W internecie jak w rodzinie – nic nie ginie. Ale niewygodne informacje można ukryć.
Sprawdziliśmy Państwa zgłoszenie. Na chwilę obecną zdecydowaliśmy się nie podejmować żadnych działań” – taka odpowiedź z polskiego oddziału Google przyszła już po pięciu dniach od wysłania oficjalnego wniosku o wykasowanie linków do kilku zdjęć. Podjęłam taką próbę, posiłkując się wyrokiem unijnego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, który nakazał firmie usuwanie z wyników wyszukiwania „nieistotnych lub nieaktualnych” informacji na temat osób, które o to poproszą.
Wydawało się, że orzeczenie TS będzie przełomem w podejściu do prywatności internautów, że wreszcie z sieci znikną wyzwiska, stare negatywne komentarze czy karykaturalne zdjęcia. Ledwie wyrok wszedł w życie, a Google został wręcz zasypany wnioskami o wykasowanie danych. Szef firmy Larry Page podał, że do końca czerwca do firmy wpłynęło ponad 110 tys. takich podań (ponad 1,6 tys. z Polski).