Liczba wakatów jest najwyższa od wybuchu kryzysu w 2008 r. To może przyspieszyć wzrost płac i poprawić warunki zatrudnienia.
Reklama
Etat po polsku / Dziennik Gazeta Prawna
Rynek pracy w Polsce przeżywa najlepszy czas od przeszło ćwierć wieku. Stopa bezrobocia z miesiąca na miesiąc spada, a tworzeniu miejsc pracy sprzyja koniunktura gospodarcza. Pracownicy cieszą się coraz silniejszą pozycją, dla pracodawców zaczyna się ból głowy. Ze statystyk GUS wynika, że na koniec I kw. nieobsadzone było prawie 120 tys. etatów – o ponad połowę więcej niż na koniec ubiegłego roku i przeszło 1/3 niż w tym samym czasie 2016 r. Ostatni raz było ich tak dużo podczas boomu gospodarczego tuż przed wybuchem kryzysu.
– To świadczy o rosnących problemach przedsiębiorców ze znalezieniem pracowników, choć skala trudności nie jest równie duża jak w poprzednim okresie silnego ożywienia na rynku pracy – komentuje Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP.
Na początku 2008 r. liczba wakatów była znacząco wyższa i sięgnęła 200 tys. Mamy rekordowo niskie poziomy bezrobocia i to jeszcze przed nadejściem sezonu wakacyjnego. Dodatkowo na zmniejszenie dostępności rąk do pracy nakładają się negatywne czynniki demograficzne, mniejsza, ale nadal istotnej wielkości emigracja, a także niski poziom aktywności zawodowej w Polsce. Firmy zajmujące się doradztwem i pośrednictwem na rynku pracy od wielu kwartałów mówią o skargach przedsiębiorców na niedobory kadrowe.
– Z naszych badań wynika, że obecnie jedna na trzy firmy ma trudności rekrutacyjne, a to przekłada się na lawinowy wzrost nieobsadzonych miejsc pracy – zwraca uwagę Andrzej Kubisiak, dyrektor zespołu analiz Work Service.
Problem najmocniej dotyka sektor prywatny – tam jest przeszło 90 proc. wakatów. Największe zapotrzebowanie na pracowników jest w przetwórstwie przemysłowym – ponad jedna czwarta wolnych miejsc – oraz budowlance z handlem i naprawą samochodów; tam po 15 proc. firm ma wakaty.
Kogo potrzebują firmy? W I kw. praca czekała głównie na robotników przemysłowych i rzemieślników (30 proc. wolnych miejsc), ale duże jest zapotrzebowanie na bardziej wykwalifikowane siły – specjalistów (15,5 proc.), a także operatorów i monterów maszyn i urządzeń (14,7 proc.).
Zapotrzebowanie biznesu na ludzi widać po miejscach pracy powstałych między styczniem a marcem. 226 tys. to rekord w historii danych GUS.
– Skoro liczba nowo utworzonych miejsc pracy utrzymuje się na wyższych poziomach niż w latach 2007–2008, wygląda na to, że – jak na tak niski poziom bezrobocia – pracodawcy nadal skutecznie znajdują chętnych do pracy – uważa Łukasz Kozłowski. Na to ma wpływ przybierająca na sile migracja zarobkowa z Ukrainy. Do końca maja w pośredniakach pojawiło się 737 tys. oświadczeń o pracy dla sąsiadów ze Wschodu. Sukces osiągnięto też w walce z bezrobociem strukturalnym. Odsetek osób pozostających długotrwale bez pracy, czyli poszukujących jej 13 miesięcy lub dłużej w liczbie bezrobotnych ogółem, spadł w I kw. aż o 5,2 pkt proc. w ujęciu rocznym i wyniósł niecałe 23 proc. Przeciętny czas poszukiwania zatrudnienia skrócił się zaś z 11,2 miesiąca przed rokiem do 9,9 miesiąca obecnie.
Dzisiaj przy dużej liczbie tworzonych etatów i wysokim odsetku nieobsadzonych wakatów wszystko wskazuje, że pracownicy zaczną coraz silniej dążyć do uzyskania podwyżek.
– Rezerwy wzrostu zatrudnienia niewywołującego nasilonej presji płacowej wyczerpują się, co pozwala spodziewać się wzrostu dynamiki wynagrodzeń w nadchodzącym czasie – uważa ekspert Pracodawców RP.
Na razie nominalne pensje rosną w solidnym 4-procentowym tempie, ale ich realny wzrost podkopuje pojawienie się inflacji – na razie umiarkowanej, w okolicy 2 proc.
– Rywalizacja o pracowników będzie przybierać na sile nie tylko na poziomie płacowym, ale w zakresie szeroko rozumianych warunków zatrudnienia – uważa Andrzej Kubisiak.