statystyki

Kredyty we frankach: Pomogły w rozwoju całej gospodarki, teraz trzeba zapłacić

18.03.2015, 10:45; Aktualizacja: 18.03.2015, 10:51
frank szwajcarski

Dzięki kredytom walutowym przez kilka lat mieliśmy prawdziwą hossę na rynku mieszkaniowym.źródło: ShutterStock

Całymi latami to na kredytach walutowych opierał się rozwój rynku mieszkaniowego w Polsce. Teraz musimy radzić sobie z problemem wzrostu zadłużenia w związku z nagłym umocnieniem franka szwajcarskiego.

Gdy na początku ubiegłej dekady ktoś chciał wziąć kredyt mieszkaniowy w złotych, musiał za to słono zapłacić. Jak wynika z danych Narodowego Banku Polskiego, na początku 2002 r. (wcześniejszych danych nie ma, a kilka lat wcześniej stopy procentowe w Polsce były na znacznie wyższym poziomie) oprocentowanie złotowych kredytów mieszkaniowych wynosiło 10–11 proc. w skali roku. Każde pożyczone 100 tys. w 20-letnim kredycie przekładało się na ponad tysiąc złotych miesięcznej raty. Szukano różnych sposobów na rozruszanie rynku hipotecznego.

Pierwszym były kasy mieszkaniowe, w których kilka lat oszczędzania (z ulgą podatkową) miało pozwolić na wzięcie preferencyjnego kredytu. Nie cieszyły się one jednak wielką popularnością, zwłaszcza że nie wszystkim klientom faktycznie udało się wziąć nisko oprocentowaną pożyczkę z kasy. Później pojawił się pomysł kas budowlanych wzorowanych na niemieckich Bausparkassen. Zasada działania była zbliżona do kas mieszkaniowych (kilka lat oszczędzania, a później tani kredyt), ale to miały być już osobne banki. Uchwalono nawet ustawę o kasach budowlanych, jednak nie wydając potrzebnych rozporządzeń ich powstanie zablokowało Ministerstwo Finansów, które obawiało się, że dopłaty dla oszczędzających rozbiją budżet państwa. Niewiele dało też uchwalenie pod koniec lat 90. ustawy o listach zastawnych i bankach hipotecznych – wprawdzie powstało kilka takich banków (dwa z nich przeżyły do dziś), ale działały na niewielką skalę.

Bankowcy postarali się więc o mechanizm, który nie wymagał pomocy państwa – sięgnęli po kredyty walutowe, które były tańsze, ponieważ stopy procentowe w krajach Zachodu były wyraźnie niższe niż w Polsce. Dotyczyło to zarówno Stanów Zjednoczonych, strefy euro, jak i Szwajcarii. Szwajcarska waluta z początku nie była wcale najpopularniejsza wśród banków i ich klientów. Najchętniej udzielano kredytów w euro. O uzasadnienie nie było trudno: początek minionej dekady stał w Polsce pod znakiem integracji europejskiej. Stale powtarzano, że wkrótce po wejściu do Unii Europejskiej Polska stanie się członkiem strefy euro. Dodatkowo ekonomiści byli zdania, że do momentu wejścia naszego kraju do unii walutowej złoty powinien zyskiwać wobec europejskiej waluty. Ale szybko frank wyparł euro w kredytach hipotecznych. Po pierwsze, jego kurs w stosunku do euro cechowała duża stabilność, a po drugie, stopy procentowe w Szwajcarii były niższe niż w Eurolandzie.


Pozostało 55% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • m-ka(2015-03-19 12:04) Zgłoś naruszenie 00

    Tyle już wody wylano w związku z tym tematem, roztrząsanie od każdej możliwej strony. Tylko jedna zakazana: nie mówi się o klauzulach abuzywnych w umowach. Nie mówi się o przygotowanej akcji w postaci skoku na kasę polskich rodzin. Podsuwam redakcji temat na analizę problemu, ale jak znam życie - będzie cisza. Temat tabu: https://www.youtube.com/watch?v=QpQplnAcoHI

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane