Większość małych i średnich przedsiębiorców otrzymuje w Polsce wymagane należności po terminie, jednak skala tego zjawiska w kolejnych miesiącach maleje
Reklama
Według VIII fali badania Bibby MSP Index z października 2014 r. aktualnie problem z opóźnieniami w spłacie należności za wykonaną usługę czy dostarczony towar potwierdza 72,4 proc. badanych. Jesienią 2013 roku 84,4 proc. przedsiębiorców informowało, że ich kontrahenci nie regulują terminowo faktur, a w kwietniu 2014 roku sytuacja już uległa poprawie (76,4 proc. wskazywało na opóźnienia).
Aktywniej odzyskują należności
Jak twierdzą autorzy badania wykazywana poprawa sytuacji jest bardziej wynikiem aktywności samych przedsiębiorców w zakresie egzekucji należności niż samodyscypliny kontrahentów. Bardzo mały odsetek przedsiębiorców (zaledwie 8,7 proc.) przyznaje, że ich kontrahenci rzeczywiście płacą lepiej, czyli po prostu regularniej. Większość uważa, że płacą tak samo, jednak dzięki temu, że przedsiębiorcy mają do dyspozycji coraz więcej instrumentów motywujących ociągającego się płatnika do wykonania przelewu, udaje się zmniejszać skalę problemu zatorów płatniczych.
– Działania podejmowane przez firmy w celu odzyskania zaległych płatności, zależą od rodzaju należności: czy chodzi o należność wymagalną, ale jeszcze nie zagrożoną , czy też o należność już mocno opóźnioną, co do której jest ryzyko nieodzyskania pieniędzy – mówi Krzysztof Kuniewicz, dyrektor generalny Bibby Financial Services. – Co do zasady, firmy coraz częściej firmy zaczynają od prewencji, czyli nie dopuszczają do tego, by złe długi powstały. Firmy na ogół są bardziej ostrożne w podejmowaniu decyzji kredytowych. W praktyce to znaczy, że nie sprzedają już tak chętnie z odroczonym terminem płatności firmom, których nie znają. Często mówią „wolę nie sprzedać niż stracić”. Aby nie hamować rozwoju biznesu częściej sprawdzają kontrahentów w wywiadowniach gospodarczych, a coraz częściej także ubezpieczają należności. Częściej też korzystają z faktoringu bez regresu. Dzięki współpracy z faktorem lub ubezpieczycielem jest możliwa sprzedaż także do nieznanych wcześniej kontrahentów bez większego ryzyka straty. Kiedy już jednak dochodzi do powstania opóźnienia w spłacie, pierwsze działania są podejmowane dużo szybciej niż to się działo dawniej. Zwykle jest to monit telefoniczny lub pisemny dość szybko – nawet kilka dni po upływie terminu płatności. Pisemne wezwanie do zapłaty jest też pierwszym krokiem i warunkiem uruchomienia drogi sądowej – jeśli ta forma dochodzenia zostaje ostatecznie wybrana. Na dużo wcześniejszym etapie zaczynamy także podejmować próby polubownego dochodzenia należności – może to być np. ugoda polegająca na rozłożeniu płatności na raty. Innymi słowy, okres pasywnego czekania na zapłatę znacznie się skrócił. Po bezskutecznym upływie terminu i braku reakcji na wezwania dochodzi do skierowania sprawy na drogę sadową. To także stało się niemal automatem. Efektem jest lawinowy przyrost liczby spraw w sądach w zakresie dochodzenia należności - tłumaczy.
Mniejszy margines tolerancji
Margines tolerancji, jaki daje swoim kontrahentom ponad 38 proc. ankietowanych firm otrzymujących należności po terminie, to miesiąc.
„Znaczącemu obniżeniu uległ jednocześnie udział przedsiębiorców cierpliwych przez okres nawet dwóch tygodni. W październiku ubiegłego roku, ponad 24 proc. badanych wyrażała skłonność do czekania przez czternaście dni na spóźnione należności. Obecnie grupa takich firm stopniała do 15,6 proc., co wyjaśnia też, jaki rodzaj podejmowanych działań stoi za lepszą płynnością i ogólną poprawą kondycji ekonomicznej wielu przedsiębiorców. Skracanie czasu reakcji na sytuację, w której płatność nie spływa, upominanie się o należność oraz bardziej radykalna postawa samych przedsiębiorców, z rozumiejącej i tolerancyjnej na monitującą i restrykcyjną – czytamy w raporcie z badania.
