- W obliczu wprowadzenia ustawy frankowej i podatku bankowego co najmniej kilka banków stanęłoby na granicy upadłości - uważa Krzysztof Kalicki, prezes Deutsche Bank Polska.
Każdy pomysł, który pozwala przedyskutować sprawę, a nie zmierza do działań autorytarnych, jest dobry. Trzeba zrozumieć, jakie problemy ma sektor bankowy i jakie stoją przed nim wyzwania.
Podnieśliśmy marżę, bo mieliśmy najniższą na rynku i dopiero po tej podwyżce zbliżyliśmy się do konkurencji. Deutsche Bank musi zmienić strukturę swoich aktywów i mniej iść w kierunku kredytów hipotecznych, a bardziej w stronę małych i średnich przedsiębiorstw, kredytów korporacyjnych i kredytów dla konsumentów. Musimy tak kształtować tę strukturę, by była ona akceptowana przez nadzór bankowy, który takie zalecenia nam wcześniej wydał. To łączenie zatem nie ma sensu, bo ustawa została przyjęta dopiero w styczniu, a my decyzję o podwyżce podjęliśmy na początku grudnia.
Tak, ale jak to u nas, nigdy nie wiadomo, jak takie plany się skończą. Zresztą w ostatniej chwili nie obyło się bez dużych zmian w projekcie.
Jako ekonomista byłbym nieuczciwy, gdybym powiedział, że zgadzam się z taką tezą. Moje niektóre koszty zewnętrzne wzrosły o 80 proc.
Bankowy Fundusz Gwarancyjny, wydatki związane z upadkiem Banku Spółdzielczego w Wołominie czy wpłaty na Fundusz Wspierania Kredytobiorców hipotecznych. Tych kosztów mieliśmy bardzo wiele. Cały sektor utracił przez nie 8 mld zł przychodów. Niektórzy politycy wypominają nam, że sektor zarobił 16 mld zł, ale zapominają, że wartość kapitału wyniosła 160 mld zł. To pokazuje, że stopa zwrotu w sektorze bankowym jest bardzo niska, a po tych dodatkowych kosztach jeszcze zmaleje. To nie jest niewyczerpane źródło i pieniądze nie pojawiają się znikąd. Trzeba też pamiętać, że to są środki deponentów, a my jako instytucja zaufania publicznego za te nie odpowiadamy.
- KNF wysyła ankiety do banków w sprawie projektu ustawy dot. "frankowiczów"
- Szałamacha: Banki mogą rozłożyć w czasie straty w zw. z ustawą frankową
- Pomoc dla frankowiczów: Przewalutowanie będzie bardzo kosztowne dla banków
- Kowalczyk: Prezydencka pomoc dla frankowiczów? Jeśli banki stracą zbyt wiele, warto się zastanowić
Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Projekty, jak mówi prezes Marek Belka, są z piekła rodem. W mojej ocenie co najmniej kilka banków stanęłoby na granicy upadłości. Proszę pamiętać, że upadłość niesie ze sobą konieczność wypłacania depozytów, co pociąga kolejne lawinowe kłopoty w innych bankach. Wypłacenie dziesiątek miliardów złotych depozytów byłoby zagrożeniem dla całego polskiego systemu finansowego. To projekt niebezpieczny nie tylko dla stabilności banków, ale także dla stabilności państwa.
Myślę, że wtedy nastąpi tzw. proces przystosowawczy. Banki będą musiały z jednej strony zwiększyć przychody, a do tego mają kilka narzędzi. Są to m.in. zwiększenie wolumenów, zwiększenie cen albo zmniejszenie kosztów. Zmniejszenie kosztów oznaczałoby prawdopodobnie cięcie zatrudnienia i zamykanie części najmniej opłacalnych oddziałów. Nie ma innego wyjścia. Na Węgrzech ten podatek spowodował horrendalny wzrost kosztów usług finansowych. Od 2007 r. wzrosły one o 94 proc., a w Polsce w tym samym czasie o 47 proc. Gdyby uwzględnić inflację, koszty usług finansowych u nas praktycznie nie rosły.
Na pewno nowe obciążenia będą mieć jakiś wpływ, ale to jeszcze nie nastąpiło. Proces dostosowawczy w finansach może trwać ponad dwa lata. Nie będzie on skokowy i rozłoży się w czasie. Jest jednak nieunikniony.
Najbardziej obawiam się szybkiego wzrostu stóp procentowych, choć uważam, że ten scenariusz nie jest bardzo prawdopodobny. Pojawiła się co prawda nieduża inflacja w Europie, Azji Południowo-Wschodniej i Azji Południowej, ale nie wydaje mi się, by polityka Fedu, Europejskiego Banku Centralnego czy banku centralnego Chin szła w kierunku zacieśniania polityki pieniężnej ze względu na jakiś średni czy minimalny poziom inflacji. Obecnie jest to raczej polityka luzująca. Jednocześnie koszty surowców i wiele innych czynników działają po stronie podażowej w sposób tłumiący inflację.
Nie mam przekonania, że taki scenariusz wyraźnie się rysuje. Może za to pojawić się inny scenariusz, tzn. inflacja połączona ze stagnacją, czyli tzw. stagflacja. Mieliśmy z tym styczność w latach 70., gdy tempo wzrostu gospodarczego było bliskie zeru, a jednocześnie pojawiła się inflacja wynosząca kilka procent.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu