Gdy wprowadzano po roku 2015 rozwiązania ustawowe ograniczające niezależność sądów i niezawisłość sędziów m.in. poprzez polityczną uzurpację sposobu wyznaczania składu Krajowej Rady Sądownictwa, eliminację samorządu sędziowskiego z efektywnego wpływu na wybory prezesów sądów czy arbitralne wyłanianie składów sądów dyscyplinarnych przez ministra sprawiedliwości, a więc polityka, podnoszono w dyskursie publicznym wątpliwości, czy politycy wycofają się z zajętych obszarów przynależnych konstytucyjnie trzeciej władzy. Sytuacja związana z politycznym klinczem wokół powrotu do rozwiązania, zgodnie z którym to do sędziów należy prawo wyboru sędziowskiej części KRS, wskazuje, iż rację mieli ci, którzy w to wątpili. Politycy nie zamierzają się w tej kwestii samoograniczać, a w istniejący kryzys dotyczący wyboru nowego składu rady postanowili wciągnąć sędziów, by podzielić się z nimi odpowiedzialnością za brak woli zawarcia porozumienia ponad partyjnymi podziałami.
Całkowicie błędna teza
W artykule pt. „Wybór sędziów do KRS przez Sejm wpłynie na ocenę wadliwości powołań sędziowskich” (DGP z 26 lutego 2026 r.) prof. Maciej Gutowski i prof. Piotr Kardas dokonują analizy planu B na wybór przez Sejm sędziowskiej części KRS, by ostatecznie dojść do całkowicie błędnej tezy wskazanej w tytule ich tekstu.
W pierwszej części swej wypowiedzi autorzy wracają do zdawałoby się już dawno rozstrzygniętej kwestii, związanej z interpretacją art. 187 konstytucji. Wskazują na trzy możliwe warianty sposobu wyboru sędziowskiej części KRS. W pierwszym robią to wyłącznie sędziowie, co ma wynikać z art. 187 ust. 1 pkt 2 ustawy zasadniczej w brzmieniu: „piętnastu członków wybranych spośród sędziów”. Znamiennie i wymownie dla przyjętej przez autorów postawy w kryzysie praworządności określają tę interpretację mianem „radykalnej”. Druga wykładnia prowadzi do wniosku, że wzmiankowany przepis konstytucji statuuje wymóg ukształtowania w ustawie regulacji dotyczącej wyboru sędziowskich członków KRS w sposób gwarantujący reprezentatywność dla środowisk oraz niezależność od przesłanek politycznych. Zdaniem M. Gutowskiego i P. Kardasa w tym podejściu konstytucja nie wymaga, by ustawa przewidywała wybór wyłącznie przez sędziów. Chodzi o zapewnienie mechanizmu ustawowego gwarantującego reprezentatywność, właściwy poziom kompetencji i niezależność piętnastu przedstawicieli sędziów od wpływów politycznych i powstania więzów politycznej lojalności. Trzeci wariant, który, co warte podkreślenia, odrzucają autorzy, sprowadza się do wyboru sędziów do KRS wyłącznie przez polityków, który to wybór jest niczym nieskrępowany.
Odnosząc się do obowiązującej wciąż ustawy o KRS i wskazanego w niej sposobu wyboru sędziów do rady, prof. Gutowski i prof. Kardas stwierdzają, iż realizacja planu B, obejmującego przeprowadzenie „prawyborów” wśród sędziów, możliwa jest w zgodzie z zapisami ustawowymi tylko w drugim przedstawionym przez nich wariancie interpretacji art. 187 konstytucji. W ocenie autorów dla zastosowania obowiązującej ustawy o KRS w sposób nienaruszający standardu konstytucyjnego niezbędne jest zachowanie trzech warunków: 1) wyboru sędziowskich członków KRS winien dokonać Sejm; 2) uznania, iż prawybory wśród sędziów mają jedynie charakter pomocniczy – wskazujący na reprezentatywnych i kompetentnych kandydatów środowiska sędziowskiego; 3) zaakceptowania tego, iż Sejm może dokonać wyboru członków KRS spośród wszystkich kandydatów uczestniczących w wyborach, choć powinien uwzględnić wymóg adekwatnej środowiskowej reprezentacji.
Innymi słowy autorzy rekomendują przyjęcie, iż Sejm powinien móc dokonać wyboru sędziów do rady spośród wszystkich kandydatów, którzy w ogóle wzięli w nich udział, choć mógłby uwzględnić wynik tychże wyborów (fakultatywność). Powstaje zatem zasadne pytanie: czym sytuacja postulowana przez M. Gutowskiego i P. Kardasa różni się od tej, z którą mieliśmy do czynienia dotychczas, a która polegała na dowolnym wskazaniu w drodze politycznego namaszczenia przez izbę niższą 15 sędziów w latach 2018 i 2022? Jak zachować wymóg reprezentatywności i poparcia środowiska sędziowskiego, gdy Sejm będzie mógł, ale nie będzie musiał, kierować się wynikami „prawyborów”, dokonując wyboru spośród wszystkich kandydatów w nich startujących? W dzisiejszej ostro spolaryzowanej walce politycznej odwoływanie się do zdrowego rozsądku parlamentarzystów, ich poczucia odpowiedzialności za funkcjonowanie systemu prawa, zdolności do respektowania standardów konstytucyjnych jest nie tyle nierozsądne, co skrajnie naiwne, a przez to niebezpieczne.
