Tradycyjnie też – choć jest to tradycja licząca ledwie kilka lat – poza nawias, czyli poza ranking przesuwamy trzy osoby (prezesa PiS, prezydenta RP, ministra sprawiedliwości), których urząd lub pozycja polityczna determinują ich wpływy i sprawiają, że w porównaniu z innymi prawnikami są w uprzywilejowanej sytuacji. Jak z tego uprzywilejowania korzystają, to już inna sprawa.

Wniosek z naszej listy płynie jeden: wpływowych prawników nigdy i nigdzie nie brakuje. Jak zawsze są wśród polityków, pracują dla wielkiego biznesu (dla mniejszego zresztą też), decydują o obliczu wymiaru sprawiedliwości, spierają się o jego kształt, proponują ustawy lub odciskają na nich swoje wyraźne piętno, maczają palce w wielu inicjatywach i ruchach społecznych. Krótko mówiąc, w wielu miejscach pociągają za sznurki lub pomagają to robić swoim mocodawcom. Co ze wspomnianym w tytule paradoksem?

Odkąd pamiętam, narzekamy na ilość (nadmierną), a tym bardziej jakość (fatalną) polskiego prawa. Nie jest to tylko rytuał, bo powodów, by je krytykować, zazwyczaj nie brakuje. Nic się w tej kwestii nie zmienia na lepsze, choć powinno. Wiele za to zmieniło się na gorsze. Mówiliśmy dawniej nierzadko o złej legislacji. Teraz mówimy o patolegislacji (a jej przykłady podajemy na co dzień na łamach „Dziennika Gazety Prawnej”). Za pomocą słów próbujemy chyba oswoić rzeczywistość, która trochę nas i naszą wyobraźnię przerasta. Sądzimy, że nie może być gorzej. Potem widzimy, że się myliliśmy. Mamy więc dziwną, chyba odwrotną proporcjonalność: im więcej wpływowych prawników w różnych miejscach naszego politycznego i gospodarczego życia, tym gorsze prawo. I niższa kultura prawna w ogóle.

Czy istnieje tu związek przyczynowo-skutkowy, nie rozstrzygam. Ale oczekiwałbym innej tendencji. Z tą refleksją zapraszam do lektury ciekawej, choć pewnie i kontrowersyjnej, listy najbardziej wpływowych prawników.

Krzysztof Jedlak, redaktor naczelny "Dziennika Gazety Prawnej"

30. Jacek Ozdoba, wiceminister klimatu, poseł

Agencja Gazeta / Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta

Czymże ten młokos się wykazał, by znaleźć się w rankingu?” – padnie prawie na pewno pytanie. Ano tym, że wziął się za temat, który przez wiele lat leżał odłogiem i żaden z polityków nie poświęcał mu należytej uwagi. Chodzi o przestępczość środowiskową. Ozdoba mówi wprost, że nie może być dla niej przyzwolenia i że trucicieli środowiska trzeba ścigać równie intensywnie i karać tak samo surowo jak gwałcicieli czy zabójców. Bo atak na naturę jest de facto napaścią na nas wszystkich i na kolejne pokolenia. Działania Ozdoby już przyniosły przyzwoite efekty – prokuratorzy zaczęli szkolić się z prawa ochrony środowiska, a policja walkę z tego rodzaju przestępczością oficjalnie uznała za jeden ze swoich priorytetów na najbliższe lata. Młody wiceminister zapowiada, że będzie jeszcze lepiej. Właśnie stara się przeforsować przez rząd projekt ustawy ustanawiającej zbrodnię środowiskową, za którą będzie można trafić za kratki nawet na 25 lat.

