W kontekście pojawiających się ostatnio w przestrzeni publicznej informacji o masowej inwigilacji dziennikarzy i polityków w całej Europie, rozstrzygnięcie to daje jasny sygnał co do kwalifikacji tego rodzaju zachowania władz wobec jednostki: stanowi ono naruszenie przepisów konwencji. Również w Polsce kwestia rosnącego natężenia ingerencji organów państwa w prywatność osób poddanych inwigilacji budzi wiele kontrowersji i obaw. Opublikowane niedawno przez Senat RP statystyki ilości danych telekomunikacyjnych pozyskanych przez polską policję potwierdzają uwagi formułowane od lat m.in. przez organizacje pozarządowe, wskazujące na zbyt szeroki dostęp różnego rodzaju służb do danych pozyskiwanych poprzez podsłuchy i inne formy inwigilacji. Jednocześnie obowiązująca w Polsce kontrola następcza, a nie uprzednia wobec działań tego rodzaju nie daje właściwej gwarancji ochrony praw jednostki, również w rozumieniu standardu formułowanego w tym zakresie przez ETPC. Ogłoszony w tych dniach plan utworzenia Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości nie wydaje się przy tym remedium na istniejące zagrożenia dla prawa do prywatności obywateli i obywatelek. Zdaje się, że może wręcz zwiększać uprawnienia służb do jeszcze głębszej w tę prywatność ingerencji.
Sprawa miała swój początek w wydarzeniach z 2008 r. dotyczących redakcyjnego kolegi skarżącego – A.K. Miał on zostać pobity przez dwóch funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa podczas zbierania materiałów do artykułu na temat wycinki drzew. Kilka tygodni później ten sam dziennikarz został zaatakowany nożem podczas powrotu do domu. Obydwa zdarzenia były przedmiotem dochodzenia: w pierwszej sprawie umorzonego – stwierdzono, że funkcjonariusze jedynie nakazali oddanie zrobionych przez dziennikarza zdjęć, w drugiej – zakończonego skazaniem osoby, która miała pozostawać z dziennikarzem w związku. Na kanwie właśnie drugiej z wymienionych spraw A.K. objęto inwigilacją. Miała ona jednak tak szeroki zakres, że polegała również na podsłuchiwaniu telefonu, z którego korzystał Azer Ahmadov. Jak podkreślał w swojej skardze do ETPC, służby bezpieczeństwa wykroczyły poza zakres zgody na inwigilację udzielonej przez sąd w odniesieniu do A.K.: podsłuchiwane były bowiem nie tylko rozmowy pomiędzy A.K. a skarżącym, lecz także inne, które prowadził Ahmadov. Podjęte przez niego próby dochodzenia swych praw przed sądami krajowymi zakończyły się niepowodzeniem.