Co ciekawe, najbardziej zauważalne zmiany w postawach dotyczą tych przedsiębiorców, którzy mają zdecydowanie niższy próg tolerancji dla swoich partnerów. Jeszcze jesienią 2013 roku 16 proc. ankietowanych wskazywało, że tydzień zwłoki w płaceniu wystarczy, aby podjąć działania. Aktualnie niemal co piąty badany (19,8 proc.) jest gotów czekać tydzień, a kiedy płatność nie spływa – bezzwłocznie podejmuje działania windykujące. Stopniowo przybywa więc firm, które nawet siedmiodniową zwłokę traktują, jako podstawę do podjęcia aktywności.
Autorzy badania twierdzą, że przybywa firm, które starają się szybko reagować. „Niektórzy działają nawet po dniu opóźnienia. Dodatkowo prawie 14 proc. małych i średnich firm na bieżąco kontaktuje się ze swoimi partnerami biznesowymi i informuje w badaniu, że nie ma problemu z opóźnionymi płatnościami. Motorem napędzającym do działania dla 6,7 proc. badanych jest z moment, w którym nabierają przekonania, że zaczęli pełnić rolę banku i kredytują kontrahenta. Warto zauważyć, że również przy tej kategorii, maleje odsetek firm, akceptujących swoją rolę, jako instytucji finansującej działalność innych. Niestety wciąż, do chwili, w której firmie grozi wręcz utrata płynność finansowej jest skłonnych czekać 6,4 proc. badanych” - piszą.
Wolą trzymać rękę na pulsie
Badanie potwierdziło, że przedsiębiorcy na bieżąco monitorują swoich kontrahentów i z większą determinacją windykują swoje należności. Nie czekają już na utratę płynności finansowej, aby przypomnieć się w sprawie płatności za fakturę. W 64,4 proc. firm, kiedy tylko mija termin zapłaty, pracownicy firmy zewnętrznej lub własnego działu windykacji, zaczynają monitorować kontrahenta, między innymi dzwoniąc, wysyłając e-maile, informując o zwłoce poprzez sms. W październiku 2013 roku takie działanie potwierdzało 62,9 proc. badanych. Ewolucyjnie przybywa firm, które starają się szybko reagować.
Jakie sytuacje dają dodatkowy impuls do podjęcia działania i aktywnego ściągania należności? Badani przedsiębiorcy wymieniają brak kontaktu z dłużnikiem, brak reakcji dłużnika na upomnienia, przekroczenie limitu długu, złe relacje z klientem, konieczność zapłacenia w terminie własnych płatności. Są jednak też takie motywy, które wymykają się racjonalnemu podejściu. Mali przedsiębiorcy reagują, kiedy mają poczucie, że klient ich zwodzi. Często dopominanie się o swoje zależy także od wcześniejszych kontaktów z kontrahentem.
– Przedsiębiorcy są ostrożniejsi w doborze partnerów. Nie sprzedajemy już komukolwiek, tylko partnerom wiarygodnym, sprawdzonym. Coraz częściej firmy stosują także wewnętrzne systemy motywacyjne premiujące nie samą sprzedaż, ale sprzedaż zakończoną wpływem środków na konto. Czego nauczyły się firmy? Coraz więcej przedsiębiorców z sektora MSP oddaje sprawy związane z odzyskiwaniem należności w ręce ekspertów, np. firm faktoringowych. To gwarantuje skuteczność – podsumowuje Krzysztof Kuniewicz.
Badanie Bibby MŚP Index prowadzone jest od 2011 przez Instytut Keralla Research na zlecenie firmy faktoringowej Bibby Financial Services.
Bibby MSP Index jest wzorowany na sprawdzonym i cenionym przez światowych inwestorów indeksie określanym, jako Indeks Managerów ds. Zakupów (tzw. PMI). Konstrukcję Bibby MSP Index oparto na założeniu, że o kondycji każdego przedsiębiorstwa, a w szczególności firm małych i średnich, stanowi kilka obszarów: sprzedaż (zamówienia), inwestycje, zatrudnienie, płynność finansową oraz poziom zadłużenia firmy. Jednym z kluczowych aspektów funkcjonowania firmy jest stan nastrojów w przedsiębiorstwie.
Pomiar VII fali badania przeprowadzony został w kwietniu 2014 roku, na reprezentatywnej, ogólnopolskiej próbie małych i średnich firm. Badaniem objęto firmy zatrudniające od 10 do 249 osób (pomiar nie obejmuje firm mikro, zatrudniających do 9 osób). Pomiar VIII fali badania przeprowadzony został w październiku 2014 roku, na reprezentatywnej, ogólnopolskiej próbie małych i średnich firm. Badaniem objęto firmy zatrudniające od 10 do 249 osób (pomiar nie obejmuje firm mikro, zatrudniających do 9 osób).