29. Beata Morawiec i Krystian Markiewicz, sędziowie, prezesi stowarzyszeń „Themis” i „Iustitia”

Agencja Gazeta / Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta

Od kilku już lat, odkąd PiS postanowił rozprawić się ze środowiskiem sędziowskim, które rzekomo blokuje wprowadzanie w życie reform, tej dwójki nie może zabraknąć w naszym rankingu. Tak naprawdę jednak nie chodzi tylko o nich, ale o tysiące innych, często nieznanych szerszej publiczności sędziów, którzy działając w stowarzyszeniach, czynnie walczą na swoim terenie o niezawisłość sędziów i niezależność sądów, a także niosą wsparcie tym kolegom, którzy doświadczyli już bolesnego zderzenia z machiną państwową. Stowarzyszenia sędziowskie przejęły tę rolę, którą powinna wziąć na swoje barki opozycja – przedstawiają propozycje legislacyjnych zmian, a przede wszystkim robią wszystko, aby to, co dzieje się w kraju, nie pozostało niezauważone przez unijne organy takie jak Komisja Europejska czy Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

28. Leszek Mazur, sędzia, były już przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa

Leszek Mazur / Agencja Gazeta

Przez cały rok, choć może w sposób mało zauważalny dla niewprawnego obserwatora, jako przewodniczący KRS starał się trzymać w ryzach tych członków rady, którzy wbrew zdrowemu rozsądkowi oraz bez zważania na otaczające ich realia próbowali forsować własne zdanie lub załatwiać swoje prywatne interesy. A to nie zgadzał się na bezpodstawną reasumpcję głosowania w jednym z konkursów sędziowskich, a to tonował emocje tych, którzy próbowali podważyć mandat w KRS przedstawiciela prezydenta Wiesława Johanna. Pod koniec roku, kiedy zorientował się, że na skutek działalności niektórych członków KRS w budżecie zacznie zaraz ziać pustką, sędzia Mazur zdecydował się na krok, który ostatecznie kosztował go utratę funkcji przewodniczącego. Zmieniając regulamin rady, ukrócił bowiem proceder polegający na zarabianiu przez niektórych członków KRS podwójnych diet. Dzięki niemu też wszyscy mogliśmy ocenić, czy praca, za którą płaciło się te podwójne diety, była tego warta.

27. Mariusz Golecki, rzecznik finansowy

Mariusz Golecki / Materiały prasowe / Materialy prasowe

Z obecnością prof. Mariusza Goleckiego w tegorocznym rankingu wiąże się zabawna (choć nie dla niego) okoliczność, że gdy podejmowaliśmy decyzję o umieszczeniu go na liście, ważyły się losy urzędu rzecznika finansowego. Nie wiemy więc, czy prof. Golecki w chwili publikacji rankingu nadal jest rzecznikiem finansowym. Wiemy za to, że groźba zaorania instytucji podziałała na nią ożywczo. Żaden inny organ państwowy w ostatnim roku nie był tak aktywny na polu wspomagania konsumentów na rynku finansowym jak rzecznik finansowy. Sprawy frankowe, ubezpieczenia (w tym rolnicze), kwestia odszkodowań dla osób najbliższych za zerwanie więzi rodzinnej z ofiarami wypadków, aktywność w sądach powszechnych, w Sądzie Najwyższym oraz kolejne apele do ustawodawcy – Mariusz Golecki pracowicie spędził ostatnie 12 miesięcy. Gdyby jego i urzędu rzecznika finansowego nie było, na pewno sytuacja wielu zwyczajnych obywateli w starciu z wielkimi korporacjami byłaby gorsza niż jest obecnie.

26. Krzysztof Szczucki, szef Rządowego Centrum Legislacji

PAP Archiwum / Rafał Guz

W ciągu czterech lat zrobił błyskotliwą karierą – od urzędnika średniego szczebla w biurze RPO do szefa Rządowego Centrum Legislacji (z międzylądowaniem w Kancelarii Prezydenta). O tym, jak istotne jest to stanowisko, mogliśmy się przekonać, gdy okazywało się, że ostatecznie nie jest ważne, kto wydaje wyroki lub uchwala ustawy, lecz kto je drukuje. I raczej nie jest to jego ostatnie słowo. Jeśli ktoś potrafi się dogadać zarówno z Adamem Bodnarem, jak i Andrzejem Dudą czy Mateuszem Morawieckim, to są dwie możliwości: albo jest państwowcem, który może współpracować z każdym dla dobra wspólnego, albo koniunkturalistą, który zawsze potrafi ustawić się z wiatrem. Obydwie opinie na temat dra Szczuckiego pojawiają się równie często. Nikt natomiast nie kwestionuje jego kompetencji jako znawcy prawa karnego. Choć w świecie akademickim ciągnie się smrodek związany z komentarzem do ustawy o SN, która weszła w życie w kwietniu 2018 r. Nie pierwszy to przykład naukowca komentującego przepisy, które współtworzył, ale wciąż nie jest to do końca akceptowalna praktyka.

