Opinia, że w sądach rodzinnych kobiety mają łatwiej, wydaje się powszechna. Przywołajmy zdanie kobiet, adwokatek. „Aby przyjąć, że gwarancji prawidłowego sprawowania pieczy nad dzieckiem nie daje matka, musi się ona niebywale nagimnastykować, np. popadając w niekontrolowany nałóg alba targając się przy dziecku na własne życie. Ojciec zaś, by wykazać, że nadaje się do równouprawnionego rodzicielstwa, powinien podjąć – bez cienia przesady – walkę z systemem. Gdy matce należy ponad wszelką wątpliwość udowodnić nieprawidłowości, ojciec musi wykazać ich brak, a domniemanie jego prawidłowego postępowania co do zasady nie istnieje” (mec. Joanna Parafianowicz „Prawo, a nie tylko dobro”, „Rzeczpospolita” z 4 września 2024 r.). „Tak naprawdę to ojcowie nie są brani w ogóle pod uwagę jako pierwszoplanowi rodzice w głowach sędziów (…). Z założenia jest tak, że matka (…) jest pierwszoplanowym rodzicem, a żeby ojciec był pierwszoplanowym rodzicem, to ta matka musi być chora psychicznie, musi być alkoholiczką, musi… nie wiem... jechać pod wpływem alkoholu z dzieckiem albo nie chcieć mieszkać z tym dzieckiem, albo być może wyjechała do kochanka do Australii” (mec. Eliza Kuna „Jak mężczyźni i kobiety podchodzą do rozwodów?” kanał „Podcast charyzmatyczny”). „Spokojnie mogę powiedzieć, że kobieta jest postrzegana od razu jako ofiara. Jest tak. I wystarczy jej oświadczenie, jej drobna histeria i najczęściej sądy dają wiarę. Oczywiście jest to też różnorako postrzegane przez różne sądy, w zakresie różnych apelacji, ale na pierwszy rzut oka faktycznie, pozycja kobiet jest na dzień dobry uprzywilejowana. To mogę powiedzieć stanowczo” (mec. Jolanta Molska-Jerin „Mężczyzna w sądzie. Prawniczka szczerze o rozwodach w Polsce” na kanale Musisz Wiedzieć).
Wpływ feminizacji zawodu sędziego?
Wymienia się różne przyczyny takich ocen, w tym feminizację zawodu sędziego rodzinnego. Sędzia Waldemar Żurek na konferencji na Uniwersytecie Warszawskim 27 października 2016 r. powiedział m.in.: „(…) często jest ten schemat, który widzimy w sądzie, matka przychodzi z pełnomocnikiem – adwokatem, są dwie ławniczki, pani sędzia i jeszcze pani protokolant. Jest feminizacja zawodu proszę państwa, i niestety tam, gdzie w sądach rodzinnych grają duże emocje, może dochodzić do przeniesienia tych emocji na rozstrzygnięcie, co nie powinno mieć w tym wypadku miejsca”. Na profilu „Wojciechowski & Stopa adwokaci” w jednym z portali społecznościowych czytamy: „Z punktu widzenia adwokata, jakby nie patrzeć, rzemieślnika, narzekanie na podwójny standard traktowania kobiet i mężczyzn w sądach rodzinnych jest stratą czasu. Podwójny standard istnieje. (…) Źródłem podwójnego standardu są trzy mity dotyczące kobiet – mity, które działają jak filtry percepcji, także u profesjonalistów (...) Pierwszy mit: kobiety są bardziej «w kontakcie» ze swoimi emocjami, lepiej rozumieją emocje. (…) Drugi mit: kobiety są strażniczkami więzi w związku. (…) I trzeci mit: sposobem na rozwiązanie konfliktów jest większa emocjonalna intensywność w związku. (…) W praktyce część sędziów-kobiet może mieć większą skłonność do traktowania kobiecej ekspresji emocjonalnej jako usprawiedliwienia kobiet i traktowania ich korzystniej, a część sędziów-mężczyzn może mieć większą skłonność do widzenia męskiej samokontroli jako dojrzałości. Ale równie prawdziwe jest to, że wielu sędziów-kobiet potrafi być bardzo surowych wobec stosowanych przez kobiety prób manipulacji emocjonalnej, a wielu sędziów-mężczyzn potrafi wchodzić w tradycyjny schemat «matka naturalnym opiekunem». Anna Krzyżanowska w publikacji DGP z 22 maja 2013 r. wskazuje: „Wymaga podkreślenia, że przyjęcie a priori, iż sędzia z powodu określonej płci będzie orzekał w określony sposób, przede wszystkim stanowi dyskryminację tegoż sędziego i jako takie jest absolutnie niedopuszczalne w demokratycznym państwie prawnym”. A zatem, czy możliwa jest analiza problemu źródeł opinii o sądach rodzinnych podjęta od innej, nieskażonej postrzeganiem płci, strony?
