o 3,6 proc. I wskazuje, że ta tendencja utrzymuje się od 2016 r. Na tak dużą liczbę ocenianych było tylko 115 sprzeciwów, uwzględniono 45. Notę na poziomie poniżej oczekiwań otrzymało 70 urzędników, a zaledwie 8 ocenę znacznie poniżej oczekiwań.

– Patrząc tylko po statystykach, można mieć wrażenie, że mamy samych fachowców. Wydaje się, że wystawienie oceny negatywnej jest trudną decyzją dla przełożonego. Ale oceny pozytywne nie oznaczają, że mamy do czynienia ze świetnymi urzędnikami – mówi dr Jakub Szmit.

– Postawienie negatywnej oceny trzeba uzasadnić, a później liczyć się z drogą sądową. Taka ocena okresowa miałaby znaczenie, jeśli urzędników weryfikowałaby np. firma zewnętrzna. Dodatkowo tylko dla urzędników mianowanych najlepsze oceny wiążą się z automatycznym awansem na kolejny stopień. W przypadku pozostałych to nie ma znaczenia – dodaje.

Na ponad 5,3 tys. wystawionych pierwszych ocen nowo zatrudnionych urzędników zaledwie 86 było negatywnych. Praktycznie każda osoba, która rozpoczęła karierę w administracji, mogła ją kontynuować po próbnym okresie trwającym 12 miesięcy.