Na posiedzeniu ZBP w 2005 r., na którym rozmawiano o kredytach walutowych, jeden z prezesów banku powiedział: „Nie podoba wam się, to zakażcie. Jak nie zakażecie, będę sprzedawał”. I zebranie się zakończyło.
Był pan prezesem banku Pekao SA, gdy wybuchła moda na kredyty walutowe. Skąd one wzięły się na naszym rynku?
To był wówczas jedyny sposób na zaistnienie na rynku detalicznym mniejszych banków, bo dzięki oferowaniu tańszego kredytu zdobywały klientów. Dlatego banki ostro ze sobą wtedy walczyły. Inną przyczyną popularności kredytów walutowych był dynamiczny rozwój pośredników, którzy skonstruowali przeglądarki kredytowe. Klient mógł łatwo porównać warunki oferowane przez różne banki i z tego przeglądu jasno wynikało, że miesięczny koszt obsługi kredytu walutowego jest o 1/3 niższy niż złotowego. To była porażająca różnica.