Trzecia Droga i Koalicja Obywatelska deklarowały w czasie kampanii wyborczej do parlamentu korektę czy wręcz odwrócenie zmian w składce zdrowotnej dla przedsiębiorców, wprowadzonych przez Prawo i Sprawiedliwość w ramach Polskiego Ładu.

Pracują nad tym wspólnie resorty finansów i zdrowia, ale propozycje płyną z różnych środowisk. Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) przygotowała projekt, który idzie dużo dalej, bo łączy zmiany w składce zdrowotnej i w składkach na ubezpieczenia społeczne.

Lepiej całościowo

Zdaniem Łukasza Kozłowskiego, autora pomysłu, korekta Polskiego Ładu punkt po punkcie będzie generowała kłopoty w różnych miejscach, dlatego lepiej zmienić system całościowo. Największa wada obecnego polega na tym, że choć relatywnie łączne obciążenia przedsiębiorców są niższe niż w przypadku pracowników, to jednak ich struktura jest gorsza. Płacą oni ryczałtowe składki na ubezpieczenia społeczne, za to jeśli chodzi o tych opodatkowanych skalą czy liniowo, to podatki i składkę zdrowotną płacą proporcjonalnie do dochodu. Czyli nawet ci zarabiający kilkaset tysięcy złotych czy więcej płacą składki na emerytury, które gwarantują im jedynie świadczenie w okolicy minimalnego, tymczasem płacona przez nich składka zdrowotna może być wielokrotnie większa niż emerytalna czy rentowa. A to i tak nie ma żadnego wpływu na ich dostęp do ochrony zdrowia.

Zmiana pozwoliłaby nie wprowadzać urlopu od składek ZUS

Autor koncepcji nie proponuje wcale, by powstały dla nich jakieś przywileje w ochronie zdrowia, ale uważa, że należy wprowadzić kompleksowe rozwiązanie, które będzie dotyczyło ubezpieczenia zdrowotnego i społecznego oraz podatku dochodowego. – Wprowadzona przez Polski Ład proporcjonalność składki wobec dochodu nie jest co do zasady zła, natomiast błędem było, że skupiała się na składce zdrowotnej i zaburzyła proporcje między nią a innymi obciążeniami, które ponoszą przedsiębiorcy – mówi Łukasz Kozłowski w podkaście DGP „Z drugiej strony”.

Minimalna i maksymalna

Na czym ma polegać rewolucja? Wszystkie składki na ubezpieczenia zdrowotne i społeczne byłyby proporcjonalne. Podstawą wymiaru do naliczania składek byłoby 55 proc. dochodu w przypadku podatników liniowych oraz tych opodatkowanych skalą, a także 35 proc. przychodu w przypadku ryczałtowców. Aby zabezpieczyć interesy sektora publicznego, utrzymana byłaby składka minimalna, ale by przedsiębiorcy nie zapłacili za dużo – także maksymalna.

Minimalna składka na ubezpieczenia społeczne byłaby naliczana od 60 proc. minimalnego wynagrodzenia, a zdrowotna od 100 proc. Maksymalny poziom składek byłby liczony odpowiednio od 200 proc. przeciętnego wynagrodzenia dla składek na ZUS oraz od 500 proc. w przypadku składki zdrowotnej. Czemu maksymalny poziom składek na ZUS nie miałby wynieść 260 proc. przeciętnego wynagrodzenia, czyli 30-krotności, po której etatowcy przestają dziś płacić składki emerytalne i rentowe? Łukasz Kozłowski tłumaczy, że chodzi o to, by saldo zmian było dodatnie dla przedsiębiorców, bo ich składki łącznie byłyby o 1,5 mld zł niższe niż dziś. Taka konstrukcja zmian powoduje, że dwie trzecie z nich zapłaciłoby mniej niż dziś, pozostali tyle samo lub więcej.

Na czym miałaby polegać korzyść dla nich? Nastąpiłoby przesunięcie w płaconych zobowiązaniach ze składki zdrowotnej na rzecz ubezpieczenia społecznego, czyli więcej odkładaliby na emeryturę. Jednak, jak zapewnia Kozłowski, nawet w ich przypadku wzrost klina podatkowo-składkowego nie przekroczyłby 1 pkt proc., więc różnica nie byłaby duża.

Nie ma prostego powrotu

Jak wyglądałby roczny bilans dla finansów publicznych? FUS zyskałby 5,7 mld zł, a Fundusz Pracy 0,5 mld zł. 5,5 mld zł mniej wpłynęłoby do NFZ, o 2,1 mld zł mniejszy byłby PIT od przedsiębiorców. Łączny skutek zmian dla sektora publicznego to mniej o 1,5 mld zł. Jednocześnie proponowana zmiana pozwoliłaby się wycofać z takich rozwiązań jak mały ZUS czy ulga na start oraz nie wprowadzać urlopu od składek na ZUS, który miałby kosztować finanse publiczne 1,5 mld zł. – Przedsiębiorcy z niewielkim dochodem płaciliby mniej niż obecnie, bez potrzeby wprowadzania systemów preferencyjnych jak ulga na start czy mały ZUS, a ci, którzy osiągają wyższy dochód, ponosiliby większe obciążenia, ale dostaliby coś w zamian, czyli prawo do wyższej emerytury – podkreśla Łukasz Kozłowski. Jego zdaniem taki system ogranicza ryzyko tzw. arbitrażu na rynku pracy.

Federacja pokazała swój pomysł przedstawicielom rządu i czeka na reakcję.

– Dobrze, że przedsiębiorcy zdają sobie sprawę, że nie ma prostego powrotu do tego, co było. Widać, że toczy się dyskusja i pojawiają się niestandardowe pomysły wychodzące poza magiczne myślenie, że jedyne możliwe rozwiązanie to składka kwotowa. Ważne także, że widać zwrócenie uwagi, by nie komplikować systemu. W dyskusjach, które się obecnie toczą, zapomina się o tym, że ważne jest nie tylko to, o czym się mówi: żeby zapłacić mniej, ale żeby docelowe rozwiązania były proste – mówi DGP o pomyśle zmian Jarosław Neneman, wiceminister finansów.

©℗

Skutki Polskiego Ładu a propozycja FPP / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe