Badaczka ze Szczecina postanowiła zmusić tę roślinę do wydajniejszej produkcji olejku eterycznego. Wszystkie rośliny, z których człowiek pozyskuje olejki eteryczne, produkują je na własny użytek. W efekcie do pozyskania kilkudziesięciu kilogramów olejku potrzebne są czasami tony roślin.
Jednym z możliwych rozwiązań jest syntetyzowanie substancji zapachowych, lecz jest to rozwiązanie niedoskonałe, pozbawiające olejek waloru naturalności. A co jeśli udałoby się zmusić rośliny do większej produkcji, ale bez sięgania po „opcję nuklearną”, jaką jest modyfikacja genetyczna?
Nad tym problemem postanowiły pochylić się doktorantka mgr inż. Dominika Andrys oraz jej promotorka dr hab. Danuta Kulpa z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego. – Skład olejków eterycznych może ulegać zmianom ze względu na czynniki środowiskowe, m.in. pochodzenie rośliny, nasłonecznienie czy warunki wzrostu. Inną kompozycję mają również olejki pozyskane z lawendy namnażanej metodą in vitro. Dodatkowo można wpłynąć zarówno na ich skład, jak i ilość, podając roślinie substancje wytwarzane naturalnie w reakcji na stres, tj. podczas zranienia czy infekcji – mówi badaczka.