Niepokój czeskiego wymiaru sprawiedliwości wzbudził pozew czeskiego banku przeciwko niemieckiemu obywatelowi. Hypoteční banka chciał bowiem odzyskać od U.M. Lindnera 4 383 584,60 koron, co stanowiło równowartość ok. 175 214 euro niespłaconego kredytu. Prócz tego pozew obejmował odsetki za zwłokę. Kredytobiorca, który w chwili podpisywania umowy mieszkał w Mariańskich Łaźniach, wyprowadził się w nieznanym kierunku, mimo że zobowiązał się do informowania banku o każdej zmianie adresu. Czeskie prawo krajowe przewiduje w takich sytuacjach możliwość prowadzenia postępowania pod nieobecność pozwanego po wyznaczeniu mu kuratora i doręczeniu temu ostatniemu pozwu.

Problem na skalę europejską wziął się stąd, że unijne rozporządzenie Rady (WE) nr 44/2001 w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych, nazywane Brukselą I, nie określa wprost jurysdykcji sądowej, jeżeli nieznane jest miejsce zamieszkania pozwanego. Mówi jednak, że o tym, czy ktoś ma domicyl na terytorium państwa członkowskiego, decyduje tamtejszy sąd, stosując swoje prawo. Dlatego trybunał stwierdził, że jeśli organ wymiaru sprawiedliwości państwa UE nie zdoła ustalić miejsca zamieszkania pozwanego konsumenta na swoim terytorium, to powinien zbadać, czy nie przebywa on stale w innym państwie Wspólnoty. Gdyby natomiast i to się nie powiodło, to trzeba przyjąć zasadę, zgodnie z którą właściwy do rozpoznania sporu jest sąd ostatniego miejsca zamieszkania pozwanego. Powód musi mieć bowiem prawo dochodzenia roszczeń bez względu na kłopoty z lokalizacją pozwanego.

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 17 listopada 2011 r. w sprawie C-327/10, Hypoteční banka a.s. przeciwko Udo Mikowi Lindnerowi.