W przeciwieństwie do prof. Adama Bodnara, któremu od początku przyklejono łatkę „tęczowego rzecznika” czy „lewicowca”, której nie udało mu się do końca zedrzeć, prof. Wiącek pozycję startową ma wymarzoną. Przede wszystkim dlatego, że w świadomości opinii publicznej praktycznie nie istniał. Choć w kręgach akademickich, zwłaszcza wśród prawników zajmujących się prawem konstytucyjnym i prawami człowieka, nie tylko nie jest osobą anonimową, ale mimo młodego wieku ma ugruntowaną wysoką pozycję. Tyle, że rzadko gościł na łamach prasy czy w telewizyjnych studiach.

Umiarkowany teoretyk

– To prawnik wielkiego formatu. Ma bardzo bogate doświadczenie naukowe i dydaktyczne. Prowadzi innowacyjne badania, które są istotnym wkładem w rozwój polskiej doktryny szeroko rozumianego prawa konstytucyjnego. Jego prace są mocno osadzone w teorii prawa, ale też, co jest ich cechą znamienną, w orzecznictwie Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego i sądów międzynarodowych – mówi dr hab. Jacek Zaleśny, również konstytucjonalista, jeden z niewielu, którzy zdecydowali się mówić pod nazwiskiem. Niektórzy tłumaczyli, że niezręcznie im recenzować w prasie kolegę, inni nawet jak anonimowo wypowiadają się w samych superlatywach, mieli obawy, że zostanie to w środowisku odebrane jako przypochlebianie się.
– Bo cóż złego mógłbym o nim powiedzieć, skoro jest spokojny, kompetentny, merytoryczny, a przy tym umiarkowany. Myślę, że najbardziej oddaje jego naturę jako człowieka czy naukowca określenie „powściągliwy” – mówi jeden z wybitnych konstytucjonalistów. Na pewno wrażenie robi jego kariera akademicka.

Człowiek środka

– Był jednym z najmłodszych prawników w historii Wydziału Prawa UW, który obronił habilitację. Dokonał tego mając niespełna 31 lat. Młodszy był chyba tylko prof. Marek Zubik, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, który habilitował się w wieku 30 lat. Teraz obejmując urząd ombudsmana prof. Marcin Wiącek wciąż nie ma jeszcze czterdziestki – zauważa dr Michał Szwast, który pracuje w kierowanym przez prof. Wiącka Zakładzie Praw Człowieka. Zarówno prof. Zubik, jak i prof. Wiącek wywodzą się z tej samej Katedry Prawa Konstytucyjnego, z tą różnicą, że prof. Zubik jest uczniem prof. Lecha Garlickiego, sędziego TK i ETPC, a prof. Wiącek jest uczniem innego wybitnego konstytucjonalisty – prof. Janusza Trzcińskiego, byłego wiceprezesa TK i prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego.
– Posiada bogaty dorobek naukowy obejmujący publikacje w kraju i za granicą, a jego rozprawa doktorska i habilitacyjna są bardzo szeroko cytowane – dodaje dr Szwast.
Zresztą prof. Trzciński był promotorem nie tylko w sensie akademickim (pod którego kierunkiem nowy RPO pisał pracę magisterską i doktorską), ale też promotorem jego kariery zawodowej – najpierw był pracownikiem TK, a następnie w biurze orzecznictwa NSA. Postrzegany jest jako człowiek środka – był członkiem Rady Legislacyjnej przy premierze, zarówno za czasów rządu Koalicji PO-PLS, jak i PiS.

Los rzecznika

– Wybór jest zwycięstwem polskiej demokracji, demokracji, która nie zawsze gości w polskim parlamencie. Okazał się być kandydatem, którego były w stanie zaakceptować, choć czasem bez entuzjazmu, różne formacje polityczne. Nie mam wątpliwości, że jako bardzo dokładny i pryncypialny prawnik, który nim podejmie decyzję, dokonuje pogłębionej analizy rzeczywistości i potencjalnych skutków swojego działania, będzie dobrym RPO, a jego działania będą silnie zakotwiczone w obowiązujących przepisach prawa, w tym – polskiej konstytucji – przewiduje prof. Zaleśny.
– Już samo to, że okazał się do zaakceptowana przez wszystkie siły polityczne w parlamencie, dużo o nim mówi. A jeśli weźmiemy pod uwagę, że zarówno „Gazeta Wyborcza”, jak i „Gazeta Polska” interpretują go jako swojego, to dobrze wróży – mówi jeden z konstytucjonalistów. – Oczywiście z czasem będą na nim wieszać psy, jedni za to, że za bardzo wytyka władzy nadużycia, inni za to, że za mało, ale taki już los rzecznika – dodaje.
W obozie anty-PiS już słychać utyskiwania, że prof. Wiącek nie zajmuje tak jednoznacznego lub też tak wyrazistego stanowiska w sprawie TK, czy w kwestii Izby Dyscyplinarnej (w wywiadzie udzielonym TVN24 przyznał jednak, że wyrok TSUE powinien zostać wykonany, a więc Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego powinna zawiesić działalność – red.), a styl sprawowania urzędu będzie zapewne inny niż poprzednika.
– Jeśli ktoś widziałby na tym urzędzie osobę zaangażowaną w bieżące spory polityczne, wiodącą lud na barykady, to sądzę, że prof. Wiącek nie jest takim typem. Jego wielką siłą jest to, że jest osobą szukającą kompromisu, głęboko merytoryczną, która naprawdę zna się na prawach człowieka. Jest zresztą współautorem najlepszego polskiego podręcznika akademickiego na ten temat – zauważa dr Szwast.

