U Janusza Wiśniewskiego ubierają się posłowie, biznesmeni i dyplomaci. W jego zakładzie nawet dziurki do guzików obszywane są ręcznie
Krawiectwo na miarę – przed wojną standard, za komuny konieczność, a dziś usługa dla ceniących elegancję i dobrą jakość. W Polsce pracownie krawieckie z dobrą marką można policzyć na palcach jednej ręki. Jedną z nich prowadzi w Gdyni Janusz Wiśniewski. – To jest firma utrzymująca już czwarte pokolenie Wiśniewskich, liczy 52 lata – mówi Janusz Wiśniewski, krawiec i pisarz, który zawodu przez 10 lat uczył się od swojego stryja.
Gdyńska Pracownia Krawiecka kategorii „S” była pierwszą w Trójmieście, która uzyskała ową najwyższa kategorię. I utrzymuje ją do dziś, przez lata zyskując renomę w całym kraju. Pracownia, która dziś zatrudnia w sumie 10 osób, w tym sześć z nich to krawcy, szyje od garniturów komunijnych, poczynając poprzez stroje maturalne aż po ślubne smokingi czy fraki dla dyplomatów.
– Wszystko powstaje w gdyńskiej pracowni, gdzie bierze się miarę, rychtuje materiał, potem go kroi i szyje – opowiada Wiśniewski. Przyznaje, że ma dar – polegający na tym, iż wie, co komu najbardziej będzie pasowało. Stąd przyznaje, że 90 proc. jego klientów zdaje się na jego projekty i doradztwo przy zamawianiu ubrania. – Wiem co będzie modne za cztery lata, wiem jak ubrać człowieka dlatego klienci polegają na mnie, rzadko przychodzą z własnymi projektami – przyznaje nasz rozmówca.
W gdyńskiej pracowni i jej warszawskie filii, prowadzonej przez syna Wiśniewskiego, częstymi klientami są politycy i biznesmeni, ale nie brakuje także zwykłych anonimowych ludzi, którzy cenią elegancję i dobrą jakość.
Ale nasz rozmówca nie kryje, że dla takich pracowni jak jego nastały ciężkie czasy. – Brakuje zapotrzebowania na to co robię. Skończyła się moda na elegancję, mało kto chce chodzić w eleganckim garniturze. Teraz na topie jest luz – narzeka Wiśniewski. Martwi go też konkurencja markowych zagranicznych pracowni, które ulokowały się zwłaszcza w Warszawie. – W latach 90. na realizację zamówienia w mojej pracowni klienci musieli czekać nawet rok. Dziś jestem w stanie ich obsłużyć w trzy dni – dodaje. – Być może w którymś momencie zaniedbałem działania reklamowe i marketingowe – szczerze przyznaje.
Poza brakiem popytu wielką zmorą dla Wiśniewskiego jest mitręga biurokratyczno-fiskalna, utrudniająca życie, czasami uniemożliwiająca rozwój firmy. Dlatego przyznaje, że równy głos w sprawach firmy ma dziś zatrudniona księgowa. Nie ukrywa, iż jak ognia unika zaciągania kredytów. Na co dzień boryka się wysokimi kosztami najmu zakładu w Gdyni i 200-metrowej pracowni oraz filii w Warszawie.
Życie utrudniają jednak nie tylko urzędnicy, ale też prozaiczny brak kandydatów do zawodu. W zakładzie Wiśniewskiego od 15 lat nie pojawił się żaden uczeń. A pracujący w nim krawcy mają za sobą 20 – 30 letni staż.
Ostatni rok – dwa nie służył krawieckiemu biznesowi, spadła liczba zamówień zarówno w Gdyni, jak i w Warszawie. I to mimo wciąż atrakcyjnych cen, o połowę niższych od tych żądanych w zagranicznych pracowniach. – Winny jest kryzys, ale też lansowany przez media luz graniczący z niechlujstwem, który zabija prawdziwą elegancję – konstatuje Wiśniewski. Mimo wszystko pracownia Wiśniewskiego cały czas jest w trójce najbardziej renomowanych firm krawieckich w kraju i jedną z ikon Gdyni.
Kamienie milowe sukcesu
50- lat tradycji
Najwyższa jakość materiałów i wykonania
Modowa intuicja
Zgrany zespół współpracowników