Tak orzekł Sąd Apelacyjny w Warszawie. Jeśli taka linia orzecznicza się utrwali, to jeden z najskuteczniejszych sposobów na odzyskanie pieniędzy w relacjach gospodarczych odejdzie do lamusa.
Prowadzenie działalności gospodarczej w sposób optymistyczny i bez przestrzegania zasad gospodarowania ryzykiem może i jest błędem, ale nie można na tej podstawie uznawać, że przedsiębiorca jest przestępcą. Taki wniosek płynie z opublikowanego niedawno wyroku Sąd Apelacyjnego w Warszawie (sygn. akt II AKa 356/15).
Pojawia się jednak pytanie: co z prawami wierzycieli? Co do zasady dochodzą oni swoich należności w postępowaniu cywilnym. Często jednak możliwość pociągnięcia dłużnika do odpowiedzialności karnej była najskuteczniejszą metodą mobilizacji do spłaty zobowiązań. Niebawem może się okazać, że ten jeden z najskuteczniejszych sposobów na odzyskanie pieniędzy w relacjach gospodarczych straci na znaczeniu. Będzie tak, jeśli drogą wyznaczoną przez stołeczny sąd apelacyjny pójdą kolejni orzekający.
Zamówił – nie zapłacił
Reklama
A sytuacja w sporze wyglądała następująco: mężczyzna prowadzący firmę deweloperską planował budowę centrum handlowego. Zawarł z kontrahentem umowę na wykonanie przez tego drugiego robót rozbiórkowo-wyburzeniowych. Tyle że za wykonane prace nie zapłacił.
W efekcie w 2008 r. został przez kontrahenta oskarżony o oszustwo, czyli czyn określony w art. 286 par. 1 ustawy z 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny (t.j. Dz.U z 1997 r. nr 88, poz. 553 ze zm.). Przepis ten mówi, że kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. Według powoda deweloper miał działać w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadzając tym samym swego kontrahenta do niekorzystnego rozporządzenia własnym mieniem w kwocie ponad 400 tys. zł. I wiedział, iż nie będzie w stanie zapłacić za usługę, jako że jego firma nie dysponowała środkami w takiej wysokości.

Reklama
Sąd Okręgowy w Warszawie mężczyznę uniewinnił. Teraz to samo zrobił sąd apelacyjny. Nie to jednak sprawia, że wyrok wzbudza zainteresowanie – bo tego typu wyroki zapadają dość często, jako że nie jest łatwo wykazać zamiar popełnienia oszustwa. Ta sprawa jest szczególna ze względu na wspomniane uzasadnienie.
„Nie jest rolą sądu karnego dyscyplinowanie uczestników gry rynkowej, którzy nie doceniają ryzyka” – czytamy w uzasadnieniu wyroku. Innymi słowy, miejscem do załatwiania sporów pomiędzy przedsiębiorcami jest sąd cywilny (gospodarczy), a nie karny.
Prokurator i pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego usiłowali wykazać, że w tej sprawie jak najbardziej może być mowa o oszustwie. Oskarżony bowiem przyjął specyficzny sposób fakturowania, który miał prowadzić do zaciemnienia obrazu funkcjonowania prowadzonej przez niego spółki. O zamiarze doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem przez kontrahenta miało świadczyć także to, że mężczyzna dysponował pieniędzmi pochodzącymi z kredytu bankowego wyłącznie na zakup nieruchomości pod budowę galerii handlowej. Poza tym spółka była zadłużona wobec różnych podmiotów.
Wkalkulować ryzyko
Sąd uznał jednak, że argumentacja oskarżycieli nie zasługuje na uznanie. Zaznaczono, że planowana budowa galerii handlowej od samego początku miała być w 70 proc. finansowana zewnętrznie i nie było to tajemnicą. Prowadzenie tego typu inwestycji, w których kluczowym elementem jest pozyskanie kredytu, jest zaś zawsze ryzykowne. Niektórym firmom się udaje i wychodzą na plus, inne zaś z różnych względów nie podołają wyzwaniu. I kontrahenci funkcjonujący na rynku, bądź co bądź profesjonaliści, muszą zdawać sobie z tego sprawę.
Oskarżony wskazywał w toku procesu, że przez cały czas miał dobre intencje i chciał spłacić długi. W przeciwnym razie nie opłaciłby terminowo pierwszych faktur oraz nie zapłacił 100 tys. zł po otrzymaniu przedsądowego wezwania do zapłaty. Pozostałej części długu nie zapłacił nie dlatego, że unikał odpowiedzialności, lecz dlatego, iż nie miał pieniędzy.
„Wyjaśnienia oskarżonego korespondują z opinią biegłego, który wskazał, że rozpoczęcie inwestycji w 2008 r. zbiegło się kryzysem finansowym (...) - wskazał sąd.
