Czy prawnik, który zawarł umowę kredytu hipotecznego na zakup lokalu mieszkalnego w celu prowadzenia w nim kancelarii prawnej, korzysta z ochrony konsumenckiej przed klauzulami abuzywnymi? A lekarz, który zawierał umowę na dostawę usług internetowych w swoim gabinecie? Lub księgowy, który do biura kupił kserokopiarkę?
Reklama
Kwestia jest niebagatelna, skoro od 2014 r. odnotowujemy wzrost liczby mikroprzedsiębiorstw – obecnie w Polsce mamy zarejestrowanych ponad 3 mln jednoosobowych działalności gospodarczych. Skutkiem ubocznym jest rosnący odsetek umów zawieranych przez przedsiębiorców, w których ci nie występują jako podmiot profesjonalny. W szczególności dotyczy to umów mieszanego użytku, tj. takich, które osoby fizyczne zawierają tylko częściowo w związku z prowadzonym biznesem. Decydują się jednak na ich podpisanie „jako przedsiębiorcy” np. uznając, że możliwość odliczenia kosztów takiej transakcji od podatku jest dla nich ważniejsza niż korzystanie z ochrony konsumenckiej.
Jednak występowanie w umowie jako przedsiębiorca, a nawet dokonanie odliczenia podatkowego, nie przesądza o tym, że nie mamy do czynienia z konsumentem. Problem wynika ze sposobu, w jaki dokonano implementacji prawa unijnego. Definicja konsumenta w unijnym prawie jest tworzona każdorazowo na potrzeby poszczególnych aktów prawa pochodnego UE, które na ogół dla określenia konsumenta posługują się zwrotem „działa w celach niezwiązanych z działalnością handlową, gospodarczą, rzemieślniczą ani wykonywaniem wolnego zawodu” (tak jest w dyrektywach 2011/83/UE i 2008/122, dyrektywie o ADR 2013/11, nieco inaczej, choć wciąż podobnie – „działa w celach niezwiązanych z handlem, przedsiębiorstwem lub zawodem” – w dyrektywie Rady 93/13/EWG). Prawodawca unijny posługuje się więc wąską definicją konsumenta.
Dodatkowo prawo unijne zawiera definicję umów mieszanego użytku. Treść preambuły dyrektywy 2011/83/UE stanowi w motywie (17): „Definicja konsumenta powinna obejmować osoby fizyczne działające w celach niezwiązanych z ich działalnością handlową, gospodarczą, rzemieślniczą lub wykonywaniem wolnego zawodu. Jednakże w przypadku umów o podwójnym charakterze, gdy umowa zawierana jest w celach, które częściowo są związane z działalnością handlową danej osoby, a częściowo nie są z nią związane, a cel handlowy jest do tego stopnia ograniczony, że nie jest dominujący w ogólnym kontekście umowy, taka osoba również powinna być uznawana za konsumenta”. Choć preambuły nie mają mocy aktu prawa europejskiego, w którym są zamieszczone, to określają one towarzyszący prawodawcy cel i wpływają na wykładnię celowościową przepisów.
Tymczasem w prawie polskim, aby dany podmiot mógł zostać uznany za konsumenta, musi być (1) osobą fizyczną, (2) dokonującą czynności prawnej, (3) czynność ta dokonywana powinna być z przedsiębiorcą, a (4) pomiędzy tą czynnością nie może zachodzić bezpośredni związek z prowadzoną przez konsumenta działalnością gospodarczą lub zawodową. Kluczowa jest tu przesłanka ostatnia, odnosząca się do intensywności związku pomiędzy czynnością (prawną) z działalnością (gospodarczą lub zawodową). Wynika z niej, że dla pojęcia konsumenta bez znaczenia jest to, czy dana osoba prowadzi w ogóle działalność gospodarczą.
Dla ustalenia, czy osoba fizyczna jest przy podejmowanej czynności prawnej objęta ochroną konsumencką, w prawie polskim kluczowe jest określenie, w jakim związku z jej działalnością gospodarczą pozostaje zawarta z przedsiębiorcą umowa, a w prawie unijnym – w jakim celu działał konsument. W różnicach tych nie należy jednak doszukiwać się sprzeczności, albowiem unijnych dyrektyw konsumenckich nie można traktować jako ściśle określających zakres ochrony konsumenckiej. Z założenia wprowadzają one jedynie minimalny zakres ochrony. Przy ich implementacji do porządków krajowych należy odchodzić od wykładni literalnej na rzecz celowościowej, a celem tej ochrony jest w regulacjach unijnych zabezpieczenie słabszych podmiotów przed skutkami nierówności podmiotów stosunku prawnego.
Naszym zdaniem w przypadku, gdy osoba fizyczna podejmuje kroki bezpośrednio w związku z prowadzonym biznesem, przeważający (czy nawet wyłączny) cel tego działania będzie związany z tym biznesem. Gdy zaś czynność będzie związana jedynie pośrednio z działalnością gospodarczą konsumenta, to cel tej umowy może być w dalszym ciągu w pełni podporządkowany prowadzeniu działalności gospodarczej (np. gdy dana osoba fizyczna będzie zaciągać zobowiązania w celu uruchomienia firmy w przyszłości).
