25 mln internautów, udział teleinformatyki w PKB na poziomie 8 proc., 430 tys. zatrudnionych w branży i 32 mld zł wydane w ramach e-handlu. Internet to nie zabawka.
Ćwierć wieku polskiego iternetu / Dziennik Gazeta Prawna
Włodzimierz Schmidt, prezes Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska. / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Wszystko zaczęło się 17 sierpnia 1991 r. Gdy z Polski wychodził pierwszy e-mail, mało kto przewidywał, jak wielką rolę zacznie odgrywać internet. Gdy opisywałam 18. i 20. urodziny polskiej sieci, teksty zaczynały się od wspomnień jej ojca, choć on sam się do ojcostwa nie poczuwa. Rafał Pietrak, pracownik Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, który „wysłał pierwszy e-mail z Polski”, tak naprawdę po prostu połączył kable, dzięki czemu UW nawiązał kontakt z Uniwersytetem Kopenhaskim.

Reklama
Oczywiście już wcześniej trwały prace i próby połączenia się z globalną siecią WWW. Ale niespecjalnie miały szanse na powodzenie w kraju, w którym średni czas oczekiwania na podłączenie telefoniczne mieszkania wynosił 25 lat, a legalny dostęp do internetu blokowało technologiczne embargo nałożone przez Zachód na kraje bloku wschodniego. – Uwolnienie rynku nie oznaczało jednak od razu internetowego boomu. Na początku internet był domeną naukowców. W 1990 r. zostaliśmy członkiem Europejskiej Sieci Akademickiej i Badawczej. Tuż po tym połączeniu za zgodą CERN oraz Ministerstwa Łączności doszło do stworzenia pierwszego łącza dla Instytutu Fizyki Jądrowej w Krakowie. I to tam we wrześniu 1990 r. trafił przychodzący e-mail. Czasem więc i ta data bywa podawana jako urodziny polskiej sieci.
Numer 0 20 21 22
Mniejsza jednak o datę. Ważniejsze dla tego, jak dziś wygląda społeczeństwo informacyjne i gospodarka cyfrowa, były dni, gdy pod strzechy zaczęli sprowadzać internet jak najbardziej kapitalistycznie nastawieni gracze. Prezes Google Polska Artur Waliszewski, zapytany o momenty przełomowe dla polskiego internetu, nie ma wątpliwości. – Rok 1996, gdy Telekomunikacja Polska uruchomiła osławiony numer 0 20 21 22, czyli podłączenie do internetu za pomocą modemu i linii telefonicznej. Wcześniej internet był właściwie tylko akademicki. Tylko na uczelniach – po zapisaniu się na listę i oczekiwaniu – przez pół godziny można było z niego skorzystać – opowiada Waliszewski.
Równolegle z uruchomieniem połączenia komercyjnego zaczęły mieć sens pierwsze usługi dla internautów. Już od 1995 r. w Warszawie działał Polbox, który zarabiał na podłączaniu ludzi i firm do sieci. Pod koniec 1995 r. w Polsce było już 500 tys. internautów. Po dołączeniu Telekomunikacji Polskiej zaczyna się prawdziwy ruch w interesie. Na początku 1996 r. Polbox udostępnił pierwsze darmowe konta poczty elektronicznej. – To było wydarzenie, którym wyprzedziliśmy świat. Były już wtedy darmowe konta mailowe, np. od Yahoo, ale miały interfejs webowy, a więc były połączone z wysyłką reklam. Polbox dał ludziom pocztę za darmo, i to nie w technologii webmail, czyli można było z niej korzystać nawet bez ciągłego podłączenia do internetu – opowiada Waliszewski, który w tym czasie zaczął pracę dla jednego z pierwszych portali, czyli Onetu, stworzonego na bazie potencjału Optimusa Romana Kluski.
Ten nowatorski projekt nie był jednak pierwszym takim serwisem. Już w 1995 r. na Politechnice Gdańskiej czterech młodych naukowców stworzyło coś na kształt katalogu z ciekawymi adresami internetowymi. Gdy zebrali ich kilkaset, postanowili je uporządkować. I tak powstała Wirtualna Polska. Po kilku miesiącach od startu serwis notował prawie 10 tys. wejść dziennie.
To właśnie jej sukces skłonił Kluskę do budowy OptimusNet, czyli Onetu. I właśnie jego udział pozwolił na znacznie szybszy rozwój niż w przypadku WP. Ta odbiła dopiero w 1997 r., gdy dołączył do niej biznesmen Maciej Grabski, który zainwestował w portal sporą jak na tamte czasy sumę 100 tys. zł.