Sąd to system
W publikacjach „Konfliktowanie przez opiniowanie?” oraz „Co bada OZSS? Kompetencje rodziców czy odgrywane role” („Prawnik”, DGP z 18 listopada 2025 r. i z 9 grudnia 2025 r.) zastosowałem metodę odtwarzania postrzegania rzeczywistości sądu rodzinnego z jej odbicia w materiałach doradczych osób przygotowujących podsądnych do wystąpienia w realiach tego sądu czy opiniujących na jego rzecz. Idąc za Oliverem Wendellem Holmesem Jr.: prawem jest to, co robią sądy, i rozciągając realizm prawniczy na innych aktorów postępowania, można założyć, że o percepcji rzeczywistości sądowej powie nam sporo to, do czego podsądni się przygotowują lub na co prawnicy czy psychologowie sądowi zwracają im uwagę, w oparciu o własne doświadczenia. Dziś, na podstawie twierdzeń Magdaleny Bajsarowicz (prawnik i psycholog sądowy z kilkunastoletnim doświadczeniem) zawartych w filmie pt. „7 błędów rodziców w sądzie z narcyzem. Dlaczego prawda nie wystarcza” na jej kanale na platformie YouTube, przeanalizuję, jakie słabości może mieć mechanizm ustalania stanu faktycznego oraz jakie może to nieść skutki dla zachowań podsądnych oraz dla postrzegania tego sądu. Pani Bajsarowicz w ww. podkaście wskazuje: „Większość rodziców, którzy trafiają do sądu, trafia tam z jednym bardzo silnym przekonaniem. Z przekonaniem, że jeśli będą szczerzy, logiczni, prawdomówni, to sąd to zobaczy. Że jeśli opowiedzą, jak było naprawdę, pokażą swoje intencje, swoje emocje, swoją troskę o dziecko, to prawda się obroni. I to jest przekonanie, które w normalnych relacjach między ludźmi miałoby sens. Ale sąd nie jest normalną relacją. Sąd jest systemem”. Dalej wyjaśnia, że zdaniem wielu podsądnych wychodzących z sali z poczuciem niesprawiedliwości, iż decyzje sądu są nie takie, jak się spodziewali, szczególnie gdy po drugiej stronie jest osoba narcystyczna, a „narcyz bardzo często nie wygrywa, bo ma rację, wygrywa dlatego że lepiej rozumie mechanizm systemu”.
Specyfikę spraw z udziałem osób z cechami określanymi jako narcystyczne – bo nikogo tu nie diagnozujemy – podnoszą także niektórzy adwokaci w swoich podkastach. Wydaje się, że określeniem tym opisują w szczególności mężczyzn, którzy w sądzie wypadają lepiej niż ich przeciwniczki, a „narcyz” w tym kontekście to nie osoba z diagnozą konkretnego zaburzenia, lecz zdolna do skutecznej manipulacji stanem faktycznym lub jego percepcją w stopniu, który jest trudny do uchwycenia przez sąd. Co ułatwia powodzenie tak rozumianych „narcystycznych” narracji albo dlaczego sąd rodzinny może być na takie narracje podatny?