Odpowiedzi wymaga tu pytanie, czym są „czynności pośrednio związane z działalnością gospodarczą lub zawodową”. Słownikowa definicja słowa „pośredni” nie przynosi zadowalających rezultatów. Jedyne ze znaczeń, które mogłoby mieć zastosowanie, określa pośredniość jako stan „mający charakter przejściowy, znajdujący się między dwoma etapami, elementami stopniami jakiegoś procesu, zjawiska, jakiejś struktury itp.”. Zastosowanie takiego znaczenia prowadziłoby do wniosków sprzecznych z celami ochrony konsumenckiej – odnosząc je do etapów przenoszenia dóbr lub usług, doszlibyśmy do kuriozalnych wniosków. Np. że osoba prowadząca sklep spożywczy, nabywając od rolnika produkty do sklepu, jest konsumentem, nabywanie to jest bowiem tylko etapem pośrednim w prowadzeniu działalności polegającej na sprzedawaniu towaru.
Dlatego ocenę związku czynności prawnej z wykonywaną działalnością gospodarczą dokonuje się biorąc pod uwagę to, na ile owa czynność jest typowa dla danej działalności gospodarczej lub zawodowej. Proponowane metody oceny uwzględniają kryteria obiektywne (typ, rodzaj, liczba, przedmiot czynności prawnej) i subiektywne (zamiar stron). Wydaje się jednak, że kryteria subiektywne nie powinny mieć tu zastosowania, bo to, czy osoba fizyczna jest konsumentem, nie zależy od stanów świadomości towarzyszących czynności prawnej, ale istoty tej czynności.
I tak, prawnik zawierający umowę świadczenia usługi prawnej na rzecz drugiej strony zawsze będzie występował w bezpośrednim związku z prowadzoną przez siebie działalnością gospodarczą (zawodową), natomiast zawierając umowę na świadczenie np. usług telekomunikacyjnych – zawsze będzie występował jako konsument. Niezależnie od tego, czy w umowie o świadczenie usług telekomunikacyjnych będzie się przedstawiał jako konsument, czy też oświadczy, że działa w bezpośrednim związku z podejmowaną działalnością gospodarczą i wybiera ofertę skierowaną do firm, to w umowie zawartej z operatorem telekomunikacyjnym będzie na ogół konsumentem.
Wyjątki od tej reguły mogłyby w praktyce dotyczyć bardzo niewielkiej grupy przedsiębiorców prowadzących działalność polegającą właśnie na zawieraniu takich transakcji (np. w celu dalszej odsprzedaży telefonów czy usług telekomunikacyjnych). Przydatne byłoby tu odwołanie do deklarowanego przez przedsiębiorcę w ewidencji typu działalności według PKD.
Wykładnia taka zgodna jest z celami ochrony konsumenckiej, deklarowanymi zarówno na poziomie prawodawstwa unijnego, jak i krajowego. W prawie polskim cel ochrony konsumenckiej wynika już z a art. 76 Konstytucji RP, zgodnie z którym władze publiczne chronią konsumentów, użytkowników i najemców przed działaniami zagrażającymi ich zdrowiu, prywatności i bezpieczeństwu oraz przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi. Jak wskazuje w swoim orzecznictwie Trybunał Konstytucyjny (wyr. TK z 13 września 2005 r., sygn. akt K 38/04), na mocy tego przepisu „obowiązki ochronne spoczywające na władzach publicznych obejmują konieczność zapewnienia określonych, minimalnych gwarancji ustawowych wszelkim podmiotom, w szczególności osobom fizycznym, które (...) zajmują słabszą pozycję (...) ekonomiczną w ramach ich relacji z profesjonalnymi uczestnikami gry rynkowej”. Przepis ten chroni podmioty, które, w szczególności w stosunkach prywatnoprawnych, są stroną strukturalnie słabszą, jeśli chodzi o pozycję rynkową, ekonomiczną, negocjacyjną oraz w zakresie dostępu do informacji. Dotyczy to zwłaszcza stosunków z profesjonalistą, które charakteryzują się asymetrią pozycji rynkowej i informacji. Nie chodzi przy tym o słabość konkretnego podmiotu, lecz jego przynależność do grupy, która cechuje się wspomnianą strukturalną słabością, np. konsument, który jest prawnikiem i którego sytuacja ekonomiczna jest dobra, nie traci przez to przymiotu bycia konsumentem w rozumieniu art. 76 Konstytucji RP.
Odpowiedź na trzy pytania sformułowane na samym początku artykułu wydaje się więc twierdząca. Prawnik zawierający umowę kredytu hipotecznego we własnym imieniu nie podejmuje czynności „typowej” dla prowadzonej przez siebie działalności, polegającej na świadczeniu usług prawnych. Nawet więc, gdy środki z tego kredytu przeznaczone mają być na nabycie lokalu wykorzystywanego jako kancelaria prawna, to taki prawnik w dalszym ciągu w umowie zawieranej z bankiem będzie podmiotem „nieprofesjonalnym”, znajdującym się na słabszej pozycji niż bank – dla którego właśnie zawarcie takiej umowy jest czynnością „typową”, powtarzaną codziennie z wieloma klientami, stanowiącą istotę prowadzonej działalności gospodarczej.
Statusu konsumenta nie odbierze prawnikowi – kredytobiorcy nawet to, że świadczone przez niego usługi polegają na obsłudze prawnej banków i obejmują np. redagowanie treści umów kredytów hipotecznych. Podobnie będzie w przypadku umów nabycia towarów, np. kserokopiarki do biura księgowego, czy umowy na dostawę usług internetowych do gabinetu lekarskiego. W praktyce obrotu prawnego podmiot, który nabywa towar lub usługę, zawsze będzie konsumentem, o ile jest nabywcą finalnym, a statusu tego będzie pozbawiony, gdy towar lub usługę nabywa w celu ich dalszej odsprzedaży.