Portale tematyczne
W Warszawie w 1999 r. trzech studentów SGH założyło firmę oferującą system kont e-mailowych wraz z dodatkowymi usługami, czyli O2.pl. Kilka miesięcy później w sieć postanowiły zainwestować także RMF FM i Comarch, które wspólnie utworzyły Interię.pl. Śladem światowego boomu dotcomowego i u nas nastąpił wysyp kolejnych portali. W maju 2000 r. ruszyła Arena.pl, wsparta ogromną kampanią reklamową z udziałem Kayah. Na start serwisu wydano 4 mln dol. Równolegle pojawił się Ahoj.pl i już na początek zatrudnił w redakcji 80 osób. Poland.com ledwie wystartował, a już zapowiadał, że zamierza wejść na Nasdaq. W ciągu kilku miesięcy powstają jeszcze Gazeta.pl, Yoyo.pl, Hoga.pl i dziesiątki portali tematycznych.
Wciąż przybywało internautów, choć wcale nie szły za nimi ogromne pieniądze. Reklama w internecie to wtedy wciąż raczej ciekawostka niż poważna inwestycja. – Przełomowe w sensie biznesowym było wymyślenie reklamowych mailingów. Przede wszystkim pozwalało to na promowanie innych usług portali i szybkie budowanie ich oglądalności. To m.in. dlatego sukces odniosły te portale, które wcześnie zdołały zbudować mocną pocztę z dużą liczbą użytkowników. Zamiast inwestować w nieskuteczne kampanie z Kayah w telewizji, wysyłały zgrabny mailing i skutecznie pozyskiwały użytkowników na inne usługi – wspomina Waliszewski.
Rozdmuchana bańka dotcomowa pęka z wielkim hukiem. Padły Ahoj.pl, Arena.pl, Yoyo.pl i Poland.com. Ale internetowy biznes wcale się nie poddał. – Polska pozostawała poza orbitą zainteresowania największych dostawców usług i wydawców internetowych. W efekcie zaczęły powstawać nasze własne usługi, które odniosły spore sukcesy. Mam na myśli głównie komunikator Gadu-Gadu i platformę Allegro, ale także polską bankowość elektroniczną – mówi nam Krzysztof Zieliński, ekspert Gemiusa. Początek XXI w. to moment wysypu przyszłych potentatów e-biznesu. 1 kwietnia 2000 r. ruszyła księgarnia Merlin.pl, w sierpniu 2000 r. Łukasz Fołtyn odpalił Gadu-Gadu, a 13 grudnia mieszkający w Poznaniu Holender Arjan Bakker we współpracy z programistą Tomaszem Dudziakiem stworzył portal aukcyjny Allegro.pl.
Gospodarka internetowa
Niemalże w tym samym czasie, bo w styczniu 2001 r., Telekomunikacja Polska uruchomiła Neostradę umożliwiającą stały dostęp do sieci przez linię telefoniczną. W sieci tłumnie pojawiają się młodzi ludzie. To oni stali się pierwszymi klientami pojawiających się coraz odważniej e-sklepów, które w 2001 r. notują 108 mln zł obrotów. Ruch jest już na tyle poważny, że Allegro wprowadziło prowizje od transakcji, a Empik zdecydował się otworzyć e-sklep. Po raz pierwszy zaczęto u nas mówić o gospodarce internetowej. W 2002 r. uchwalono ustawę regulującą handel w sieci.
Wraz z wirtualnymi wydatkami pojawia się pomysł, by nimi także wirtualnie zarządzać. Już pod koniec lat 90. pojawiły się pierwsze nieśmiałe eksperymenty z bankowością internetową. Ale dopiero mBank w 2000 r. dokonał rewolucji. Sławomir Lachowski, wiceprezes BRE Banku, przekonał zarząd, że warto spróbować takiej nowości. Nie było łatwo, bo Polacy nawet tradycyjnych kont mieli znacznie mniej niż mieszkańcy Zachodu. Szybko jednak niedowiarkom opadły szczęki: już w rok po debiucie mBank miał ponad 100 tys. kont, na których było w sumie 1 mld zł oszczędności. Efekt: w 2001 r. niemal wszystkie banki oferują internetową obsługę kont, a pod koniec 2002 r. jest 1,8 mln e-klientów.
Kolejnym krokiem milowym był 2006 r. i powstanie Naszej Klasy. Nie ma co się z wyższością uśmiechać, wiedząc dekadę później, że ten serwis społecznościowy nie przetrwał próby czasu i konkurencji ze strony Facebooka. Jego rewolucyjność polegała na tym, że dzięki Naszej Klasie polski internet niespodziewanie wciągnął pokolenie 40-, 50-, a nawet 60-latków. Bo choć w 2006 r. z internetu korzystał już jeden na trzech Polaków, to większość z nich nie skończyła 35. roku życia. Nasza Klasa, działająca na sentymencie do czasów szkolnych, w ciągu trzech lat zdobyła rekordową liczbę ponad 10 mln kont. Choć jej popularność stała się równocześnie początkiem końca, to starsi – raz zachęceni do internetu – już w nim zostali. W 2011 r. na 20. urodziny polskiego internetu korzystało z niego już 18 mln Polaków, z czego ponad 3,5 mln w wersji mobilnej.
