Ośmioro członków kolegium Sądu Najwyższego podjęło w zeszły czwartek decyzję o wstrzymaniu się od udziału w pracach tego organu. W tej grupie znalazł się także pan. Skąd ta decyzja?
Czwartkowe kolegium SN było pierwszym od czerwca, gdyż wcześniej I prezes SN nie reagowała na wnioski o jego zwołanie. Kolegium nie miało więc przez ten okres możliwości wypowiedzieć się, a tymczasem od czerwca wydarzyło się wiele istotnych rzeczy w przestrzeni prawnej, jak choćby postanowienie, a później wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczące Izby Dyscyplinarnej SN, które zapadły w lipcu. Wobec braku zwołania kolegium, jako jego członkowie kierowaliśmy do I prezes SN apele, aby zawiesiła działalność ID SN. Nie przyniosło to jednak skutku. W naszej ocenie brak takiego zawieszenia stanowi naruszenie prawa, naruszenie orzeczeń luksemburskiego trybunału, a my jako sędziowie musimy w jakiś sposób na to reagować. Uznaliśmy więc, że wobec takiej sytuacji, w której nasze dotychczasowe apele, wezwania do wykonania orzeczeń TSUE nie wywołują żadnego skutku, a ID jak działała, tak działa, to takie zawieszenie prac w kolegium będzie swoistą manifestacją niezgody na to, co się dzieje. Nie mamy innego instrumentu.
Czy jednak nie lepiej jest brać udział w pracach kolegium i wówczas podnosić tego typu kwestie? Co chcą państwo osiągnąć, dobrowolnie rezygnując z takiej możliwości?
Reklama
Kolegium jest organem opiniodawczym, nie podejmuje żadnych wiążących decyzji. Może podejmować jedynie uchwały w określonych kwestiach i takie uchwały dotyczące ID SN były już kilkakrotnie przedmiotem jego prac. Do niczego jednak to nie doprowadziło, więc uznaliśmy, że rezygnując z prac tego organu, w sposób bardziej wymowny zamanifestujemy brak zgody na działania I prezes SN. Jest bowiem pewien próg odporności na to, co się dzieje. A my po prostu czujemy się w pewien sposób bezradni wobec twardego kursu, jaki obrała pani prezes Małgorzata Manowska w kwestii ID SN.
Czy bez państwa udziału możliwe jest, aby kolegium nadal pracowało?

Reklama
Kolegium SN może pracować i podejmować uchwały, jeżeli jest kworum 2/3 jego członków. Nie chcę jednak przesądzać, czy bez naszego udziału będzie funkcjonować, czy nie. Ja już bowiem różne rzeczy w SN widziałem, jeśli chodzi o liczenie kworum. Przykładem są „ustawowe zabawy” władzy wykonawczej, aby zapewnić nowym sędziom stanowiska I prezesa czy prezesów izb. Co to za wybory, gdy jeszcze przed nimi wiadomo, kto jest wybrany? To jest po prostu śmieszne i straszne, jak władza wykonawcza rozgrywa stanowiska w SN, a nowi sędziowie w tym uczestniczą bez żadnego skrępowania i uznają, że już po dwóch latach należą się im stanowiska kierownicze. Jeśli więc pani prezes Manowska uzna, że nasza rezygnacja z prac w kolegium oznacza w ogóle rezygnację z członkostwa w tym organie i 2/3 stanowią ci, którzy się stawią na następnym posiedzeniu, to wówczas być może kolegium będzie funkcjonowało. Nie wiem tego. Zresztą łatwo i szybko można dokonać odpowiednich zmian w przepisach. Może pójdzie szybciej niż z Izbą Dyscyplinarną?
Jak zareagowała na państwa oświadczenie I prezes SN?
Całe czwartkowe kolegium, w naszej obecności, trwało ok. 5 minut. I prezes SN otworzyła je i chciała przejść do porządku dziennego, jednak wówczas Michał Laskowski, prezes Izby Karnej SN, zgłosił wniosek formalny co do porządku. Na to I prezes SN zwróciła uwagę, że tego typu zastrzeżenia należało zgłaszać wcześniej. Prezes Laskowski zgłosił więc wniosek formalny, że chce złożyć oświadczenie, po czym odczytał nasze oświadczenie o wstrzymaniu się od udziału w pracach kolegium. Wówczas I prezes SN zwróciła się do nas z pytaniem: „Czyli wychodzicie?”. I to była jej jedyna reakcja. Nie powiedziała, co zrobi z ID SN, nie zaproponowała dyskusji. No to wyszliśmy.
Jaki miał być porządek obrad?
Jeden z punktów miał dotyczyć nowego podziału Izby Karnej SN na wydziały. Wnioskował o to prezes Laskowski, a jest to konieczne, gdyż jeden z wydziałów obecnie bardzo odstaje od pozostałych, jeżeli chodzi o wpływ spraw. Miano również dyskutować nad przejawami anarchizacji władzy sądowniczej w Polsce.
Czy jednym z tych objawów anarchizacji miało być wydane z pana udziałem postanowienie uchylające wyrok sądu z powodu udziału w składzie orzekającym nowych sędziów?
Tego nie wiem, gdyż do tego punktu oczywiście nie doszliśmy. Jeśli jednak rzeczywiście miałoby dojść do omawiania mojego orzeczenia na forum kolegium, to mogę jedynie stwierdzić, że dożyliśmy naprawdę dziwnych czasów.
