Na redukcji interchange banki stracą kilkaset milionów złotych. Zyskają stacje paliw i handlowcy
Na prowizji od kart będą zarabiać mniej / Dziennik Gazeta Prawna
Staje się faktem kolejna obniżka interchange. To najważniejszy składnik prowizji, jaką właściciele sklepów za pośrednictwem operatorów terminali odprowadzają do banków z tytułu przyjętych płatności kartami. W miniony piątek posłowie niemal jednogłośnie uchwalili obniżkę interchange z obowiązującego obecnie poziomu 0,5 proc. do 0,2–0,3 proc., odpowiednio dla transakcji kartami debetowymi i kredytowymi. Pierwotnie planowano, by ustawa weszła w życie wraz z początkiem 2015 r. Mimo ekspresowego tempa legislacyjnego szanse są na to niewielkie. Wprowadzono więc zapis, że nowe prawo zacznie obowiązywać w 30 dni od opublikowania w Dzienniku Ustaw. Następnie uczestnicy rynku będą mieli 3 miesiące na dostosowanie swoich umów i regulaminów do nowych przepisów. Realnie nowe, niższe stawki interchange mogą zacząć obowiązywać w maju lub czerwcu przyszłego roku.
Reklama

Reklama
Redukcja prowizji największy wpływ będzie mieć na banki, które stracą na tym kilkaset milionów złotych rocznie, i handlowców, którzy te pieniądze zaoszczędzą. Konsumenci na całym zamieszaniu skorzystają wówczas, gdy większa liczba sklepów zacznie przyjmować płatności kartami. Przykładem pozytywnego wpływu zmniejszających się kosztów akceptacji kart jest instalacja terminali w sieci Biedronka. Negatywnym skutkiem dla użytkowników kart może być natomiast wprowadzenie lub podniesienie przez banki prowizji z tytułu posiadania karty.
Obniżka limitu na interchange znalazła się w nowelizacji ustawy o usługach płatniczych. Sejm przyjął ją w kształcie zarekomendowanym przez Komisję Finansów Publicznych. Posłowie zrezygnowali między innymi z zapisu doprecyzowującego definicję karty debetowej i kredytowej w ten sposób, by objęła ona również karty pod postacią naklejek i breloków zbliżeniowych czy też karty jako zapisu danych na karcie SIM telefonu komórkowego. – Przeciwne tej poprawce było Ministerstwo Finansów, które uważa, że to niepotrzebne – mówi Wincenty Elsner, poseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jeden z pomysłodawców nowelizacji.
Nowa ustawa nakłada nowe obowiązki informacyjne na operatorów terminali. Dotąd musieli informować właścicieli sklepów o strukturze pobieranych od nich opłat wyłącznie na ich żądanie. Zgodnie z nowym prawem będą musieli to robić za każdym razem, gdy zmieni się wysokość tych opłat, niezależnie od tego, czy na korzyść, czy niekorzyść akceptantów. Zrezygnowano zaś z wymogu wysyłania pisma informacyjnego w sytuacji, gdy zmienia się struktura opłaty akceptanta, bez wpływu na jej wysokość.
Zdaniem Roberta Łaniewskiego, prezesa Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego, redukcja interchange to kolejny krok na drodze do osiągnięcia równowagi na rynku obrotu bezgotówkowego. – To, co może niepokoić, to brak precyzyjnej definicji instrumentów podobnych czy opartych na kartach płatniczych. Być może niedoskonałość ta zostanie naprawiona podczas rozpatrywania projektu nowelizacji ustawy w Senacie – uważa Łaniewski. Jego zdaniem przepisy powinny w pełni odzwierciedlać intencję ustawodawcy dotyczącą objęcia regulacją pełnego wachlarza instrumentów bezgotówkowych.
Zawiedziony głosowaniem w Sejmie jest Mieczysław Groszek, wiceprezes Związku Banków Polskich. – Zabrakło jakiejkolwiek analizy skutków obniżki interchange. Obniżone stawki praktycznie uniemożliwiają zarabianie na linii biznesowej, jaką są karty, i wymusi to na bankach zmianę modelu wydawnictwa – ostrzega wiceprezes ZBP. Może to skutkować np. zamknięciem wszelkiego rodzaju programów zachęcających do korzystania z kart i kolejnymi podwyżkami opłat za ich utrzymanie.
Obniżka opłat wymuszona gwałtem
Uchwalona w piątek przez Sejm nowelizacja ustawy o usługach płatniczych to już druga w ostatnim czasie inicjatywa mająca na celu obniżenie prowizji interchange. Wcześniejsza zaczęła obowiązywać ledwie pięć miesięcy temu. Od 1 lipca został nałożony na tę opłatę administracyjny maksymalny limit w wysokości 0,5 proc. Stało się to po nieudanej próbie samoregulacji, która miała doprowadzić do dobrowolnego obniżenia kosztów akceptacji kart przez wszystkich uczestników rynku. Nie udało się to ze względu na opór jednej z organizacji płatniczych, czyli MasterCarda. Firma ta, stosując wyższe stawki interchange, pozwalała bankom zarabiać więcej na wydawnictwie swoich kart i tym samym odbierała rynek swojemu konkurentowi – Visie. Dobrowolna redukcja stawek była jej nie na rękę.
Na wysokie koszty akceptacji kart nie godzili się jednak handlowcy i walczyli o ich redukcję. Względy wśród polityków udało się im uzyskać dopiero, gdy poparł ich Narodowy Bank Polski. W rezultacie posłowie dali się przekonać i pod koniec ubiegłego roku przegłosowali limit, który obowiązuje od połowy bieżącego roku.
I pewnie tak by zostało, gdyby nie wydarzenia, które jednocześnie miały miejsce na arenie europejskiej. Przeciwko wysokim stawkom interchange opowiedziała się bowiem Komisja Europejska. W ramach kompromisu z Brukselą Visa Europe zgodziła się na stosowanie dla transakcji krajowych transgranicznych stawek interchange, które wynoszą 0,2–0,3 proc. Zgodnie z wprowadzonymi przez Visę zasadami takie stawki mogliby jednak oferować jedynie operatorzy terminali, którzy mają siedzibę poza terenem naszego kraju. W rezultacie firmy z siedzibą w Polsce miałyby nierówne warunki konkurencji, bo wciąż musiałyby oddawać na rzecz banków 0,5 proc. Posłowie podjęli więc próbę ekspresowej zmiany ustawy zmierzającej do zrównania krajowych stawek interchange z transgranicznymi.