„Istnieje ryzyko, że działanie istotnych dla funkcjonowania państwa systemów teleinformatycznych zostanie zakłócone, a znajdujące się w nich dane trafią w niepowołane ręce” – alarmowała w poniedziałek Najwyższa Izba Kontroli w najnowszym raporcie dotyczącym bezpieczeństwa systemów państwowych.
Ale wnioskami raczej nikogo nie zaskoczyła. Nie od dziś wiadomo, że cyberbezpieczeństwo naszego kraju wisi na włosku. NIK mówiła o tym już w czerwcu ubiegłego roku. Ale teraz dolała oliwy do ognia, bo czerwona kartka dla resortu spraw wewnętrznych, który nie jest w stanie zidentyfikować skierowanych wobec niego cyberataków i odpowiednio na nie zareagować, pokazuje tylko, w jakim krytycznym momencie jako państwo się znajdujemy. A takich ataków jest coraz więcej. Tylko w 2015 r. łącznie od firm i administracji publicznej było 200 milionów zgłoszeń, a wśród nich ok. 1500 wymagających specjalnych działań!
W perspektywie mamy jednak „Strategię dla Cyberbezpieczeństwa”. Ostateczny jej kształt minister cyfryzacji Anna Streżyńska ma przedstawić w czerwcu, ale gen. bryg. Włodzimierz Nowak, doradca w Ministerstwie Cyfryzacji, zdradził na wtorkowej konferencji, że wraz z jej wdrożeniem ma powstać narodowy system wczesnego ostrzegania przed incydentami sieciowymi, na poziomie wojewodów powstaną zespoły do ochrony sieci samorządów, a służby odpowiedzialne za cyberbezpieczeństwo będą pracować 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Ustawa o cyberbezpieczeństwie – tak jak zapowiadała minister Streżyńska – wejdzie w życie do końca tego roku, a kompleksowy system – tzw. klaster bezpieczeństwa – zostanie zbudowany w ciągu 3–4 lat.