I prezes SN zapowiedziała, że rozważy zawieszenie pana oraz pozostałych członków składu orzekającego, który wydał wspomniane postanowienie. Czy jakieś kroki w tym kierunku zostały już podjęte?
Nic mi o tym nie wiadomo. Nie mam żadnej decyzji.
W ostatni czwartek zapadło kolejne postanowienie SN, w którym utrzymany został pogląd prawny co do skutków zasiadania w składzie orzekającym sędziów powołanych przez nową KRS. A pan znów brał udział w jego wydaniu.
To prawda, postanowienie zapadło w składzie trzyosobowym z moim udziałem. Rozpatrywaliśmy zażalenie na tymczasowe aresztowanie, a decyzję w tej kwestii wydało trzech sędziów, którzy otrzymali rekomendację od obecnej Krajowej Rady Sądownictwa. Jako sędzia sprawozdawca sprawę otrzymał z przydziału sędzia SN Marek Pietruszyński. Zażalenie na tymczasowe aresztowanie powinno być rozpatrzone w ciągu siedmiu dni w składzie trójkowym. A tak się akurat złożyło, że sędzia Pietruszyński nie miał w najbliższym czasie wyznaczonych spraw trójkowych. Zwrócił się więc do prezesa Laskowskiego o dokonanie losowania pozostałych sędziów, którzy mieliby z nim rozpoznać zażalenie. I tak się akurat złożyło, że zostałem wylosowany, co, nie ukrywam, zdziwiło mnie.
Dlaczego?
Bo uważam, że wynik tego losowania był wyjątkowo niefartowny. I gdybym wcześniej wiedział, że ma być przeprowadzone, to postulowałbym o wyłączenie z niego mnie oraz dwóch pozostałych sędziów, którzy już mieli okazję przedstawić swój pogląd na temat składu sądu w kontekście prawidłowej jego obsady.
Tak się jednak nie stało, a panu znów się udało przekonać skład orzekający do swojego poglądu na temat nowych sędziów.
To nie do końca prawda z tym przekonywaniem. Postanowienie z 16 września br. czytali chyba już wszyscy zainteresowani sędziowie, więc problematyka była znana członkom składu doskonale. Przebiegu narady nie mogę zdradzić. Powiem tylko, że postanowienie z 29 września 2021 r. zapadło jednogłośnie. Chcę jednak mocno i dobitnie podkreślić, że areszt i tak zostałby uchylony, nawet gdyby nie wątpliwości co do obsady sądu. To zresztą problem merytoryczny został umieszczony w pierwszej części postanowienia, aby wskazać na to, że areszt był zastosowany z naruszeniem prawa procesowego. Dopiero w drugiej części odnieśliśmy się do obsady. Tym powodem merytorycznym było to, że – w naszej ocenie – w ogóle nie było podstawy prawnej, która pozwalałaby zastosować areszt wobec tego oskarżonego. Zresztą to podnosił w zażaleniu obrońca, że art. 258 par. 2 k.p.k. nie może być podstawą aresztu, a innego przecież przepisu nie wskazano w postanowieniu jako podstawy do pozbawienia wolności. Zastosowano bowiem areszt na podstawie art. 258 par. 2 k.p.k. Skrótowo, przepis ten stanowi, że można kogoś pozbawić tymczasowo wolności, jeśli za czyn zarzucany grozi kara, która w górnej granicy wynosi co najmniej osiem lat pozbawienia wolności, albo jeżeli sąd I instancji wymierzył mu karę nie mniejszą niż trzy lata. Natomiast w tej sprawie prawomocnie orzeczono karę dwóch lat pozbawienia wolności. Co więcej, do uchylenia prawomocnego wyroku II instancji doszło na skutek kasacji złożonej przez obrońcę, a więc na korzyść oskarżonego. W toku dalszego postępowania nie ma takiej możliwości, aby w tej sprawie została orzeczona wyższa kara niż dwa lata pozbawienia wolności (chodzi o zakaz reformationis in peius). W takiej sytuacji zastosowanie aresztu było po prostu bezprawne. Tak więc to nie pogląd dotyczący obsady sądu – czyli zastosowanie uchwały trzech połączonych izb SN, który oczywiście również wybrzmiał w tym postanowieniu – jest tutaj najistotniejszy. Najistotniejsze jest to, że ten oskarżony, bez względu na to, jaki wyrok ostatecznie zapadnie w tej sprawie, będzie miał prawo do ubiegania się o odszkodowanie za okres, w którym był pozbawiony wolności na wadliwej podstawie prawnej.
I kto będzie za to ponosił odpowiedzialność?
Odpowiedzialność majątkową pewnie poniesie Skarb Państwa. Przypomnę tylko, że niedawno Izba Dyscyplinarna uchyliła immunitet sędziemu SN za brak wydania nakazu zwolnienia z zakładu karnego dla oskarżonego, któremu ten sędzia z urzędu wstrzymał wykonanie kary pozbawienia wolności, a na skutek błędu pracowników sekretariatu nakaz taki nie został wystawiony, choć w kilkudziesięciu innych podobnych sprawach nakazy takie wystawili. Za to obecnie sędziemu grożą zarzuty. To był inny rodzaj błędu niż w sprawie, którą rozpoznawaliśmy 29 września. Podejrzewam, że w tej sprawie obecna prokuratura niczego nie uczyni, skoro nawet w toku postępowania wnioskowano o utrzymanie w mocy postanowienia o tymczasowym aresztowaniu. Chociaż przecież podstawy do aresztu nie było. Takie mamy czasy…