25. Bartosz Lewandowski, adwokat, dyrektor Centrum Interwencji Procesowej Ordo Iuris

Łódź, 30.12.2019. Pracownik drukarni Adam Jacek (2P) oraz mec. Bartosz Lewandowski (P) po posiedzeniu Sądu Apelacyjnego, 30 bm. w Łodzi. Posiedzenie dot. wniosku o wznowienie postępowania w sprawie Adama Jacka, który odmówił druku plakatów fundacji LGBT. (olm) PAP/Roman Zawistowski / PAP Archiwum / Roman Zawistowski

Wszyscy wiemy, że Ordo Iuris nie jest opłacaną przez Kreml organizacją fundamentalistów – sąd zabronił tak twierdzić. A zabronił, bo prawnicy Ordo Iuris są nie tylko ukierunkowani światopoglądowo, lecz także najzwyczajniej w świecie skuteczni. Wyróżnić postanowiliśmy Bartosza Lewandowskiego, bo to właśnie on wygrał jedną z najważniejszych w 2020 r. sprawę – drukarza, który odmówił drukowania materiałów wspierających LGBT. Całe postępowanie było równie skomplikowane jak życie uczuciowe bohaterów „Mody na sukces”. Ostatecznie jednak Sąd Najwyższy, w składzie tzw. starych sędziów (więc co do zasady niesprzyjających Ordo Iuris) przyznał rację Bartoszowi Lewandowskiemu. I oprócz tego, że drukarz reprezentowany przez prawnika wygrał, udało się też młodemu adwokatowi osiągnąć coś więcej. Otóż SN w swym orzeczeniu stwierdził, że wyroki Trybunału Konstytucyjnego są ostateczne i nie mogą być kwestionowane przez żaden państwowy organ, z SN włącznie. I to nawet w przypadkach, gdy sędziowie są przekonani, że podczas wydawania orzeczenia przez TK doszło do uchybień proceduralnych, np. w składzie

24. Dariusz Hryniów i Tobiasz Szychowski, były dyrektor Departamentu Prawnego PGNiG oraz jego były zastępca

Materiały prasowe

To największy sukces w historii międzynarodowych sporów Polski – tak Janusz Kowalski, wiceminister aktywów państwowych, komentował w lipcu odzyskanie od Gazpromu nadpłaty przez Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. Jako „architektów zwycięstwa” wskazał radcę prawnego Dariusza Hryniowa i adwokata Tobiasza Szychowskiego. Kilka miesięcy wcześniej po czterech latach postępowania przed Trybunałem Arbitrażowym w Sztokholmie PGNiG wygrał w sporze z Gazpromem o cenę dostarczanego gazu. Początkowo nikt nie dawał na większych szans – rosyjski gigant od lat wykorzystywał swoją dominującą pozycję w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. W listopadzie 2014 r. polska spółka zwróciła się do Gazpromu o renegocjację ceny, a w lutym 2016 r. złożyła pozew.

23. Bartłomiej Wróblewski, poseł, nauczyciel akademicki

Agencja Gazeta / Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

Gdyby nie wyrok TK w sprawie aborcji, pewnie by Wróblewskiego w rankingu by nie było. To on był głównym autorem wniosku o stwierdzenie niekonstytucyjności przepisu dopuszczającego przerwanie ciąży z powodu wad płodu. W poprzedniej kadencji się nie udało. W tej poseł Wróblewski osiągnął, co chciał. Może poza rozpętaniem piekła protestów w środku pandemii, do czego się z resztą nie poczuwał (bo to TK decyduje o dacie rozprawy). Podobnie jak do spowodowania całkowitego zakazu przerywania ciąży również z powodu wad letalnych. Jarosław Kaczyński za nim nie przepada. O przymierzaniu go do istotnych funkcji nikt nawet nie przebąkuje. Nawet na swoim własnym poznańskim podwórku sympatią cieszy się nieszczególną. Poznań to miasto z mocno wolnościowymi tradycjami, więc oburzenie na wyrok TK było tam ogromne. Poza tym tamtejsze środowisko akademickie jest mocno przywiązane do zasad poprawnej legislacji, więc o tym, że poseł Wróblewski był uczniem prof. Wronkowskiej-Jaśkiewicz lepiej nie przypominać. Jednak wierności własnym zasadom i podzielającym je wyborcom nikt nie może mu odmówić.

