Jest ona popularna wśród teoretyków prawa, w tym prawa własności intelektualnej, a poniższy tekst stanowi próbę wskazania wpływów ekonomicznej analizy na codzienną praktykę polskich sądów niższych instancji, w takim zakresie, w jakim autor niniejszej wypowiedzi ma kontakt z tą praktyką.

Podniosłe idee…

W bardzo poważnym uproszczeniu ekonomiczna analiza prawa wychodzi z założenia, że prawo powinno być efektywne ekonomicznie, innymi słowy stosowanie prawa powinno prowadzić do zwiększenia, a nie zmniejszenia stopnia „społecznego dobrobytu”. Zwolennicy tej szkoły uważają, że normy prawne powinny być analizowane właśnie pod kątem ich ekonomicznej efektywności i przy wykorzystaniu narzędzi typowych dla nauk ekonomicznych. Wymieniona doktryna wydaje się szczególnie atrakcyjna z punktu widzenia wyjaśnienia sensu obowiązywania prawa autorskiego jako całości, jak również poszczególnych norm tej dziedziny prawa.

Reklama

Ekonomicznie rzecz ujmując, obowiązywanie prawa autorskiego (czy innymi słowy: przyznanie twórcom dzieł ochrony prawnej) znajduje swoje uzasadnienie w konieczności zapewnienia ludziom bodźca materialnego dla podjęcia aktywności twórczej. Potencjalni twórcy wiedzą o tym, że wyniki ich starań staną się ich „własnością” i w związku z tym inwestują swój czas, wysiłek i pieniądze w proces twórczy, gdyż mają świadomość tego, iż będzie im się to opłacało. Dzięki temu powstają nowe utwory muzyczne, plastyczne, naukowe czy programy komputerowe. Ich ochrona jest jednak ograniczona (czasowo i przez przepisy o dozwolonym użytku), a więc dzięki obowiązywaniu prawa autorskiego generalny poziom kultury, sztuki, nauki czy wiedzy użytkowej podnosi się (albowiem ostatecznie z wyników pracy twórców będą mogły korzystać w szerokim zakresie inne osoby).

Innymi słowy, prawo autorskie z punktu widzenia ekonomicznego opiera się na logice: „dajemy ci ochronę, lecz tylko w pewnym zakresie, a poza tymi granicami z twojej pracy mogą korzystać wszyscy”. Narzędzia ekonomicznej analizy prawa pozwalają zatem na wyjaśnienie sensu ochrony praw autorskich majątkowych jak i tego, że nie jest ona nieograniczona.

Reklama

Oczywiście z wszystkimi opisanymi wyżej aksjomatami można się nie zgadzać. Wiele osób tworzy dla przyjemności i chętnie dzieli się tym, co wykreuje bez żadnej odpłatności. Inna jest sytuacja np.: naukowców. Oni tworzą (np.: publikacje do czasopism prawniczych) przede wszystkim dlatego, aby uzyskać punkty z ministerialnej listy i w ten sposób utrzymać zatrudnienie na uczelni, a korzyści płynące z prawa autorskiego mają dla nich raczej drugorzędne znaczenie. Abstrahując od szeregu wątpliwości i zarzutów, ekonomiczna analiza prawa z pewnością jest ciekawym i pomocnym narzędziem pracy prawnika.

…i to, co z nich zostaje

W praktyce orzeczniczej sądów niższych instancji (podkreślam, że autor niniejszego opracowania nie prowadził badań statystycznych w tym zakresie) odwołania do ekonomicznej analizy prawa są raczej niespotykane. Niekiedy jednak sądy decydują się na interpretowanie norm prawnych przy wykorzystaniu pewnych narzędzi zbliżonych do ekonomicznych. Poniżej pozwolę sobie podać dwa dość proste przykłady (nie związane z własnością intelektualną).

W pierwszym z nich sąd okręgowy z jednego z dużych ośrodków miejskich rozpoznawała apelację od wyroku sądu rejonowego w sprawie o zapłatę odszkodowania za wypadek komunikacyjny. Uzasadniając ustnie swoje orzeczenie sędzia sprawozdawca przyznała, że sąd I instancji pomylił się w wyliczeniu kosztów procesu na niekorzyść powoda. Stwierdził jednak, że pomyłka dotyczyła tak niewielkiej kwoty (zaledwie kilku procent całości kosztów procesu, co dawało około kilkudziesięciu złotych), że zmienianie zaskarżonego orzeczenia w tym zakresie mijało się z celem. Innymi słowy, ekonomiczna analiza prawa w tym zakresie polegała na odwołaniu się do „ekonomii wysiłku”, tj. stwierdzenia, że kwota, nad którą musiałby pochylić się sąd, była zbyt niska w stosunku do ilości czasu, który musiałby zostać poświęcony na jej poprawne wyliczenie. W uproszczeniu: praca sądu jest więcej warta.

W drugim przypadku sąd rejonowy (karny) oceniał zasadność wniosku dowodowego z zeznań świadka. Sytuacja była nietypowa o tyle, że świadek zamieszkiwał na stałe w Australii, a więc przesłuchanie miało odbyć się w drodze pomocy prawnej przed pracownikiem konsulatu lub ambasady w wymienionym kraju. Sąd wniosek oddalił, a w uzasadnieniu ustnym stwierdził m.in., że prowadzenie przesłuchania świadka w powyższym trybie w sprawie o oszustwo na kwotę dwudziestu tysięcy złotych jest pozbawione sensu. Innymi słowy, sąd kierował się tu ekonomiczną racjonalnością w znaczeniu oszczędności w wydawaniu publicznych pieniędzy w niezbyt poważnych sprawach. Opierał się przy tym na dwóch założeniach (tj. że słuchanie świadka w trybie pomocy prawnej jest kosztowne i że sprawa jest niezbyt poważna), z których z każdym można polemizować. W uproszczeniu: prawa aparatu sądowo-administracyjnego jest więcej warta.

Można podawać także inne przykłady podobnego toku rozumowania widocznego w przypadku polskich sądów, aczkolwiek te dwa są dość wyraziste. Wynika z nich, że korzystanie z narzędzi analizy ekonomicznej nie jest dla polskich sądów niższych instancji czymś całkowicie obcym. Problem polega jednak na tym, że ojcom ekonomicznej analizy prawa chodziło chyba jednak o coś innego niż uczyniły to składy orzekające w powyższych przykładach.

Adam Pązik, doktor nauk prawnych, adwokat, pracownik naukowo-dydaktyczny Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie

Tekst powstał we współpracy w Legalną Kulturą