Ale nie o dyskryminację antykomunistów tym razem chodzi. Europoseł odwołuje się do historii tylko po to, by w czymkolwiek (w starych zasługach) zakotwiczyć opinię o bynajmniej nie historycznej rzeczywistości. Tej nie zna. „Nie znam działalności tej komórki” – pisze o Studenckim Ośrodku Wsparcia i Adaptacji, czyli jednostce, która ma przeciwdziałać dyskryminacji na uniwersytecie. Ale wie, że jeśli takie grupy istnieją, to „niepokorni akademicy są zastraszani (…). Grupy studenckich hunwejbinów obrażają niepoprawnych wykładowców, zrywają wykłady, niekiedy dopuszczają się wręcz ataków fizycznych (…). We wszystkich takich sytuacjach antydyskryminacyjne struktury głęboko się angażują, lecz nie po stronie prześladowanych, a prześladujących”.
Kto jest tym prześladowanym (na szczęście jeszcze nie teraz – przypominam, że dyskryminacja w naszym kraju skończyła się wraz z upadkiem PZPR). Otóż ci, którzy nie zgadzają się na podział inny niż kobieta/mężczyzna. To oni będą na naszych uniwersytetach (a co, jeśli ten trend wymknie się poza ich mury?) obrażani, zastraszani, a nawet atakowani fizycznie. Chwilowo wydaje się, że trend jest przeciwny. Według Agencji Praw Podstawowych w 2020 r. w Polsce nękania doświadczyło 59 proc. osób LGBT+.