Sąd Najwyższy w składzie siedmiu sędziów podjął w ubiegłym roku uchwałę, w której stwierdził, że nawet jeśli pracownik nie odwołał się od wypowiedzenia umowy o pracę, nie oznacza to, że nie może wystąpić przeciwko pracodawcy o odszkodowanie z tego powodu, że przyczyna wypowiedzenia lub jego wyboru do zwolnienia była dyskryminująca (sygn. akt III PZP 3/16).

Zaraz po tym orzeczeniu podniosły się liczne głosy, że jego skutkiem może być zwiększenie liczby spraw o dyskryminację i używanie pozwów w takich sprawach do kwestionowania wypowiedzeń przez spóźnialskich, którzy nie zdążyli wnieść odwołania do sądu w ustawowym terminie (wcześniej wynosił on 7 lub 14 dni, a od 1 stycznia – 30 dni). W ten sposób SN umożliwił kwestowanie zwolnień nawet do trzech lat (taki jest bowiem termin przedawnienia).

Teraz być może czeka pracodawców kolejna niekorzystna dla nich zmiana, która znowu ułatwi pracownikom uzyskanie rekompensaty za dyskryminację i może również wpłynąć na wzrost liczby spraw sądowych dotyczących takich żądań. Przewiduje ją obecny prezydencki projekt nowelizacji kodeksu pracy, nad którym pracuje Rada Dialogu Społecznego. Zakłada on bowiem całkowite otwarcie katalogu przyczyn dyskryminacji – ni mniej, ni więcej chodzi więc o to, by możliwe było pozywanie pracodawców np. o odszkodowanie za dyskryminację, argumentując to niemal każdym możliwym powodem.