Reklama

To duży mandat zaufania, ale i spora odpowiedzialność. Zwłaszcza, że ciężko będzie wejść w buty poprzednika. Kadencja Adama Bodnara była przez wielu bardzo pozytywnie oceniana. Czy Marcin Wiącek podąży tą drogą? Pewien obraz jego kandydatury daje nam jego ostatnie wystąpienie w Senacie.

Odpowiadając na pytania senatorów Marcin Wiącek, mimo apolityczności (o tym jeszcze później kilka słów), zachował się jak rasowy polityk. Jego wypowiedzi na wiele tematów zadowalały obie strony politycznego sporu. Przykład? Trybunał Konstytucyjny. Z jednej strony nowy RPO dostrzega wątpliwości prawne związane powołaniem tzw. sędziów dublerów, z drugiej zaś zaznaczył, że w polskim porządku prawnym istnieje domniemanie legalności prawa opublikowanego w Dzienniku Ustaw. W związku z tym kwestionowanie ważności orzeczeń TK może zaburzyć pewność prawa.

Podobnie było z oceną orzeczenia TSUE ws. systemu dyscyplinarnego sędziów i Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Kamyczek do ogródka opozycji wrzucił, stwierdzając, że w swojej działalności naukowej od samego początku opowiada się za prymatem konstytucji nad wszystkimi innymi aktami normatywnymi, obowiązującymi na terytorium RP. Następnie zaś złagodził przekaz, dodając, iż nawet twardzi wyznawcy takiego stanowiska nie są upoważnieni do poszukiwania między polską ustawa zasadniczą, a traktatami międzynarodowymi pozornych sprzeczności, których skutki usuwania mogą zagrozić stabilności systemu ochrony praw człowieka. Nadmienił także, że najbezpieczniejszym wyjściem z obecnej sytuacji byłoby wstrzymanie prac ID SN do czasu zmiany przepisów.

Taki rozkrok spotkał się z krytyką. Marcin Wawrykiewicz z inicjatywy Wolne Sądy w mediach społecznościowych napisał, że słuchając kandydata na RPO w Senacie, był bardzo rozczarowany. "W czasach rządów autokratycznej władzy i drastycznego łamania praw człowieka, Rzecznik powinien być wyrazisty, odważny i zdecydowany. W sferze ochrony naszych praw nie ma miejsca na symetryzm!”.

Nie zgodzę się z tym. Koncyliacyjny RPO, potrafiący lawirować między różnymi stanowiskami politycznymi może okazać się skuteczniejszy w swoich działaniach na rzecz ochrony praw obywateli. Mniejsza polaryzacja może się zatem okazać korzystna. Oczywiście jeżeli na pierwszym miejscu będzie stał człowiek, któremu ten urząd ma służyć, a nie uginanie się na rzecz polityków. Jednak, z mniejszą ilością przeciwników, droga do słusznego celu może okazać się krótsza.

Kadencja będzie też testem apolityczności nowego rzecznika. Na tle wcześniejszych kandydatów wyróżniał się także tym, że nie należy on do żadnej partii politycznej i z żadną nie jest kojarzony. Pozytywna jest również zapowiedź, że jego credo będzie ochrona godności każdego człowieka, każdej osoby, która przyjdzie do biura RPO z prośbą o pomoc. To daje nadzieję, że będzie rzecznikiem wszystkim obywateli, bez wykluczania jakichkolwiek mniejszości. Co nie byłoby takie pewne gdyby urząd zajął polityczny nominant.

Prof. Marcin Wiącek kilkukrotnie podkreślił swój szacunek do poprzedniego rzecznika. Zadeklarował przy tym, że nie wycofa się z podjętych przez Adama Bodnara inicjatyw, w tym m.in. z wniosku do sądu o wstrzymanie decyzji prezesa UOKiK ws. przejęcia przez PKN Orlen Polska Press. Nie planuje także przetasowań w samym biurze rzecznika. - Jeśli zostanę RPO, to stanę się członkiem zespołu. Mam nadzieję, że zespół mnie zaakceptuje. Chciałbym współpracować z tymi ludźmi. Również uwzględniając zastępców RPO – odpowiadał na pytanie senatorów.

Jakim będzie więc RPO? Ciężko tak naprawdę odpowiedzieć teraz na to pytanie, ale wiążę spore nadzieje związane z jego kadencją. Jeżeli Marcin Wiącek zrealizuje część swoich zapowiedzi, to może stać się solą w oku władzy niczym jego poprzednik. Poparcie partii rządzącej może się więc szybko skurczyć. To nie powinno go jednak powstrzymać. Dobrze, gdy ktoś patrzy na ręce władzy. Każdej władzy.