22. Michał Laskowski, prezes SN kierujący Izbą Karną

Agencja Gazeta / Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta

Ku zdziwieniu części środowiska sędziowskiego postanowił przyjąć z rąk prezydenta Andrzeja Dudy stanowisko prezesa SN kierującego Izbą Karną. Stało się to w tym samym czasie, kiedy stanowisko I prezesa SN przyjęła nieakceptowana przez grupę tzw. starych sędziów Małgorzata Manowska. Można się było spodziewać, że prędzej czy później między tą dwójką dojdzie do spięcia. Nie trzeba było na nie długo czekać. I prezes SN zażądała bowiem od prezesa Laskowskiego, aby zwrócił do Izby Dyscyplinarnej SN akta spraw dyscyplinarnych, które trafiły do IK SN w wyniku zawieszenia ID SN przez TSUE. A że sprawom tym nadano już bieg, sędzia Laskowski uznał, że nie ma po temu żadnych podstaw prawnych. Dzięki jego oporowi przynajmniej część spraw dyscyplinarnych udało się doprowadzić do końca przed sądem niebudzącym wątpliwości co do jego niezależności. Wcześniej, zanim ze stanowiska I prezesa SN odeszła Małgorzata Gersdorf, sędzia Laskowski był rzecznikiem prasowym SN, a tym samym twarzą oporu wobec zmian wprowadzanych w sądzie przez obecny obóz rządzący. Podczas wyborów kandydatów na I prezesa SN, które ostatecznie zakończyły się wskazaniem na to stanowisko sędzi Manowskiej, Laskowski reprezentował również grupę „starych” sędziów wytykających błędy, do jakich doszło w trakcie procedury.

21. Bogdan Święczkowski, prokurator krajowy

Agencja Gazeta / Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

Prawa ręka Zbigniewa Ziobry. Prokuraturę trzyma twardą ręką. O tym, do jakiego stopnia nikt nie ma odwagi zdenerwować szefa, krążą już legendy. Ponoć pewnego razu podczas narady rozgniewany prokurator krajowy żądał wyjaśnień, z czego wynika znaczny wzrost zawieszonych postępowań. Uczestnicy spotkania snuli różne spekulacje i przedstawiali wymyślone na poczekaniu powody, bo nikt nie chciał wprost powiedzieć, że jest to po prostu skutek uboczny zamian w przepisach dotyczących przestępstw alimentacyjnych. Skądinąd korzystnych, którymi chwalili się Ministerstwo Sprawiedliwości wespół z prokuraturą, a skoro tak, to żadna łyżka dziegciu nie mogła zepsuć wspaniałej beczki miodu. Dla przeciwników bezwzględny – o czym świadczy delegowanie niepokornych prokuratorów do jednostek oddalonych o setki kilometrów od miejsca zamieszkania. Dla zwolenników szczodry. Na przykład dla Barbary Chrobak, dla której wystarał się u prezydenta o srebrny krzyż zasługi, aby ta mogła zostać członkiem komisji ds. pedofilii. Oczywiście nie chodziło tylko o intratną synekurę, lecz także o dostęp do informacji o sprawach, jakimi zajmować się będzie komisja. Zwłaszcza takich, w których można by się przyczepić do bierności prokuratury.

Zobacz kolejne miejsca:Ranking DGP: 50 najbardziej wpływowych prawników [Miejsca 50-41]Ranking DGP: 50 najbardziej wpływowych prawników [Miejsca 10-1]Ranking DGP: 50 najbardziej wpływowych prawników [Miejsca 10-1]