Trzy filary

Dobrze byłoby, gdyby ten początkowy kredyt zaufania wykorzystał na zwiększenie budżetu RPO, który za kadencji jego poprzednika był złośliwie zmniejszany (tak jakby władza zabierała pieniądze Bodnarowi, a nie obywatelom). Na razie nowy RPO umiejętnie czyni pod to przygotowania, mówiąc nie tylko o potrzebie otworzenia nowych delegatur biura na ścianie wschodniej (zamieszkiwanej przez tradycyjny elektorat prawicy), ale też na obsługę wniosków o wywiedzenie wprowadzonej przez PiS skargi nadzwyczajnej. Choć do RPO wpływa wielokrotnie więcej wniosków o wniesienie skargi nadzwyczajnej niż do prokuratora generalnego, to właśnie ten drugi organ dostał dodatkowe pieniądze na ich obsługę.
Poza tym mimo wszystko więcej nowego rzecznika z poprzednim łączy niż dzieli. Obydwaj wywodzą się z tej samej katedry, obydwaj podobnie postrzegają prawa człowieka. Wreszcie dla obydwu najważniejszą konstytucyjną zasadą jest wyrażona w art. 30 zasada godności człowieka.
– Piastowanie urzędu RPO oparłbym na trzech filarach, wartościach, jakimi są godność, równość i dialog. Godność definiuje człowieczeństwo. Musimy chronić jej poczucie u każdej osoby. Ona wyznacza naszą podmiotowość tak w aspekcie indywidualnym, jak i zbiorowym jako społeczeństwo. (…) Równość to pochodna i zarazem gwarancja godności człowieka. Oznacza, że każdy obywatel jest równy wobec prawa, że ludzie są równi wobec siebie, a przejawy wszelkiej dyskryminacji w demokratycznym, nowoczesnym państwie powinny spotykać się z adekwatną reakcją władz publicznych. (…) Z kolei dialog polega na poszukiwaniu płaszczyzn porozumienia, inicjowaniu prowadzenia dyskusji z udziałem wszystkich zainteresowanych rozwiązaniem sporu lub problemu – mówił jeszcze jako kandydat na RPO prof. Wiącek.

Działać zespołowo

Poza tym – w ocenie obserwatorów – jego wyważone wypowiedzi i pierwsze deklaracje świadczą o tym, że mocno stąpa po ziemi i trafnie ocenia sytuację. Najpierw dość asekuracyjnie, ale z dużym szacunkiem wypowiadał się o zastępcach poprzedniego RPO: Hannie Machińskiej, Stanisławie Trociuku i Marcinie Taborowskim, by później zadeklarować pozostawienie ich na stanowiskach.
– Mam wrażenie, że lata w pracy, takiej typowej, żmudnej urzędniczej roboty, nauczyły go cierpliwości, ale też sprawiły, że on dobrze rozumie instytucje oparte na działaniu zespołowym. Wie, że w dużym stopniu jest uzależniony od kompetencji zespołu i bez współdziałania z nim za wiele nie osiągnie. Mógłby oczywiście chcieć robić rewolucję i ściągnąć sobie nowych zastępców, ale skąd ich brać? To nie jest spółka Skarbu Państwa, że można nic nie umieć i brać pieniądze, tylko tu trzeba się doskonale znać na prawie. A płace w Biurze RPO nie są oszałamiające – komentuje jeden z obserwatorów.
Poza tym nowy RPO zadeklarował, że będzie kontynuował działania poprzednika (nie wycofa np. z sądu wniosku o wstrzymanie przejęcia Polska Press przez Orlen). Zapowiedział też m.in., że planuje się spotkać z komendantem głównym policji w sprawie nadużyć funkcjonariuszy w trakcie pokojowych demonstracji. Ma również zamiar przygotować kompleksowy raport dotyczący problemów prawnych spowodowanych pandemią koronawirusa.