Banki opierają dużą część swojej działalności na stawkach referencyjnych. Dla nich podważenie WIBOR-u, najważniejszej ze stawek, byłoby końcem świata. Bez żadnej przesady.

Prawie rok temu odbyło się seminarium, w trakcie którego ekonomiści (uczelniani) prezentowali wyliczenia kosztów zakwestionowania WIBOR-u. Przedstawiono kilka scenariuszy. Koszt najmniej bolesnego dla banków wyceniono na… 130 mld zł. A to i tak więcej niż kosztowały banki „franki”. Ten „łagodny scenariusz” mówi o „odwiborowaniu” wszystkich aktywnych umów zawartych od 2011 r. – czyli o sytuacji, w której sądy zdecydowałyby, że odsetkową część rat stanowiłaby tylko marża kredytowa z umowy.

Jest też kilka scenariuszy pośrednich, a najdalej idący – unieważnienie zarówno aktywnych, jak i spłaconych hipotek i kredytów konsumpcyjnych, w których wykorzystywany był WIBOR – mówi o koszcie sięgającym 450 mld zł (same odsetki, do tego można doliczyć nieco ponad 30 mld zł prowizji).

Wyczerpany potencjał spraw frankowych. Prawnicy szukają nowych źródeł

Naprzeciw banku stoją prawnicy, którym wyczerpuje się potencjał spraw frankowych. Potrzebują nowego źródła przychodów. Jest więc całkowicie zrozumiałe, że próbują go szukać tam, gdzie „udokumentowane złoża” – by użyć sformułowania bliższego geologii – wydają się największe. Wszystko sprowadza się do tego, czy będzie łatwo się do nich dobrać.

Oczywiście interesariuszy kwestii WIBOR-u jest więcej. Nie zapominamy o klientach, bo przecież to oni spłacają te kredyty. Nad tym, czy stawka jest skonstruowana prawidłowo, nie zastanawiali się w drugiej połowie poprzedniej dekady, gdy przez długi czas WIBOR wynosił 1,7 proc. (a podstawowa stopa NBP 1,5 proc.), ani w pierwszym okresie po wybuchu pandemii, gdy stopa NBP spadła do 0,1 proc., a WIBOR wynosił 0,2 proc. Dopiero wzrost w okolice 7 proc. i wyżej, związany z podwyżkami stóp oficjalnych, dokonywanymi przez Radę Polityki Pieniężnej w rozpaczliwej walce o zahamowanie inflacji, doprowadził do refleksji, że „coś może być nie tak”.

ikona lupy />
Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe

Jednolite stanowisko instytucji bezpieczeństwa finansowego ws. WIBOR-u

Nie zapominajmy i o państwie, czy też – określając to w nieco bardziej skomplikowany sposób – instytucjach sieci bezpieczeństwa finansowego. Żadnej z nich nie zależy na wywróceniu sektora finansowego, który – na tle innych krajów – cieszy się całkiem przyzwoitą stabilnością. To jeden z powodów, dla których słyszymy z ich strony jednogłośne zapewnienia, że do WIBOR-u nie powinno być zastrzeżeń. Inaczej niż w sprawie franków, gdzie tego wspólnego głosu nie było. Jednolite stanowisko w sprawie WIBOR-u rzecz jasna nie oznacza, że każda umowa spełnia wszystkie wymogi i że każdy klient był poinformowany o ryzyku, że stopy procentowe (i raty) mogą wzrosnąć. Choć taką wiedzę każdy powinien wynieść ze szkoły.

Szanse (dla banków – ryzyko), że w czwartek WIBOR zostanie zakwestionowany, są minimalne. Wskazuje na to poprzedzająca werdykt TSUE opinia rzecznika generalnego. To jednak nie znaczy, że w czwartek TSUE zakończy całą sprawę. Wyrok zgodny z opinią rzecznika nie sprawi, że nie będzie więcej prób podważania WIBOR-u. Gdyby zaś sędziowie okazali się bardziej radykalni (prokonsumenccy) niż rzecznik, byłby to sygnał do startu „wojny z WIBOR-em” na dużą skalę.