Jedyny zarzut, jaki można stawiać oskarżonemu, to nadmierny optymizm w prowadzeniu biznesu, ale nie podlega to karze w rozumieniu przepisów karnych. Sąd dodał, że, być może, logicznie myślący przedsiębiorca, uważnie analizujący sytuację na rynku, wziąłby pod uwagę, iż nie otrzyma kredytu, lecz nawet jeśli oskarżony tego nie uczynił, można jedynie mówić o działaniu nieumyślnym. To zaś nie może być penalizowane przez art. 286 kodeksu karnego.
Złe wieści
Eksperci co do zasady z orzeczeniem sądu apelacyjnego się zgadzają. Jak słyszymy, wielkim ryzykiem dla przedsiębiorczości w Polsce byłoby wyciąganie konsekwencji karnych wobec tych przedsiębiorców, którym się nie powiodło. Z innej jednak strony, na co prawnicy również zwracają uwagę, podejście zaprezentowane przez sąd w tym przypadku jest groźne dla wierzycieli. Takiego zdania jest m.in. Olgierd Rudak – prawnik, prowadzący czasopismo Lege Artis, który o wyroku zdążył napisać na swoim blogu. Standardem w wielu branżach bowiem jest uzależnienie powodzenia projektu od jednego źródła finansowania – czy to przez bank, czy, jak w przypadku start-upów - przez aniołów biznesu. Tyle że ryzyko niepozyskania środków powinno jednak spoczywać przede wszystkim na barkach przedsiębiorcy realizującego projekt, a nie jego kontrahentów. W przeciwnym razie może dojść do lawiny upadłości.
Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 27 listopada 2015 r., sygn. akt II AKa 356/15
OPINIE EKSPERTÓW
Daria Wierzbińska wspólnik w kancelarii Świeca i Wspólnicy / Dziennik Gazeta Prawna
Wyrok sądu apelacyjnego, mimo że dotyczy „prowadzenia działalności gospodarczej w sposób optymistyczny”, nie napawa optymizmem wierzycieli. Sprawa dotyczy branży budowlanej, która od lat boryka się z problemami oszustw w białych rękawiczkach: obowiązujące przepisy prawne nie zabezpieczają sytuacji wierzycieli, brak jest narzędzi do szybkiego i skutecznego rozwiązywania sporów. Niemniej jednak należy pamiętać, że każda sprawa powinna być analizowana indywidualnie, przy uwzględnieniu towarzyszących jej okoliczności.
Przestępstwo oszustwa można popełnić tylko umyślnie, z zamiarem bezpośrednim kierunkowym. Orzecznictwo w tym zakresie stoi na stanowisku, że podstawowym kryterium rozgraniczenia oszustwa od niewywiązania się ze zobowiązania o charakterze cywilnoprawnym jest wykazanie, że „w chwili zawierania umowy sprawca działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, to jest dążył do uzyskania świadczenia poprzez wprowadzenie w błąd” (np. wyrok SA w Krakowie z 20 maja 2015 r., sygn. akt II AKa 56/15).
Wiele spraw dotyczących pokrzywdzenia kontrahentów nieuczciwego dłużnika kończy się umorzeniem postępowań przygotowawczych, co powoduje konieczność dochodzenia przez wierzycieli swoich roszczeń na drodze cywilnej. To z kolei oznacza koszty, czasochłonność, a także niepewność, gdyż nawet w przypadku zasądzenia odszkodowania na rzecz wierzycieli (co zwykle następuje dopiero po kilku latach) często pojawia się problem z ich wyegzekwowaniem.
Katarzyna Ostrowska partner w kancelarii Ostrowska Legal / Dziennik Gazeta Prawna
Omawiany wyrok należy postrzegać w dwóch kategoriach. Patrząc od strony dłużników, jest to wyrok niewątpliwe pozytywny. Z kolei dla wierzycieli jest sygnałem, że zawarcie umowy z nierzetelnym kontrahentem, a w konsekwencji nieotrzymanie części lub całości zapłaty, nie zawsze będzie prowadziło do skutecznego oskarżenia dłużnika o przestępstwo oszustwa.
Sąd słusznie zauważył, że przestępstwo oszustwa można popełnić wyłącznie umyślnie z zamiarem bezpośrednim (sprawca musi chcieć popełnić czyn zabroniony). Ponadto sąd zwrócił uwagę na inną istotną okoliczność, o której wierzyciele powinni szczególnie pamiętać, a mianowicie, że na korzyść dłużnika przemawia świadomość kontrahenta na etapie nawiązywania współpracy co do słabej kondycji finansowej drugiej strony. Skoro wierzyciel ma świadomość tej okoliczności, to nie może mieć miejsca wprowadzenie w błąd, co z kolei jest niezbędnym warunkiem popełnienia przestępstwa oszustwa. Co niezwykle ważne dla wierzycieli, sąd uznał, że o świadomości wierzyciela co do słabej kondycji finansowej drugiej strony świadczą m.in. zapisy umowne o częstych płatnościach, przez które wierzyciel chciał zmniejszyć swoje ryzyko.