Konflikt narracji w sądzie?
Magdalena Bajsarowicz twierdzi: „Pierwsza rzecz, która bardzo często działa przeciwko rodzicom w sądzie, to ciągłe tłumaczenie się”. Wskazuje też, że to, co w życiu uchodzi za normalne odpieranie zarzutów przez osobę niesłusznie oskarżaną, w sądzie może uchodzić za nadmiar wyjaśnień interpretowany nie jako szczerość, lecz „brak kontroli nad emocjami, chaos wewnętrzny, trudność w trzymaniu granic”. Według niej narcyz zazwyczaj mówi spokojnie i bez dygresji, jednak nie wskazuje ona, czy może to wynikać z oderwania jego narracji od faktów, o których miałby lub chciałby pamiętać, bądź z przyjętego założenia atakowania kłamstwem. „Ty natomiast [dodaje pani Bajsarowicz – przyp. autora] mówisz długo, bo czujesz że musisz się obronić, bo czujesz że jeśli czegoś nie dopowiesz, to ktoś cię źle zrozumie”, a „sąd analizuje, kto wygląda na bardziej stabilnego, kto sprawia wrażenie opanowanego, kto trzyma ramę rozmowy”. Mimo że np. Sąd Rejonowy Lublin-Wschód w sprawie o sygn. akt VIII GC 1429/23 wskazał m.in.: „Przedstawianie przez stronę nieprawdziwych twierdzeń co do okoliczności sprawy stanowi nadużycie prawa procesowego”, pani Bajsarowicz wskazuje: „Każda twoja odpowiedź na kłamstwa utrwala je w dokumentach (…) Bardzo często sąd pamięta zarzut, a nie twoje tłumaczenie (…) narcyz dokładnie na to liczy. On rzuca zarzut nie po to, żeby był prawdziwy, rzuca zarzut po to, żebyś zaczęła się z nim mierzyć. Kiedy reagujesz na każde kłamstwo, jesteś cały czas w trybie gaszenia pożaru. Nie masz przestrzeni na budowanie własnej narracji”. Dlaczego jednak sąd miałby preferować narracje zamiast faktów?
Zdaniem pani Bajsarowicz: „Sąd nie działa na zasadzie: kto ma rację, ten wygrywa. Sąd działa na zasadzie kto potrafi swoją wersję udowodnić, kto potrafi ją powtarzalnie pokazać, kto potrafi ją ubrać w język systemu. Prawda bardzo często przegrywa z kłamstwem, które jest bardzo dobrze opakowane”. Czym jest „ubranie w język systemu”? Pani Bajsarowicz wskazuje: „(…) raz mówisz jedno, raz mówisz drugie, nie dlatego że kłamiesz, tylko że nie masz jednej osi, wokół której wszystko jest zbudowane. Narcyz bardzo często od pierwszego pisma trzyma jedną wersję wydarzeń, nawet jeśli ta wersja jest absurdalna, nawet jeśli jest sprzeczna z faktami, on ją powtarza, spokojnie, konsekwentnie. I co się dzieje w sądzie? Sąd zaczyna ją kojarzyć jako stałą narrację (…) W sądzie osoba, która reaguje, przegrywa z osobą, która prowadzi narrację”.
Czy w sądzie rodzinnym faktycznie mogą wygrywać narracje, zwłaszcza kłamliwe, a fakty nie mogą doczekać się poświęcenia im uwagi i analizy? Uznanie, że sąd rodzinny jest „pronarracyjny” byłoby zbyt proste.
Narcyz a kłamstwo przed sądem
W publikacji z 10 lutego 2025 r. na portalu Onet.pl, pt. „Poświęca się, ale manipuluje i rani bliskich. Psycholożka zdradza: po tym poznasz ukrytego narcyza” Dietgard Stein pisze: „Wiele osób myśli o narcyzie jako o aroganckim, męskim egocentryku, który szuka światła reflektorów, pokazuje wyższość i jest co najmniej nieprzyjemnie rzucający się w oczy ze względu na swoją ekstrawertyczną naturę i bezwstydne pragnienie uwagi. Ale jest też inna, mniej znana forma, która jest nie mniej złożona: ukryty narcyzm. Występuje on głównie u kobiet, co potwierdzają badania”. W publikacji „5 oznak, że masz do czynienia z niebezpieczną, narcystyczną kobietą” czytamy: „Chociaż szacuje się, że 75 proc. narcyzów to mężczyźni, coraz częściej mówi się, że liczba kobiet-narcyzek jest znacznie większa, niż można by przypuszczać”. Powtarzam, że nie oceniam, ile jest osób z zaburzeniem narcyzmu i jakiej są płci. W ogóle się tu do nich nie odnoszę. Pojęcie „narcyzmu”, jakie tu przywołuję i do jakiego się odnoszę, traktuję jako nazwanie swoistej zdolności do snucia nieprawdziwych narracji na tyle wiarygodnych lub percepcyjnie atrakcyjnych, że sąd rodzinny je przyjmuje. Nie oceniam, czy i ewentualnie która płeć w tym przoduje, choć istnieją opinie sugerujące potencjalnie niesymetryczność. Na przykład zdaniem dr. Tomasza Witkowskiego („Kłamcy patologiczni”, czasopismo „Niebieska Linia” 5/2004) „badania wykazały ponadto, że kobiety mają większą tendencję do rozmijania się z prawdą niż mężczyźni; łatwiej im to przychodzi”. Katarzyna Miller twierdzi: „Trzeba się nauczyć dobrze kłamać. Tylko kłamać w dobrej sprawie” (zapis live ze spotkania „Porozmawiajmy o wnętrzu”).
Profesor Zbigniew Lew-Starowicz powiedział w rozmowie z Ewą Podsiadły-Natorską: „Jeśli spojrzelibyśmy na osoby wiarołomne, którymi targają wyrzuty sumienia, to poczucie winy znajdziemy częściej u mężczyzn. Jest również u kobiet, ale rzadziej, bo u pań działa niebywała umiejętność uwalniania się od poczucia winy, usprawiedliwiania siebie i znajdywania innego winnego. Rzadziej spotykam kobiety, które by uprawiały samokrytykę, uznawały, że robią świństwo”.
Narcyz ukryty
To, że statystyczny mężczyzna podobno ma gorzej w sądzie rodzinnym, wiemy np. od cytowanych adwokatek. Ale dla niektórych kobiet zaskoczeniem może być, gdy ich przeciwnik, mężczyzna, często właśnie tzw. typ alfa, jest w prowadzeniu narcystycznej narracji po prostu lepszy od statystycznej kobiety. Czy w takiej sytuacji sędzia, zazwyczaj kobieta, jest immunizowana od podświadomej fascynacji mistrzowskim poziomem narcyzmu? Jeśli więc słyszymy narzekania niektórych kobiet, że mężczyzna ma w sądzie lepiej, zapytajmy: czy każdy? Czy może wysoki, przystojny, dobrze zarabiający, z wysoką pozycją bądź kłamiący tak dobrze, że nawet sędzia sądu rodzinnego, statystycznie kobieta, może złapać się na jego narrację? W publikacji Klaudii Łysiak „On by tego na pewno nie zrobił. Dlaczego ludzie bronią przystojnych przestępców?” czytamy: „Efekt aureoli może zatem prowadzić do przeceniania wskazówek heurystycznych w wydawaniu osądów. Prowadzi do niepokojącego wniosku, że nigdy nie możemy być całkowicie pewni, czy atrakcyjny przestępca został ukarany słusznie”. Jeśli tak może być w sądzie karnym, to dlaczego nie w rodzinnym? W publikacji Marka Domagalskiego „Płeć w sądzie nie jest bez znaczenia” czytamy: „Nie ma oczywiście dowodu, że