statystyki

Nowelizacja ustawy o Polskiej Akademii Nauk [WYWIAD z Prof. Jerzy Duszyński]

autor: Paulina Szewioła24.04.2019, 08:26; Aktualizacja: 24.04.2019, 08:26
Prof. Jerzy Duszyński, prezes PAN
fot. Wojtek Górski

Prof. Jerzy Duszyński, prezes PAN fot. Wojtek Górskiźródło: Dziennik Gazeta Prawna

-  Na najbliższym majowym posiedzeniu prezydium Polskiej Akademii Nauk przedstawimy założenia projektu reformy instytutów - mówi prof. Jerzy Duszyński

Rząd przygotował zmiany w ustawie o Polskiej Akademii Nauk. W założeniu miała to być mała nowelizacja, tymczasem zakres regulacji jest dosyć szeroki.

Z mojego punktu widzenia to jest mała nowelizacja. W obrębie Akademii 11-osobowa komisja skończyła właśnie przygotowywać całościowy projekt nowej ustawy o PAN, który będzie zupełnie zmieniał formułę prawną jej funkcjonowania. Natomiast w międzyczasie KPRM i resort nauki zaproponowali zmianę przepisów w dosyć wąskim zakresie. Chodzi głównie o kwestie dotyczące nadzoru nad instytutami. Impulsem do tego było wykrycie nieprawidłowości w stosowaniu ustawy kominowej, a także w innych aspektach działania instytutów, np. w funkcjonowaniu studiów doktoranckich.

Nowe przepisy przyznają prezesowi PAN szerokie kompetencje nadzorcze w kwestiach finansowych. Odpowiada panu takie rozwiązanie?

Muszę przyznać, że jestem zadowolony z tego, że to prezes PAN będzie sprawował nadzór nad instytutami, a nie np. minister nauki czy premier. W przeciwnym wypadku nasza instytucja stawałaby się bardziej polityczna, a tego nikt ze środowiska naukowego nie chce. Dla mnie jak i dla przyszłych prezesów to jest też duży obowiązek i odpowiedzialność. Już nie będzie można powiedzieć, że nie dało się zapobiec nieprawidłowościom, bowiem brakowało adekwatnych narzędzi nadzoru.

Uważam też, że każda instytucja, która dysponuje publicznymi środkami (łącznie instytuty rozporządzają ok. 900 mln zł), powinna być nadzorowana. Szczególnie, gdy okazuje się, że wykryto w niej pewne uchybienia.

Niektórzy dyrektorzy instytutów twierdzą, że to pan jest za kilka z nich odpowiedzialny. Chodziło głównie o naruszenia ustawy kominowej. Dyrektorzy w tej kwestii stosowali się bowiem do interpretacji przepisów, którą pan potwierdził. Wynikało z niej, że ograniczeniami ustawy kominowej jest objęte świadczenie pracy lub usług polegających na zarządzaniu instytutem. Natomiast wolne od limitów określonych w tym akcie jest wynagrodzenie i świadczenia dodatkowe uzyskane z działalności naukowej.

Raport NIK obejmował lata 2014–2017, wiele nieprawidłowości wykryto w 2014 r., kiedy ja jeszcze nie byłem prezesem. Natomiast w 2015 r. zareagowałem na przypadek audytu w jednym z instytutów, który dla mnie, jako naukowca, był dość bulwersujący. Dyrektor tego instytutu zarabiał bardzo dużo, ale spora część tych zarobków była związana z grantami europejskimi. Uznałem wówczas, że w tym przypadku zarobki z działalności naukowej pochodzące z grantów europejskich nie powinny liczyć się do limitów z ustawy kominowej. Gdy okazało się, że nie był to przypadek odosobniony, a co więcej, dyrektorzy osiągali dochody z funduszy statutowych, nieproporcjonalnie wysokie w stosunku do reszty profesorów instytutu, faktycznie zmieniłem interpretację. W dalszym ciągu była to jednak tylko moja wykładnia. Instytuty mają osobowość prawną, co wiąże się z koniecznością działania zgodnie z przepisami prawa. Jego znajomość jest obowiązkiem szczególnie ich dyrektorów. Nie mogą oni obarczać winą za swoje działania wszystkich, tylko nie siebie.

Orzecznictwo zaczyna iść jednak w kierunku interpretacji, zgodnie z którą należy rozróżnić zarobki, jakie naukowiec otrzymuje z tytułu wykonywania pracy naukowej i zarządzania.

Wiem o orzeczeniach krakowskiego sądu. Bez wątpienia jest to skomplikowana materia. Na pewno w gąszczu regulacji można skłonić się do jednej lub drugiej interpretacji. W Polsce nie mamy jednak prawa precedensowego. Moje zdanie w tej kwestii nie uległo zmianie, ponieważ interpretacja, do której się skłoniłem, nie jest tylko moją wykładnią, ale też ówczesnego ministra skarbu państwa, Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, audytorów zewnętrznych i ostatecznie także NIK.

Poza aspektem prawnym jest też moralny, na który jestem wyczulony. Jeżeli osoba zarządzająca instytutem doprowadza swoje zarobki do wysokości bliskiej lub przekraczającej limit z ustawy kominowej, który jest bardzo wysoki (obecnie próg miesięczny wynosi ok. 29 tys. zł), podczas gdy profesorowie zatrudnieni w jego jednostce zarabiają ok. 5–6 tys. zł, to uważam, że to nie jest w porządku. Jest to wykorzystywanie swojej uprzywilejowanej pozycji w instytucie.


Pozostało jeszcze 68% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane