Rośnie popyt na lokale o podwyższonym standardzie. Spółki deweloperskie chcą wykorzystać ten trend, choć nie będzie im łatwo, bo brakuje odpowiednich gruntów
O zwiększeniu oferty mieszkań o podwyższonym standardzie mówi m.in. Polnord. Chodzi o lokale z cenami o 10–20 proc. wyższymi niż ceny tych w segmencie lokali popularnych. Teraz ta część oferty Polnordu to ok. 300 mieszkań. W tym roku firma zamierza ją niemal podwoić.
Reklama
– To odpowiedź na zapotrzebowanie rynku, głównie w metropolii warszawskiej i trójmiejskiej – zapowiada Tomasz Sznajder, wiceprezes Polnordu.

Reklama
Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że średnia cena transakcyjna nowych lokali w stolicy w drugiej połowie 2014 r. wynosiła ok. 7,3 tys. zł, a w Gdańsku i Gdyni niecałe 5,8 tys. zł.
Ronson chce ruszyć ze sprzedażą nowej inwestycji w Warszawie, w sumie na ponad 300 mieszkań, których ceny będą zaczynały się od 10 tys. zł/mkw. – Na rynku brakuje lokali dla dobrze zarabiających osób, które poszukują swojego drugiego lub nawet trzeciego mieszkania, w większych metrażach, sięgających 80–120 mkw. w dobrych lokalizacjach, niekoniecznie w ścisłym centrum, ale też nie na obrzeżach – wskazuje Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży i marketingu firmy.
Dodatkowe warunki, jakie powinny spełniać lokale o podwyższonym standardzie, to wyższa jakość wykończenia samego lokalu i części wspólnych niż w segmencie popularnym, m.in. przez użycie lepszych i droższych materiałów wykończeniowych, np. kamienia. Same lokale zwykle są też wyższe i przestronniejsze niż w przeciętnych mieszkaniach. Najlepsze miejsca do budowy takich inwestycji to dzielnice niezbyt oddalone od centrum, szczególnie ich najmodniejsze, najbardziej popularne części.
Wrocławski i2Development nastawia się wręcz wyłącznie na mieszkania w segmencie o podwyższonym standardzie. – Dzięki temu, że jesteśmy właścicielem firmy wykonawczej i mamy własny zespół architektów, możemy te mieszkania oferować w cenach segmentu popularnego, czyli 5–8 tys. zł/mkw. W kolejnych latach ten przedział się zmieni. Apartamenty w sztandarowej inwestycji, która powstanie w miejscu byłego szpitala im. Babińskiego, mogą osiągać ceny do 16 tys. zł/mkw. – mówi Marcin Misztal, wiceprezes spółki. Do końca 2017 r. firma zamierza oddać do użytku ok. 1,2 tys. lokali. Średnia cena transakcyjna metra kwadratowego nowego lokalu w stolicy Dolnego Śląska wynosiła w 2014 r. 5,8–5,9 tys. zł.
Według firmy doradczej Reas w sześciu największych aglomeracjach mieszkania w podwyższonym standardzie miały wysoki, 20-procentowy udział w sprzedaży deweloperów. Rosnąca sprzedaż zbiegła się ze spadkiem liczby lokali w ofercie, np. w Warszawie było to 8 tys. lokali na koniec 2012 r. i ok. 3 tys. na koniec 2014 r. W tym czasie w stolicy nabywców znalazło ok. 9,1 tys. mieszkań o podwyższonym standardzie. Zakupom sprzyjały spadek cen oraz wydarzenia zniechęcające do oszczędzania, czyli spadek stóp procentowych, oraz niepewność związana z innymi formami lokowania kapitału, np. na giełdzie.
– Teraz, aby sprostać oczekiwaniom tej grupy klientów, deweloperzy muszą ofertę odbudować. Można powiedzieć, że w pewniej mierze przegapili rosnący popyt w tym segmencie w latach 2013–2014 – wskazuje Katarzyna Kuniewicz z Reasa. O tym, czy to ruch w dobrą stronę, woli jednak teraz nie przesądzać, bo decyzje firm o mocniejszym wejściu w ten rynek opierają się na danych sprzedażowych z poprzednich lat. – Nie wiemy, jak duża jest jeszcze grupa osób, które na mieszkania w podwyższonym standardzie mogą sobie pozwolić i ile z nich faktycznie podejmie taką decyzję – tłumaczy.
Deweloperzy zapowiadają, że chętnie budowaliby jeszcze więcej mieszkań o 10–30 proc. droższych niż w segmencie popularnym. Na przeszkodzie stoi jednak dostępność gruntów. W miastach brakuje działek pod takie inwestycje, których sytuacja prawna i administracyjna pozwalałaby na szybkie rozpoczęcie budowy.
– W szczególnie trudnej sytuacji jest Warszawa, która poza niską dostępnością działek między ścisłym centrum a obrzeżami ma problem z roszczeniami dawnych właścicieli lub ich różnego rodzaju reprezentantów – dodaje Emil Domeracki z agencji Colliers International.
– Wyjściem są działki z odzysku, czyli kupowane z budynkiem do wyburzenia – mówi Jarosław Szanajca, prezes Dom Development. Takie rozwiązania zwiększają jednak koszty.