płeć prawnika wpływa wprost na wynik sprawy i wyrok. Pewne jest natomiast, że wpływa na przebieg rozprawy, na zachowanie sędziów, a także na taktykę adwokatów. Jednym słowem uroda, aparycja i wdzięk, a więc i płeć mają znaczenie także w sądzie: raz większe, raz mniejsze. Adwokaci i sędziowie nie powinni o tym zapominać. (…) Adwokat Jacek Kondracki twierdzi, że uroda z całą pewnością odgrywa niebagatelną rolę w procesie sądowym. – Nie przypuszczam, by to miało wpływ na orzeczenia, wpływa jednak na sposób traktowania pełnomocników. Wobec przystojnego pełnomocnika sędzia kobieta zwykle jest uprzejma, miła, uśmiecha się, z kolei na bardzo ładną adwokatkę często reaguje alergicznie – dodaje mecenas Kondracki”.
Liczy się konkret czy narracja?
Na portalu społecznościowym w profilu „Kancelaria Adwokat Anna Gabrielczyk” 22 lutego 2026 r. pojawił się wpis, w którym czytamy: „Proces o dziecko z osobą o cechach narcystycznych – dlaczego to jedne z najtrudniejszych spraw rodzinnych? W sprawach o władzę rodzicielską i kontakty z dzieckiem coraz częściej problemem nie jest brak kompetencji wychowawczych. Problemem jest dynamika konfliktu. Szczególnie wtedy, gdy jedna ze stron przejawia nasilone cechy narcystyczne:…” Ale pojawił się także przekaz konstruowany odmiennie, może nawet w opozycji do opieranego na przestrzeganiu przed „narcyzem”. Na tym samym portalu, ale na profilu „Kancelaria Radcy Prawnego Klementyna Skolimowska” znajdujemy: „W internecie aż roi się od poradników w stylu: jak wygrać z narcyzem w sądzie, jak przeżyć rozwód z narcyzką, jak zdemaskować toksyka. Brzmi chwytliwie. Problem w tym, że w praktyce prawnej to często… bardzo myląca narracja”. I dalej możemy przeczytać m.in., że „W większości spraw każda ze stron ma swoją wersję historii”. Ale „To nie rozstrzyga sprawy. Rozstrzygają ją konkretne zdarzenia i dowody (…) Nawet jeśli ktoś jest trudny, konfliktowy, egocentryczny czy manipulujący – to nie jest kategoria prawna. W sądzie liczy się: – kto i jak przyczyniał się do rozpadu pożycia, – jakie były realne zachowania, a nie ich psychologiczne etykiety”. Ale czy zawsze i na pewno? Czy ewentualne budowanie rozstrzygnięcia sądu rodzinnego bardziej na opiniach biegłych i wywiadach kuratorów niż na faktach ustalanych na podstawie utrwalonych materialnie i weryfikowalnych niezależnie od dowolnej osoby dowodach (jak nagrania, zdjęcia, wydruki korespondencji itp.) sprzyja „atakowaniu kłamstwem” czy snuciu atrakcyjnych narracji? Jeśli w toku samego opiniowania psychologiczno-pedagogicznego nie stosuje się reguł kontradyktoryjności czy wymogów dowodzenia z k.p.c., druga strona nie ma prawa odnieść się do narracji pierwszej prezentowanej przed biegłym, często nawet nie wie, jaką narrację prezentuje pierwsza. Nie ma też praktycznie możliwości zidentyfikowania, w którym miejscu opinia oparta została na narracji, na czynniku wrażeniowym, subiektywnym (który zadziałał np. na etapie interpretacji i integracji danych). Czy diagnozowanie osobowości jako fundament opiniowania w OZSS odbywa się zawsze w oparciu o konkretne zachowania, stan faktyczny uprzednio ustalony przez sąd czy może często o wyniki użycia tzw. narzędzi diagnostycznych, np. testów? Podobnie sprawozdanie z wywiadu kuratora może niekiedy stanowić „podniesienie do rangi dowodu” wyłącznie narracji strony. Oba te środki mogą być więc idealnym narzędziem dla autoprezentacji tzw. narcyza.
