Związki zawodowe nie przedstawią wspólnego stanowiska w sprawie wysokości przyszłorocznego minimalnego wynagrodzenia. Porozumieli się za to pracodawcy. Postulują podwyżkę o gwarantowane ustawą 117 zł.



Partnerzy społeczni do wczoraj mogli wspólnie ustalać swoje propozycje podwyżek. Ogólnopolskie centrale związkowe (NSZZ „Solidarność”, OPZZ i FZZ) inaczej oceniają konieczność wzrostu najniższego wynagrodzenia.
– Różni nas opinia co do tempa jego wzrostu. Dla nas bardzo istotne jest to, aby minimalna pensja docelowo stanowiła połowę przeciętnej – tłumaczy Norbert Kusiak, dyrektor wydziału polityki gospodarczej i funduszy strukturalnych OPZZ.
Reklama
Powtórzyć może się zatem scenariusz ubiegłoroczny. Wówczas związkowcy nie porozumieli się w sprawie podwyżki minimalnego wynagrodzenia (od 1 stycznia 2018 r.) Wyższej kwoty domagały się wspólnie OPZZ i FZZ (220 zł; wzrost o 11 proc.). „Solidarność” proponowała podwyżkę o 160 zł (8 proc.; ostatecznie rząd ustalił jej wysokość na poziomie 5 proc.).

Reklama
– W niektórych powiatach bezrobocie wciąż osiąga dwucyfrowy wynik. Bardzo wysoka podwyżka minimalnego wynagrodzenia utrudniłaby tam zatrudnianie – tłumaczy Marek Lewandowski, rzecznik komisji krajowej NSZZ „Solidarność”.
Brak porozumienia oznacza, że każda z centrali przedstawi własną propozycję podwyżki. Mają na to pięć dni roboczych (poszczególne stanowiska będą więc znane do przyszłego poniedziałku).
W sprawie przyszłorocznego najniższego wynagrodzenia porozumiały się za to reprezentatywne organizacje pracodawców (Pracodawcy RP, Konfederacja Lewiatan, Business Centre Club i Związek Rzemiosła Polskiego). Zbliżyły one swoje stanowiska i postulują wzrost o gwarantowaną przepisami kwotę 117 zł (czyli o 5,6 proc.)
– Taki wzrost będzie odczuwalny przez zatrudnionych, ale jednocześnie jest możliwy do realizacji przez firmy. Sytuacja gospodarcza jest dobra, ale nie można przesadzić z podwyżkami pensji, bo wywoła to negatywne skutki w momencie pogorszenia koniunktury – zauważa Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan.
Podkreśla, że wzrost wynagrodzeń powinien być powiązany ze wzrostem produktywności. – W przeciwnym razie może się spełnić scenariusz grecki lub portugalski. W tych krajach wynagrodzenia rosły szybciej od produktywności i tamtejsze gospodarki utraciły konkurencyjność. Takie problemy dotknęły też Francję – dodaje.
Zatrudniający zwracają też uwagę na okoliczności, w jakich podejmowana jest decyzja o podwyżce płacowego minimum. Firmy coraz częściej mają problemy ze znalezieniem kandydatów do pracy, przybywa wakatów. Jednocześnie bardzo powoli rośnie wskaźnik aktywności zawodowej.
– Dlatego pracodawcy podwyższają wynagrodzenia. Dodatkowo koszty pracy wzrosną ze względu na wprowadzane zmiany w prawie – np. zniesienie limitów składek. Ma to istotne znaczenie, w szczególności dla małych firm – tłumaczy Jeremi Mordasewicz.
Dotychczasowe rezultaty dyskusji o płacy minimalnej wskazują, że niełatwo będzie porozumieć się w tej sprawie wszystkim stronom. Skoro wspólnego stanowiska nie przyjęły związki, to trudno wyobrazić sobie, że zawrą kompromis z pracodawcami i rządem. Ten ostatni przedstawi swoją propozycję przyszłorocznej płacy minimalnej do 15 czerwca.