Tego, co działo się pod koniec tej kadencji Sejmu, nie pamiętają nawet najstarsi górale. Wrzutki dodawane na rympał do przypadkowych ustaw, przepisy, o których przed ich uchwaleniem politycy bez cienia żenady mówią, że będą wymagały nowelizacji, chaos tak wielki, że premier i ministrowie głosują wbrew własnemu stanowisku.

Zawodowo interesuję się procesem legislacyjnym już od ponad ćwierć wieku i naprawdę sporo widziałem. Tego jednak, co działo się pod koniec tej kadencji Sejmu, nie pamiętają nawet najstarsi górale. Wrzutki dodawane na rympał do przypadkowych ustaw, przepisy, o których przed ich uchwaleniem politycy bez cienia żenady mówią, że będą wymagały nowelizacji, chaos tak wielki, że premier i ministrowie głosują wbrew własnemu stanowisku. Byłoby to zwyczajnie śmieszne, gdyby nie było przerażające. Bo na koniec to prawo my wszyscy musimy stosować.

Przedsmak tego, co wydarzyło się podczas ostatnich posiedzeń Sejmu, mieliśmy już w minionym roku, gdy rząd postanowił jak najszybciej przepchnąć swój sztandarowy wówczas projekt, czyli Polski Ład. Liczący 140 stron projekt (bez uzasadnienia) uchwalono w ciągu 23 dni od momentu, gdy wpłynął do Sejmu. Ustawa okazała się bublem, z której rząd szybko zaczął się wycofywać. Potem chciał o niej zapomnieć tak bardzo, że wzmianki o Polskim Ładzie zaczęły nawet znikać ze stron rządowych.

Wydawać by się mogło, że po takiej wpadce przyjdzie jakaś refleksja. A gdzie tam! Szybko o niej zapomniano i wszystko szło dalej utartym torem. Nie zważając na głosy ekspertów, środowisk biznesowych czy samorządowców (o opozycji nie ma nawet sensu wspominać). Dość choćby wspomnieć feralną ustawę deregulacyjną, która wprowadziła budzący powszechne oburzenie podatek od zrzutek internetowych. Już podczas jej uchwalania rząd zapowiedział szybką nowelizację, która miała znieść kontrowersyjne przepisy. Dzięki dłuższemu vacatio legis udało się to zrobić, zanim zaczęły one obowiązywać.

Rząd chciał się też wycofać z innych regulacji, które wprowadził tą samą ustawą, ale tu już niestety nie zdążył. Chodzi o centralny wskaźnik, zgodnie z którym na każde mieszkanie w centrum musi przypadać jedno miejsce parkingowe, a poza śródmieściem 1,5 miejsca. Branża deweloperska od początku ostrzegała, że podwyższy to ceny mieszkań, rząd zrozumiał to poniewczasie i przygotowana na szybko nowelizacja już nie zdążyła przejść całego procesu legislacyjnego (ustawa została z innych względów zablokowana przez Senat).

Osobną kategorią psucia prawa były sejmowe wrzutki przepisów do ustaw, z którymi nie miały nic wspólnego. Choć były zgłaszane przez posłów, w rzeczywistości najczęściej wychodziły od rządu. I przegłosowywano je, mimo zastrzeżeń zgłaszanych przez Biuro Legislacyjne Sejmu. Jak choćby słynna już Apteka dla aptekarza 2.0, którą dołączono do nowelizacji ustawy o gwarantowanych przez Skarb Państwa ubezpieczeniach eksportowych. Z powodu wątpliwości dotyczących poprawności procesu legislacyjnego prezydent zapowiedział co prawda skierowanie tej regulacji do Trybunału Konstytucyjnego, ale zdążyła ona już wejść w życie. Co mają przepisy dotyczące aptek do ubezpieczeń eksportowych? A jakie to ma znaczenie? Rząd zrobił, co chciał i nie zamierza zawracać sobie głowy takimi drobiazgami, jak przejrzysta legislacja. Po nas choćby potop.

Biegunka legislacyjna i związany z nią pośpiech, jaki mogliśmy obserwować pod koniec kadencji, sprawiały, że czasem nawet rządzący nie wiedzieli już, za czym głosują. I głosowali wbrew samym sobie. Jak podczas głosowania nad pakietem różnorakich zmian w prawie zgłoszonym przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Jedna z nowych regulacji wprowadziła na stałe do kodeksu postępowania cywilnego zdalne rozprawy. Rządowi zależało jednak na tym, żeby w rozprawach online nie mogła uczestniczyć publiczność (zdaniem MS jawność jest zapewniona poprzez możliwość wejścia na salę rozpraw). Prawie cały rząd, z premierem Mateuszem Morawickim i ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobro wspólnie z opozycją zagłosowali jednak przez pomyłkę za poprawką ustanawiającą pełną jawność rozpraw online.

Kończę swój komentarz anegdotą, ale daleko mi do śmiechu. Choć proces legislacyjny został pod koniec kadencji do cna ośmieszony, to przyjęte przepisy jednak obowiązują. Nawet jeśli uchwalono je na rympał.©℗