Po apelach firm z branży internetowej i telekomunikacyjnej, niezadowolonych z niedostrzegania potencjału tego sektora, w 2011 r. zostało powołane specjalne ministerstwo ds. cyfryzacji. I szybko miało się czym zająć, bo polski internauta w grudniu dobitnie pokazał, że trzeba się z nim liczyć. Gdy okazało się, że polski rząd negocjował warunki podpisania międzynarodowego układu ACTA wprowadzającego silniejszą kontrolę nad internetem, zaczęły się pierwsze protesty w obronie sieciowej wolności. Na ulice mimo mrozu wychodzą tysiące ludzi, a rządowe strony internetowe padają pod naporem cyberataków.
Sieci szerokopasmowe
Ale nawet resort ds. cyfryzacji nie wystarcza, by w pędzącym peletonie światowej informatyzacji nie uciekała nam czołówka wyścigu. Owszem, za unijne dotacje budują się sieci szerokopasmowe, ale wciąż mamy ich znacznie mniej niż średnia unijna. W najnowszym rankingu DESI 2016, czyli w indeksie gospodarki cyfrowej i społeczeństwa cyfrowego, Polska uplasowała się dopiero na 22. miejscu.
– Ostatnie lata to coraz większe umasowienie sieci, coraz większa dostępność, także ze względu na spadek ceny sprzętu oraz – od czasu pojawienia się pierwszego iPhone’a – coraz powszechniejsze korzystanie mobilne – ocenia Zieliński.
– Tu może nie ma wielkich dokonań, jak w przypadku Allegro czy Gadu-Gadu, które były przykładem naszej samodzielności w dziedzinie gospodarki cyfrowej, ale za to mamy coraz bardziej zaawansowane społeczeństwo informacyjne, które niczym nie różni się od globalnego. Konsumujemy, wydajemy pieniądze, szukamy informacji i rozrywki, ale i sami współtworzymy sieć – podsumowuje nasz rozmówca.
Rozdmuchana bańka dotcomowa pęka z wielkim hukiem. Padły Ahoj.pl, Arena.pl, Yoyo.pl i Poland.com. Ale internetowy biznes wcale się nie poddał.
ROZMOWA
Tylko wędkarstwo oprze się cyfryzacji
Internet funkcjonuje w Polsce już od ćwierć wieku. Ale czy my staliśmy się już gospodarką cyfrową i społeczeństwem informacyjnym?
Oczywiście. Wprawdzie mamy jeszcze sporo do zrobienia w kwestiach edukacyjnych, przede wszystkim w stosunku do przedsiębiorstw, które w porównaniu z tym, jak funkcjonuje biznes w Europie czy Stanach Zjednoczonych, są na tym polu za mało aktywne. Niewystarczająco często promują się i sprzedają za pomocą sieci. Ale internet jest już powszechny w naszym życiu. Przełomowe okazało się wprowadzenie sieci bezprzewodowych, telefonii komórkowej trzeciej generacji oraz smartfonizacja. W ciągu kilku lat nastąpiła prawdziwa rewolucja w tym, jak często, jak długo i do czego korzystamy z internetu. Drastycznie zwiększyła się konsumpcja treści wideo, a zamiast wchodzić do internetu, jesteśmy w nim praktycznie cały czas.
Dziś już nikt nie mówi o surfowaniu w internecie, bo właściwie nie mamy już do czynienia z procesem specjalnego włączania, logowania się. Jak to będzie wyglądało za pięć lat? Będziemy już wszyscy permanentnie podłączeni?
Chciałbym wiedzieć, jak to będzie wyglądało po 2020 r. Zmiany zachodzą dziś z taką dynamiką, że te 5 lat jest niemalże jak 25. Jedno jest pewne. Problemem nie będzie sam dostęp do sieci, bo ten jest sukcesywnie powiększany, a raczej to, czy będą w niej treści na tyle wartościowe i potrzebne, by zachęcić wszystkich do korzystania. Bo choć dziś możemy mówić o sieci jako powszechnej usłudze, to wciąż jeszcze pozostało sporo zadań, które można by do cyfrowego świata wprowadzić. Analizy mówią, że to już tylko kwestia kilku lat, by procesy komunikacyjne w 80 proc. przenieść w sferę wirtualną. Bardzo pozytywnym zjawiskiem jest to, że widzi to nasz obecny rząd i ma już konkretne plany aktywnego wciągania do tych procesów administracji i przedsiębiorców.
Są jakieś dziedziny gospodarki, które oprą się cyfryzacji?
Może wędkarstwo. Żartuję. Fizyczne aspekty pracy czy rozrywki zostaną, tylko zmieni się ich otoczenie, sposób zarządzania, dostępu do informacji. W Dubaju są już testowane autonomiczne, zrobotyzowane samochody. A przykład z szałem na Pokemon Go pokazuje, jak VR, rozszerzona rzeczywistość czy raczej w tym wypadku taka mix reality, może się szybko przyjąć w naszym życiu, jeżeli tylko zostaną stworzone do tego warunki i zostanie zaoferowany interesujący produkt. I w Polsce jesteśmy na to gotowi tak samo jak i internauci w innych krajach.