Obecna sędzia TK zaczęła z wysokiego C. Swoje pierwsze pytanie skierowała do przedstawicieli rzecznika praw obywatelskich. A było to pytanie w stylu: „Kiedy przestanie pan bić żonę?” Sędzia TK zaczęła dociekać, czyje i jakie interesy reprezentuje RPO. Ten bowiem jako jedyny uczestnik postępowania domaga się jego umorzenia, wskazując, że nie chodzi o zbadanie zgodności EKPC z konstytucją, lecz o sąd nad niekorzystnymi dla obecnej większości rządzącej wyrokami ETPC. I tu należy zatrzymać się i chwilę zastanowić, w jakim celu pytanie o rzekome interesy padło. Bo przecież uzyskana odpowiedź nie mogłaby – jeśli trzymać się klasycznego sposobu prawniczego rozumowania – pomóc składowi orzekającemu w dogłębnym zbadaniu zagadnienia. Co więcej, adresaci pytania nie byli nawet obecni na sali, więc jego autorce raczej nie zależało na wysłuchaniu ich wyjaśnień. Po co komu w dzisiejszych czasach jakieś wyjaśnienia?
Kolejnym barwnym uczestnikiem zeszłotygodniowej rozprawy przed TK był przedstawiciel wnioskodawcy. Dwoił się i troił, aby wykazać, że prokurator generalny bohatersko broni naszej świętej konstytucji przed zapędami autokratów ze Strasburga. I do pewnego momentu szło mu nawet nieźle. Dociskany pytaniami wspomnianej już sędzi najwyraźniej jednak zagalopował się i pozwolił sobie na chwilę szczerości. Stwierdził bowiem, że w przeszłości dla tego, kto łamał konstytucję, kończyło się to co najmniej więzieniem albo i „gorzej”. Co się kryje pod tym „gorzej”, chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć. A mówił to pan prokurator w kontekście sędziów, którzy orzekają zgodnie z niewygodnymi dla rządzących wyrokami międzynarodowych trybunałów.