Czy sądzi pan, że kwestionowanie przepisów wskazujących kryterium przynależności do izby adwokackiej lub radcowskiej (przypomnijmy: w przypadku adwokatów jest to miejsce położenia siedziby zawodowej, w przypadku radców - miejsce zamieszkania) jest w ogóle zasadne? We wniosku, który trafił niedawno do Trybunału Konstytucyjnego, posłowie wskazują przede wszystkim na potencjalne naruszenie konstytucyjnej zasady wolności gospodarczej, wolności zrzeszania się oraz wolności tworzenia samorządów zawodowych.
Takie kwestionowanie nie jest w żadnej mierze zasadne. Zawód adwokata czy radcy prawnego jest zawodem zaufania publicznego. Niezależny samorząd adwokacki sprawuje także pieczę nad przestrzeganiem zasad wykonywania zawodu. Tak samo jest ukształtowany zawód lekarza, architekta i wiele innych. W istocie wniosek zmierzałby do zakwestionowania w ogóle istoty zawodu zaufania publicznego. Natomiast skierowanie go niejako wyłącznie wobec adwokatów i radców ujawnia tylko intencje autorów wniosku, czyli faktyczną likwidację niezależności adwokackiej, która jest niezbędnym atrybutem rzetelnej obrony interesów klienta. Zgodnie z art. 17 Konstytucji RP w drodze ustawy można tworzyć samorządy zawodowe, reprezentujące osoby wykonujące zawody zaufania publicznego i sprawujące pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony. Swoboda wolności gospodarczej także nie jest w żaden sposób naruszona, ponieważ samorząd nie wpływa na wybór miejsca siedziby adwokata. Siedzibę wyznacza on samodzielnie, ma także możliwość zmiany izby, do której przynależy. Procedura jest zależna wyłącznie od woli adwokata. Nie ma pod tym względem żadnych ograniczeń.
dr Kamil Szmid, adwokat, partner w KML Legal Szmid Sander Adwokaci i Radcowie Prawni / Materiały prasowe
Reklama
Czy z praktycznego punktu widzenia ograniczenie przynależności adwokata jedynie do izby, na której terenie znajduje się jego praktyka zawodowa, jest w ogóle dla adwokatów kłopotliwe?
Absolutnie nie, raczej racjonalne i pożądane. Z reguły adwokat wykonuje zawód na terenie izby, do której przynależy, z kolei samorząd sprawuje pieczę nad należytym wykonywaniem zawodu. Niezadowolony klient wie, gdzie kierować swoje kroki i łatwo może ustalić izbę, której adwokat podlega. Trzeba bowiem przypomnieć, że ponosimy odpowiedzialność także przed sądem dyscyplinarnym. Wprowadzenie jakiegoś eksperymentu w tym względzie przez ustawodawcę byłoby przede wszystkim szkodliwe dla klientów. Wyobraźmy sobie, że adwokat uchybił zasadom etyki w Warszawie, a klient musi skierować swoją skargę np. do Wrocławia - bo w tym mieście adwokat wybrał swoją izbę. Poza tym tego zawodu nie wykonuje się w próżni, polega on także na wzajemnej wymianie doświadczeń w ramach wykonywanej praktyki. Dezintegracja środowiska adwokackiego nie byłaby czymś pożądanym z punktu widzenia interesów obywateli. Adwokaci lepiej wykonują swój zawód, jeśli mają np. możliwość wzajemnych konsultacji, również w zakresie koleżeńskiego rozwiązywania narastających wątpliwości etycznych, konfliktów interesów etc. Pożądane jest zatem, aby robili to tam, gdzie mają swoją siedzibę, czyli w miejscu, gdzie faktycznie wykonują zawód. Podobnie ukształtowania jest przecież właściwość sądu w sprawach gospodarczych - albo jest to siedziba pozwanego, albo miejsce wykonania umowy. Wniosek grupy posłów jest zatem całkowicie niekonsekwentny. I na pierwszy rzut oka widać, że wymierzono go w niezależność adwokacką i radcowską.
Jakie, pana zdaniem, mogłyby być ewentualne skutki uznania w przyszłości przepisów za niekonstytucyjne? Czy oznaczałoby to konieczność zrewolucjonizowania struktury prawniczych samorządów zawodowych?
Skutek byłby dramatyczny. W efekcie doszłoby do pauperyzacji środowiska adwokackiego, osłabienia niezależności zawodu, co dalej skutkowałoby negatywnymi konsekwencjami dla społeczeństwa. Tylko niezależny adwokat - za którym stoi niezależny i silny samorząd - może właściwie wykonywać swoją funkcję. Zwłaszcza że prędzej czy później adwokaci stają w obliczu kolizji i presji ze strony innych władz. Przejawia się ona poprzez skargi kierowane przez niezadowolonego prokuratora lub sędziego, np. na złożony w interesie klienta środek odwoławczy. Moglibyśmy mieć do czynienia także ze swoistym wyścigiem między izbami o pozyskanie jak największej liczby członków. To potencjalnie wpłynęłoby bardzo negatywnie na postawy etyczne. Jeden samorząd, transparentne zasady przynależności oparte na obecnie obowiązującej ustawie oraz jednolity system składki członkowskiej gwarantują, że inne kryteria nie mogą być brane pod uwagę. Wyobraźmy sobie choćby, że powstają jakieś prywatne stowarzyszenia adwokackie, do których przynależność nie jest ani jasno określona, ani regulowana ustawowo. Moglibyśmy mieć do czynienia także z negatywnymi skutkami w zakresie procedur wyborczych - np. wygrywałby ten, kto wpłaciłby największą składkę. Moim zdaniem podział samorządu ma prowadzić także do odebrania adwokaturze jej filaru, czyli sądownictwa dyscyplinarnego. A w konsekwencji - do podporządkowania władzy. Powiem wprost - wniosek jest zbudowany wokół znanej maksymy divida et impera, „dziel i rządź”. Chodzi o to, aby podzielić środowisko adwokackie i radcowskie, by większy wpływ zyskali rządzący.
Posłowie we wniosku wskazują, że ich zdaniem „nie widać przeszkód dla pozostawienia kwestii przynależności do danej izby swobodnej decyzji osoby wykonującej omawiany zawód lub umożliwienia przez ustawodawcę tworzenia izb przy zastosowaniu większej liczby kryteriów niż tylko kryterium terytorialne”. Czy takie rozwiązanie rzeczywiście mogłoby zacząć funkcjonować w praktyce i stanowić swoisty kompromis?
Moim zdaniem ten wniosek jest po prostu w całości bez sensu. Adwokat już teraz może zmienić miejsce, w którym ma swoją siedzibę, a w konsekwencji przenieść się do innej izby. Wielokrotnie zdarza nam się rozpoznawać takie wnioski. A trzeba zaznaczyć, że okręgowa rada adwokacka nie ma w tym zakresie nawet żadnego luzu decyzyjnego. Musi taki wniosek po prostu uwzględnić.©℗
Rozmawiała Inga Stawicka