Czegóż tam miało nie być! Od definitywnego końca z trzymaniem psów na łańcuchu po zakaz wykorzystywania dzikich zwierząt w cyrkach. Na czele z największą kością niezgody, czyli wygaszaniem hodowli na futra. No ale okazało się szybciutko, że (nieistniejące) prawa zwierząt obchodzą polityków wyłącznie wtedy, gdy mogą na nich sami zyskać. W przeciwnym razie stają się na powrót domeną „ekoterrorystów”, „zielonej hołoty” i „wrogów narodu” (wszystkie cytaty z rzeczywistości), do których się – nie ukrywam – sam zaliczam.
Cytowany na każdym kroku art. 1 ustawy o ochronie zwierząt powinien brzmieć „Zwierzę nie jest rzeczą, chyba że możemy na nim zarobić”. A piszę o tym dlatego, że właśnie pojawił się kolejny świetny przykład takiej postawy.