Narracje w badaniu
W podkaście „Jak narcyz manipuluje w OZSS” M. Bajsarowicz twierdzi: „Dla narcyza badanie w OZSS jest kolejnym miejscem, w którym może potwierdzić swoją skuteczność lub zebrać pochwały (…) Wie, że jeśli zachowa chłodny ton i pokaże pozorną współpracę, może zbudować wizerunek bardziej kompetentnego rodzica. (…) W gabinecie pokazuje dokładnie to, co chce, aby biegli zobaczyli (…), jeśli wyczuje że lepiej być ofiarą, po prostu nią będzie…”. Wskazuje także, jak generowane jest złudzenie „konfliktu”, mimo że to jedna ze stron go tworzy, a druga się broni; „biegli widzą, że konflikt ma dwie strony, tworząc wrażenie symetrii tam, gdzie jej nie ma (…) Narcyz wie, że badanie nie polega na przesłuchaniu, lecz na ocenie kompetencji rodzicielskich. Dlatego wykorzystuje półprawdy do stworzenia konstrukcji pozornie spójnej, która ma uśpić czujność biegłych. (…) Mechanizm jest prosty. Jeśli dać wystarczająco dużo półprawd, pełna prawda staje się trudna do dostrzeżenia (…)”. Dalej wskazuje m.in., że „narcyz” „patrzy w taki sposób, by wywołać określony stan u drugiego rodzica. Lekki uśmiech, wyższości, chłodne spojrzenie sygnalizujące kontrolę, długie zawiedzenie wzroku, którego biegli nie zauważą ale które osoba skrzywdzona rozpoznaje natychmiast”. Na marginesie – czy to kolejne argumenty dla ograniczania opierania rozstrzygnięć sądów rodzinnych na dowodach z opinii kosztem dowodów, faktów?
W internecie znajdziemy mnóstwo podkastów poświęconych temu, jak wygrać z „narcyzem” w sądzie rodzinnym, jak postępować, gdy jest po drugiej stronie, z sugestią, że raczej chodzi o mężczyznę. Tak jakby ta szczególna kategoria niefachowej diagnozy polegała na wskazaniu: uważaj, bo to może wyjątek od „reguły”, bo tu tzw. narcystyczny mężczyzna narracyjnie pokonuje statystyczną kobietę. Ale gdyby przyjąć takie założenie czy hipotezy tu przywołane, to może to nie tak, że w sądach rodzinnych wygrywają kobiety? Może wygrywają (snujący percepcyjnie atrakcyjne, lekkie i przyjemne – bo bez nadmiaru faktów, plastyczne w opiniowaniu czy wpisujące się w jakiś schemat narracje) „narcyzi”? Jeśli wiele z nich to kobiety, to może pokonują one narracyjnie „słabo-narcystycznych” mężczyzn bazujących na faktach zbyt mało atrakcyjnych, by porwać narracyjnie już nie tylko kobietę, która się z nimi rozwodzi, lecz także każdą inną na sali? Zaś mężczyźni atrakcyjni, z narcystycznym rysem silniejszym niż statystyczna kobieta, może nadal na swój sposób urzekają niektóre kobiety na sali? Nawet te, które ewentualnie właśnie porzucili. A to, że jedna z nich sądzi? Trudno, co zrobić. ©℗