Odniosłam do sklepu żelazko, które kupiliśmy z mężem mamie na gwiazdkę. Popsuty był spryskiwacz. Tymczasem sprzedawca stwierdził, że jego to nie interesuje i że po to jest gwarancja, by z niej korzystać – pani Agnieszka nie kryje irytacji. – Dodał, że mam pójść do autoryzowanego serwisu, to je naprawią. Chciałam złożyć skargę u kierownika, ale go nie było. Co powinnam zrobić?
Słusznie podpowiada pani Agnieszce intuicja, by zacząć od skargi do kierownika sklepu. Może na tym sprawa się zakończy. Sprzedawca nie ma prawa narzucać nam, byśmy zanieśli wadliwy towar do serwisu gwarancyjnego, bo w pierwszej kolejności i w każdym przypadku to on odpowiada za towar, który nam sprzedał. Jeżeli producent dołączył do towaru kartę gwarancyjną, mamy dodatkowe zobowiązanie od producenta i prawo wyboru, czy zgłosić reklamację sprzedawcy, czy gwarantowi.
Wybieramy to, co uznamy za korzystniejsze i wygodniejsze. Dla przykładu: pójdziemy do sprzedawcy, gdy serwis jest daleko, a sklep blisko; zwrócimy się do producenta, gdy ten daje nam gwarancję na trzy lata (sklep ma obowiązek uwzględniać reklamacje przez dwa).