Kredyty pseudofrankowe to bezpośrednia przyczyna mnóstwa rozwodów, rozpadu rodzin, zniszczonych relacji międzyludzkich, problemów ze zdrowiem, depresji, stresu i wywoływanych przez stres chorób, kłopotów w pracy, niskiego standardu życia, a czasem wręcz po prostu biedy. Twierdzą tak sami frankowicze oraz ich pełnomocnicy, którzy postanowili pozywać banki o naruszenie dóbr osobistych. Pierwsze pozwy są już gotowe. Kilkaset kolejnych osób jeszcze ich nie przygotowało, ale poważnie to rozważa; na razie przyglądają się działaniom liderów.

– Nie ma żadnej wątpliwości, że umowy kredytów pseudofrankowych wyrządziły w życiu tysięcy kredytobiorców ogromne krzywdy. Głęboko zawiedzione zaufanie, życie w strachu przed nieustannie rosnącym długiem, lęk przed coraz wyższymi ratami, brak nadziei na ekonomiczne lepsze jutro mimo pracy ponad siły, a nieraz drastyczne ograniczanie podstawowych potrzeb to chleb powszechni tysięcy, jeśli nie setek tysięcy ludzi w Polsce – przekonuje radca prawny Robert Mazur, partner zarządzający w kancelarii Mazur i Wspólnicy, która od kilku lat reprezentuje frankowiczów w starciach z bankami.

– Szanse frankowiczów na wygraną oceniam nisko – komentuje radca prawny Katarzyna Ostrowska, partner w kancelarii Ostrowska Legal.

Bezprawna windykacja

Frankowicze liczą, że w walce z bankami przyda im się orzecznictwo sądów dotyczące naruszeń dóbr osobistych przez firmy windykacyjne. Wielokrotnie zdarzało się bowiem, że sądy uznawały, iż windykatorzy przekraczali dopuszczalne granice przy egzekucji długów. Podkreślano też, że naruszeniem może być domaganie się zapłaty w sytua cji, gdy przedsiębiorca wie, iż pieniądze mu się nie należą.

Przykłady?

„Działanie firmy windykacyjnej, która lekceważy obywatela i niezgodnie z zasadami współżycia społecznego, dobrymi obyczajami wymusza na nim przez nękanie go w różny sposób spłatę długu, co do którego zgłosi on zarzut przedawnienia lub uznał żądanie za bezpodstawne, jest naruszeniem dóbr osobistych, a konkretnie wolności, miru domowego i prywatności” – wskazał Sąd Apelacyjny we Wrocławiu (wyrok z 15 lutego 2013 r., sygn. akt I ACa 31/13).

„Nie każde działanie wierzyciela zmierzające do odzyskania długu legalizuje wkroczenie w sferę dóbr osobistych dłużnika. Działanie bowiem nadmierne, nakierowane na zastraszenie dłużnika, zmierzające do wywołania w nim uzasadnionej obawy o mir domowy, realizowane w oparciu o zasadę, według której «cel uświęca środki», nie może być oceniane inaczej niż jako wadliwe” – stwierdził z kolei Sąd Apelacyjny w Warszawie (wyrok z 10 czerwca 2011 r., sygn. akt VI ACa 84/11).

Frankowicze chcą zaś dowieść, że działali w dużym stresie, a słowa przedstawicieli banków oraz wezwania do zapłaty, w których wskazywano na ryzyko eksmisji w razie braku spłaty rat, były bezprawne.

– Koncepcja jest ciekawa, ale powiązanie powództw przeciwko bankom z wyrokami dotyczącymi firm windykacyjnych wydaje się zbyt daleko idące. Gdy sądy przyznawały rację powodom i stwierdzały, że doszło do naruszenia ich dóbr osobistych, najczęściej działania pozwanych były natarczywe. Ludzie wykazywali, że dzwoniono do nich setki razy, wysyłano dziesiątki pism w agresywnym tonie. Sposób windykowania należności przez banki jest co do zasady inny, znacznie łagodniejszy – wskazuje mec. Katarzyna Ostrowska. Dodaje też, że najczęściej banki domagają się spłaty, gdy jeszcze są w sporze prawnym z kredytobiorcą. W orzecznictwie dotyczącym firm windykacyjnych podkreślano zaś bezprawność przypadków, gdy windykator naciskał mimo zapadłego już niekorzystnego dla niego orzeczenia.

Podstawa żądania

Mecenas Robert Mazur wierzy w powodzenie strategii procesowej frankowiczów.

– W grę wchodzą znaczne kwoty i słuszny gniew wielu rodzin, którym bank, przymuszając je do stosowania nielegalnych postanowień w umowach, zrujnował ostatnie 10, a czasem więcej lat życia – podkreśla. I zaznacza, że istotne jest to, by frankowicze – przed złożeniem powództwa o naruszenie dóbr osobistych przez bank – najpierw wygrali w sądzie sprawę dotyczącą samego kredytu frankowego. Drzwi do uzyskania odszkodowania lub zadośćuczynienia otworzą się bowiem dopiero wówczas, gdy sąd w innym postępowaniu stwierdzi, że działanie banku było bezprawne.

– Frankowicze w procesach o naruszenie swych dóbr osobistych przez banki nie są bez szans. Nie konstruowałbym jednak powództwa w oparciu o stwierdzenie, że w umowie między kredytodawcą a kredytobiorcą użyte zostały niedozwolone postanowienia umowne – uważa adwokat Dominik Jędrzejko, partner w kancelarii Kaszubiak Jędrzejko oraz autor bloga NieuczciwePraktykiRynkowe.pl. Jego zdaniem skuteczniejsze może być powoływanie się przez frankowiczów na misselling i późniejsze kłopoty związane z koniecznością spłaty kredytu, który nijak nie odpowiadał możliwościom finansowym kredytobiorcy.

Frank polski

Frank polski

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Można też wykazywać, że niewłaściwy był sposób działania przedstawiciela banku, który pominął istotne okoliczności w rozmowie z kredytobiorcą – podpowiada prawnik. A, jak dodaje, w przypadku klauzul abuzywnych konsekwencją jest już to, że nie wiążą one konsumenta lub w niektórych przypadkach powodują, iż cała umowa traci rację bytu.

Co istotne, frankowicze domagający się pieniędzy powinni wykazać szkodę lub krzywdę, którą ponieśli wskutek bezprawnego ich zdaniem działania banku. Sam fakt obowiązku spłaty znacznie wyższej kwoty niż ta zaciągnięta to za mało. Potrzebne więc będą np. zaświadczenia lekarskie lub wykazanie fatalnych w życiu kredytobiorcy okoliczności, jak chociażby rozwód. Będzie należało również wykazać związek przyczynowo-skutkowy między wzięciem kredytu a złymi zdarzeniami z ostatnich lat.