Zmagający się z drogim frankiem mogą liczyć na niższe prowizje od wymiany walut. Banki przekonują się też do ujemnego oprocentowania kredytów. To jednak idzie im opornie.
Pierwsze banki zdobywają się już na deklaracje, że możliwe jest tam ujemne oprocentowanie kredytów, wynikające z tego, że w liczbach bezwzględnych część klientów spłacających kredyty mieszkaniowe we frankach ma marżę mniejszą niż obecna stopa bazowa LIBOR dla franka szwajcarskiego. LIBOR wynosi teraz ok. -0,9 proc. Klienci, których marża wynosi mniej niż 0,9 pkt proc., teoretycznie mają szansę na „zarabianie” na swoich kredytach.
Teoretycznie, bo do niedawna bankowcy twardo stali na stanowisku, że kredyt to umowa odpłatna, więc oprocentowanie nie może spaść poniżej zera. Sytuację zmienił nieco komunikat po styczniowym posiedzeniu Komitetu Stabilności Finansowej. Minister finansów, szef Narodowego Banku Polskiego, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego i prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego napisali w nim, że „KSF przyjmuje deklaracje banków, że ujemne stawki LIBOR będą przez nie konsekwentnie stosowane. Jednocześnie Komitet zaleca rozważenie przez banki niewprowadzania ograniczeń do formuły odsetkowej stosowanej w umowach kredytowych”.