Pomysł ministra sprawiedliwości na uporanie się z nieuczciwym pożyczaniem może mieć nieoczekiwany skutek: wzmocni on największe instytucje na rynku. Odzyskają one wpływy, które tracą z miesiąca na miesiąc na rzecz platform pożyczek społecznościowych.
Social Lending to z prawnego punktu widzenia standardowe umowy pożyczki zawierane zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego. Zyskują one na popularności za sprawą internetowych platform pośredniczących pomiędzy tymi, którzy chcą udostępnić posiadane środki za określony procent w skali roku, a tymi, którzy potrzebują pieniędzy. Środki można w tym wypadku pozyskać trochę taniej niż w firmie pożyczkowej, a jednocześnie nie jest sprawdzana historia kredytowa jak np. w banku.
Reklama

Reklama
Pomysł Zbigniewa Ziobry na walkę z lichwą przewiduje jednak wyraźne rozróżnienie limitów odsetkowych dla pożyczek w rozumieniu kodeksu cywilnego i innych dla pożyczek udzielanych przez instytucje na podstawie ustawy o kredycie konsumenckim (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 1497 ze zm.) – i to na gruncie prawa karnego. W pewnym uproszczeniu: do więzienia będzie mógł trafić ten, kto będzie pożyczał na więcej niż 10 proc. w skali roku (w to wchodzą wszystkie koszty pozaodsetkowe, jak np. opłaty za dodatkowe ubezpieczenie transakcji). Dla firm pożyczkowych ten limit będzie wyższy i wyniesie ok. 40–50 proc. Sęk w tym, że social lending opiera się nie na przepisach dotyczących kredytu konsumenckiego, lecz na kodeksie cywilnym. A to oznacza, że pożyczający na ponad 10 proc. w skali roku za pośrednictwem portalu internetowego będzie mógł zostać skazany nawet na karę pozbawienia wolności. To może dobić polski rynek social lending. Trudno bowiem znaleźć osobę, która zechce pożyczyć środki obcemu, bez weryfikacji jej historii kredytowej, na tak niski procent.
Obawy potencjalnych pożyczkodawców są uzasadnione. Z niedawno przeprowadzanej analizy domu maklerskiego NWAI wynika, że windykować trzeba ok. 16 proc. udzielonych pożyczek za pomocą platform internetowych, a dodatkowe 6 proc. ma opóźnienie w spłacie. Gdyby więc jedna osoba udzieliła kilkunastu pożyczek i na każdej mogła zarobić zaledwie 10 proc. rocznie, na swojej działalności statystycznie by traciła, zamiast zarobić.
– Statystyki spłacalności nie świadczą dobrze o opłacalności inwestycji przy oprocentowaniu w wysokości 10 proc. w skali roku – potwierdzają eksperci NWAI.
Co ważne, teoretycznie już teraz niedopuszczalne jest pożyczanie społecznościowe na wyższy procent. Tyle że wiele platform obchodzi tę regulację poprzez umożliwienie pobierania dodatkowych opłat (np. za sam fakt udzielenia pożyczki). Realne oprocentowanie tym samym jest niewiele niższe niż w instytucjach udzielających kredytu konsumenckiego. Minister Ziobro zaś wskazuje jasno, że przepis karny będzie traktował tak samo odsetki jak opłaty pozaodsetkowe.
– Pomysł Zbigniewa Ziobry, o ile rzeczywiście prokuratorzy będą ściśle przestrzegali zaleceń polityka, paradoksalnie będzie dla nas korzystny – potwierdza wiceprezes jednej z największych firm na rynku. I dodaje, że co prawda nadal udział social lendingu na polskim rynku nie jest imponujący, to jednak tendencja wzrostowa budzi niepokój u wielu przedsiębiorców. Średnioroczna stopa wzrostu dla tego rynku wynosi bowiem ponad 100 proc.
300 mln zł pożyczyli już Polacy w ramach social lendingu
1/5 tej wartości jest niemożliwa lub nieopłacalna w odzyskiwaniu przez pożyczkodawców
3,7 mld GBP wart jest rynek social lendingu w Wielkiej Brytanii
źródło: NWAI