Bez reprezentatywności
Wydaje się, iż autorom umknęło przede wszystkim to, że w obecnym stanie prawnym wystarczy zebrać jedynie 25 podpisów sędziów bądź 2000 podpisów obywateli, by stać się kandydatem do KRS. Co szczególnie istotne, ten sam sędzia i obywatel może złożyć swój podpis pod kandydaturą więcej niż jednego sędziego. A zatem teoretycznie 25 sędziów spośród przeszło 10 tys. może wystawić 10, 50, 100 i więcej kandydatów. I spośród nich wszystkich, jak chcą autorzy, Sejm miałby prawo wybrać sędziowskich członków KRS. O żadnej reprezentatywności środowiska nie może być w takiej sytuacji mowy. Bezsprzecznie tego rodzaju procedura nie miałaby nic wspólnego ze standardem konstytucyjnym wskazanym w art. 187 ustawy zasadniczej, będąc w istocie pozorną, fasadową, bowiem Sejm nadal dzierżyłby prawo dowolnego wyboru sędziów do rady.
Czym innym są natomiast słuszne wątpliwości co do sposobu przeprowadzenia samych „prawyborów” wśród sędziów. Zresztą charakterystyczne jest to, że zwolennicy ich organizacji skupieni w większościowych stowarzyszeniach sędziowskich oraz wokół ministra sprawiedliwości odeszli od tej nomenklatury, mówiąc od jakiegoś czasu jedynie o „opiniowaniu” kandydatów przez środowisko. Takie określenie występuje również w apelu prezesów sądów apelacyjnych z dnia 16 lutego 2026 r. Zorientowano się zapewne, że wybory, jeśli miałyby być powszechne, tajne i transparentne, wymagałyby stworzenia odpowiedniej procedury ich przeprowadzenia z uwzględnieniem unifikacji organizacji, w tym: kart do głosowania, zapewnienia kontroli liczenia głosów przez niezależny organ, stworzenia ścieżki zgłaszania ewentualnych protestów wyborczych i ich rozpoznania itp. Niestety już widać, że prawybory/opiniowanie zostaną zdominowane przez stowarzyszenia sędziowskie, które publikują od jakiegoś czasu listy swoich kandydatów. Brak możliwości przeprowadzenia wysłuchań publicznych kandydatów spowoduje, że o wyniku zadecydują daleko bardziej dyscyplina członków poszczególnych, częstokroć zantagonizowanych stowarzyszeń sędziowskich, niż obiektywne walory kandydatów.
Nieadekwatna sugestia
Omawiany artykuł duetu profesorskiego warto jednak doczytać do ostatniego zdania. Bowiem to właśnie tam ukryty jest niejako skutek postulowanego przez nich rozwiązania, polegającego w istocie na dowolnej elekcji sędziowskich członków KRS przez Sejm. Zdaniem M. Gutowskiego i P. Kardasa wybór właściwej drogi wyłonienia sędziowskiej piętnastki w KRS będzie miał znaczenie dla oceny stopnia wadliwości powołań sędziowskich oraz orzeczeń w przyszłości i może spowodować korektę części poglądów dotyczących konsekwencji wadliwych nominacji.
A przecież tak by było wyłącznie wówczas, gdyby przyjąć lansowaną właśnie przez autorów koncepcję wyboru dokonanego przez Sejm spośród wszystkich kandydatów biorących udział w „prawyborach” bez uwzględnienia ich wyników. Wówczas można by snuć analogie w stosunku do stricte politycznego wyboru dokonanego w latach 2018 i 2022, który zapoczątkował falę wadliwych nominacji neosędziów. Bezsprzecznie jednak wariantu, zgodnie z którym ścisłe kierowanie się przez Sejm głosem środowiska wyrażonym w „prawyborach”, który wybrzmiałby następnie w sejmowym głosowaniu nad składem sędziowskiej części KRS, nie można zrównywać z uzurpacyjną aktywnością Sejmu podczas wyłaniania składu rady ostatnich dwóch kadencji. Dlatego sugestia, iż miałoby to wpływ na ocenę bezprawności neonominacji, jest nieadekwatna, stanowiąc w istocie nadużycie. ©℗
(...) wariantu, zgodnie z którym ścisłe kierowanie się przez Sejm głosem środowiska wyrażonym w „prawyborach”, który wybrzmiałby następnie w sejmowym głosowaniu nad składem sędziowskiej części KRS, nie można zrównywać z uzurpacyjną aktywnością Sejmu podczas wyłaniania składu rady ostatnich dwóch kadencji