We wtorek Trybunał Konstytucyjny uznał, że asystenci radców Prokuratorii Generalnej RP mający tytuł doktora mogą zostać wpisani na listę adwokatów bez ukończenia aplikacji i bez zdania egzaminu zawodowego (sygn. akt SK 68/19). Jak pan ocenia to rozstrzygnięcie?
Wyrok trybunału w mojej opinii niewiele zmienia w ujęciu makro, choć będzie miał znaczenie w indywidualnej sprawie skarżącej, stwarzając jej podstawy do wznowienia postępowania. Z pewnością nie można tego orzeczenia traktować jako tworzącego nową jakość. Prawo o adwokaturze w zakresie dostępu do zawodu już dziś realizuje zasadę otwartych drzwi. Ani TK, ani minister sprawiedliwości, ani sądy administracyjne nie kwestionują jednak tego, że główną drogą jest aplikacja i zdany egzamin adwokacki. To jest ścieżka, która najlepiej przygotowuje kandydata, a jednocześnie pozwala w pełny sposób weryfikować jego przydatność do zawodu. Nie w interesie adwokatury, a społecznym. Tak, aby obywatel, korzystając z pomocy adwokata, miał pewność, że jest to osoba o najwyższych kwalifikacjach merytorycznych i etycznych.