Rozprawy online, które miały ułatwić i przyspieszyć postępowania w dobie pandemii, stają się niekiedy utrapieniem dla pełnomocników. Coraz częściej oczekuje się od nich wykonania niemal nierealnych obowiązków. Przykład? Dwa dni na podanie adresów e-mail świadków zgłoszonych w pozwie lub udostępnienie stronie swojego sprzętu, aby ta mogła wziąć udział w posiedzeniu.
Od drzwi do drzwi
– Wyznaczenie dwóch dni na dostarczenie do sądu adresów e-mailowych: swojego, reprezentowanej strony i wszystkich zgłoszonych świadków jest w zasadzie niewykonalne – mówi adwokat Piotr Kwiatkowski.
Reklama
Problem dostrzegają również władze Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie. – Standardem na gruncie kodeksu postępowania cywilnego są terminy 7- lub 14-dniowe. Jeżeli chodzi o e-mail świadka, nawet to może się okazać niewystarczające. O ile nasz mocodawca może znać adres zamieszkania świadka, o tyle, aby uzyskać jego e-mail, może potrzebować więcej czasu. To może wymagać kontaktu ze świadkiem, co z kolei może później rzutować na jego wiarygodność – twierdzi Aleksander Krysztofowicz, wicedziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie.

Reklama
Pełnomocnicy zastanawiają się, jak w praktyce miałoby wyglądać wykonanie takiego zobowiązania. – Nie jest możliwe, aby pełnomocnik, nie dysponując numerem telefonu świadka ani jego e-mailem, jeździł do jego miejsca zamieszkania. Raz – nie pozwala na to termin. Dwa – mogłoby to stanowić naruszenie godności zawodu. Trzy – dla reprezentowanej strony wiązałoby się to z niewspółmiernymi kosztami. Cztery – nie dawałoby żadnej gwarancji, że którykolwiek świadek pełnomocnikowi dane te udostępni – wylicza Piotr Kwiatkowski.
Emocje tonuje sędzia Bartłomiej Przymusiński, rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. Przypomina, że w kodeksie postępowania cywilnego znajduje się art. 2421, zgodnie z którym strona wnosząca o wezwanie na rozprawę świadka powinna dołożyć starań, by osoba ta stawiła się w wyznaczonym czasie i miejscu, w szczególności zawiadomić ją o obowiązku, czasie i miejscu stawiennictwa. Ekspert dodaje, że w dobie pandemii powszechną wiedzą jest, że rozprawa może zostać przeprowadzona zdalnie. Zgłaszając świadka, warto więc zawczasu uzyskać jego e-mail.
Kontrowersyjny rygor
Najwięcej emocji budzi jednak nadawany niekiedy rygor pominięcia dowodu w przypadku niewskazania adresu e-mail świadka w zakreślonym terminie. – To nadmierny formalizm. Pełnomocnik nie ma instrumentu, aby zmusić kogokolwiek do posiadania adresu e-mail lub do jego podania. Nie można zapominać, że nie ma obowiązku posiadania poczty elektronicznej. Nie traćmy z pola widzenia, jaka jest rola wymiaru sprawiedliwości i na czym polega jego istota – podkreśla Aleksander Krysztofowicz.
W podobnym tonie wypowiada się Piotr Kwiatkowski. W jego ocenie zobowiązywanie pełnomocnika do pozyskania takich danych stanowi nadużycie i nie znajduje podstawy prawnej. Jest to niespotykany dotychczas model postępowania contra legem, który prowadzi do oczywistego naruszenia konstytucyjnie gwarantowanego prawa jednostki do sprawiedliwego rozpoznania jej sprawy.
– To wszystko nie powinno opierać się na rygorach, tylko na dobrej współpracy ze stronami i pełnomocnikami. Ostatecznie i tak sąd, żeby nałożyć grzywnę na świadka za nieusprawiedliwione niestawiennictwo, musi wezwać go na piśmie, a nie e-mailowo. Niewskazanie adresu elektronicznego nie powinno zatem prowadzić do skutków procesowych w postaci pominięcia dowodu – mówi Bartłomiej Przymusiński.
Sędzia Sylwia Urbańska, rzecznik prasowy w Sądzie Okręgowym w Warszawie ds. cywilnych, wyjaśnia, że umocowania do takiego rygoru można się doszukiwać w ogólnych zasadach. – Strona ma obowiązek podania danych świadka, aby można było go wezwać. Tradycyjnie jest to adres zamieszkania. Należy jednak mieć na uwadze, że ustawa covidowa w art. 15 zzs1 wprowadziła jako zasadę rozprawy zdalne. Pełnomocnicy zatem już na etapie zgłaszania wniosku o przeprowadzenie dowodu z zeznań świadka powinni dołożyć starań, aby podać sądowi jego e-mail – podkreśla.
Zaznacza jednak, że w swoim wydziale nie spotkała się jeszcze z zastosowaniem rygoru pominięcia dowodu w przypadku niewykonania zarządzenia. Nie wyklucza jednak, że mógł się on pojawić w poszczególnych sprawach. Dodaje, że w pismach kierowanych do stron i pełnomocników, opracowanych przez zespół ds. rozpraw zdalnych powołany w SO w Warszawie, nie został sformułowany taki rygor.
Z informacji DGP wynika, że taka praktyka pojawiła się w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Przeprowadzona przez nas kwerendę wśród profesjonalnych pełnomocników pokazała, że podobnych zarządzeń nie spotyka się w apelacjach łódzkiej, poznańskiej i krakowskiej. Wezwania do wskazania adresów e-mail świadków, ale bez żadnego rygoru, pojawiły się natomiast w sądach w Lublinie i Katowicach.
Centrum dowodzenia
Emocje w środowisku prawniczym wywołał też postulat z jednego z zarządzeń warszawskiego SO. Sąd poprosił o wsparcie reprezentowanej strony i świadków w zorganizowaniu ich uczestnictwa w rozprawie zdalnej.
– To oczywisty paradoks. Sąd nie prowadzi rozprawy w swojej siedzibie, aby zminimalizować ryzyko zakażenia wirusem SARS-CoV-2. Jednocześnie jednak postuluje, aby w siedzibie pełnomocnika zorganizować warunki dla uczestnictwa kilku świadków w podeszłym wieku (bo zwykle takie osoby mają problem w obsłudze komputera) w zdalnej rozprawie – mówi mecenas Kwiatkowski.
Bartłomiej Przymusiński uważa jednak, że taki postulat nie jest niczym nadzwyczajnym. Wszak i sądowi, i pełnomocnikom zależy na tym, aby wyrok zapadł w rozsądnym terminie. – Nie możemy abstrahować od kontekstu. Zdarzają się sytuacje, że zorganizowanie takiego stanowiska nie będzie nadmiernie obciążać adwokata. Tak może być np., gdy świadek jest pracownikiem firmy, którą on reprezentuje – kwituje sędzia.
Wciąż mało rozpraw online